Witam Was serdecznie :) I ostrzegam- ten wpis będzie długi!
Do napisania tego postu skłoniło mnie kilka włosowych eksperymentów, które ostatnio wykonałam, a które niestety okazały się nietrafione, ale również to, że dość rzadko do tej pory(o ile w ogóle) spotykałam w internecie informacje na temat tego, że ten czy tamten składnik/półprodukt może przesuszać włosy. Postanowiłam to zmienić. A informacje tutaj zawarte mogą się przydać tym z Was, które również posiadają wysoko porowate włosy, króre mimo intensywnej pielęgnacji wciąż nie wyglądają dobrze, a czasem nawet gorzej.
Przypominam jednak, że to, co poniżej napiszę będzie moją bardzo subiektywną opinią. Włosy każdej z nas mogą inaczej reagować na dany produkt!
A więc: CO PRZESUSZA I PUSZY MOJE WŁOSY? Czyli czemu moje włosy wyglądają jak siano mimo intensywnej pielęgnacji.
1. Zioła. Dla moich włosów to najgorsze zło, jakie istnieje. Oczywiście nie wszystkie zioła mają działanie wysuszające, ale ja jeszcze na te nawilżające się nie natknęłam(słyszałam, ale nie używałam- może tak to powiem). Więc większość płukanek rumiankowych, nagietkowych czy jakichśtam innych źle się sprawdza, a raczej nie sprawdza się wcale na moich włosach. Można jednak jakoś się zabezpieczyć przed ich destrukcyjnym wpływem i porządnie(ale porzadnie mówię, nie tak o), czyli przed myciem i po zabezpieczyć włosy a to olejem, a to nawilżającą maską, dopiero potem radze porwać się na ten śmiał wyczyn użycia ziołowej płukanki.
2. Witaminy. Może niektóre z Was wiedzą, a może i nie: witaminy działają wysuszająco. Przynajmniej na moje włosy. Nie spotkałam jeszcze maski/odżywki/innego kosmetyku do włosów, który miałby w składzie witaminy i nie wysuszył moich włosów. Czasem właśnie ze względu na bogactwo ekstraktów z różnych ziół i obecność witamin w kosmetyku decydujemy sie na jego kupno, bo przecież MA TAKI BOGATY SKŁAD. Po czym nakładamy go na kosmyki i jest siano zamiast włosów. I pytamy: ale jak to? dlaczego? Przecież taki dobry, naturalny skład! I dochodzimy do wniosku, że włosomaniactwo to jakaś bzdura, bo szkodzi zamiast pomagać. I ja byłam w tym miejscu niedawno, ale odkryłam co się dzieje- to właśnie niszczycielksi wpływ witamin. To znaczy nie mówię, że szkodzą, broń boże. Przecież witaminy są naszym włosom potrzebne, muszą być im dostarczone.. ale wysoko porowatym włosom lepiej dostarczać je od środka, a jeśli już zdecydujemy się na nakładanie ich na włosy, to proponuję zrobić to razem z humektantami i emolientami. Mniejsze sianko bedzie na nas czekało po spłukaniu miksturki.
3. Silikony i inne oblepiacze. One z kolei puszą moje włosy. Tak, wiem, teoretycznie powinny pięknie je oblepiać, powodować wygładzenie i dawać olśniewający końcowy efekt wizualny. Ale tak nie jest, bo moje włosy mają swoje zdanie na ten temat i nie ma co nawet z nimi dyskutować. Póki co odkryłam, że:
Parafina w czystej postaci puszy moje włosy, jednak w niektórych kosmetykach, np. w olejku Amla Jasmine oraz w odżywce b/s Ziaja do włosów farbowanych.
Gliceryna zarówno w czystej postaci, jak też jako dodatek do innych kosmetyków, czy to maseczek, czy odżywek - i tak puszy moje włosy. Chociaż teoretycznie jest humektantem, to włosów mi nigdy nie nawilżyła ani nie wygładziła, za to namęczyłam się zawsze z jej zmyciem.
Amodimethicone to często spotykany silikon w wielu kosmetykach. Ja jednak wiem na pewno, że kiedy użyję go w jakiejkolwiek mieszance składników i tak doczekam się miotełki na włosach.
Dimethicone to również silikon, który często, ale jednak nie zawsze powoduje puszenie się włosów. Efekt, jaki będę miała na włosach zależy od mieszanki, w której został użyty.
Quaternium-91 - niezależnie od mieszanki ten oblepiacz powoduje puch na moich włosach.
Zapewne są tez inne substancje, które powodują puch na moich włosach, jednak jeszcze nie znam ich na tyle dobrze, abym mogła ze stuprocentową pewnością o nich mówić. Jeśli będę czegoś pewna- zaktualizuję ten post.
4. Oleje. I tutaj są dwie kwestie warte poruszenia: raz, że oleje same w sobie nie nawilżają włosa- są emolientami. One tylko pilnują, żeby woda z naszych włosów nie uciekła. Pamiętam, ze na początku włosomaniactwa o tym nie wiedziałam, więc tak dla wyjaśnienia :) Niektóre z nas często olejują więc włosy i spotykają się ze spektakularnymi efektami. Poprawiony skręt, większa elastyczność, cudowny blask- tak, to wszystko prawda. ALE należy też pamiętać, że olej nie zastąpi nam humektantów, czyli substancji nawilżających, więc samo olejowanie nie nawilży nam włosów. Więc tym samym częste olejowanie i zapominanie o odpowiednim nawilżeniu włosów może spowodować ich przesuszenie. A druga kwestia warta poruszenia to dobór oleju do porowatości. Pewnie jak większość z Was na początku włosomaniactwa zakupiłam olej kokosowy. Nierafinowany, bo jakże by inaczej. No i jako dumna posiadaczka wysoko porowatych włosów(nie taka znowu dumna..) doczekałam się siana na głowie po jego użyciu. Całe szczęście nie katowałam nim dłużej kosmyków, tylko zaczęłam poczukiwać innych olei, tych przeznaczonych do włosów wysoko porowatych(najlepiej też, żeby były wnikające). I puszenie stało się coraz mniej dokuczliwe, chociaż ideału jeszcze nie znalazłam.
Zapomniałam wspomnieć- oczywiście olejek rycynowy WYSUSZA włosy. Kiedyś olejowałam nim skalp, a także długość włosów. Nie idźćcie w moje ślady, bo to może doprowadzić do naprawdę niezłego wysuszenia Waszych kosmyków!
Zapomniałam wspomnieć- oczywiście olejek rycynowy WYSUSZA włosy. Kiedyś olejowałam nim skalp, a także długość włosów. Nie idźćcie w moje ślady, bo to może doprowadzić do naprawdę niezłego wysuszenia Waszych kosmyków!
5. Niektóre proteiny, a także ich nadmiar. Moje włosy należą do tych, co proteiny lubią. Ale wszystko ma swoje granice i raz na tydzień muszę je porządnie nawilżyć, a i za użycie emolientowej maski się nie obrażą. Bo proteinki budują nasze włosy i moje po ich użyciu są bardziej gładkie, jakby pełniejsze i bez niedoskonałości :) ALE w nadmiarze powodują przesuszenie i napuszenie, więc trzeba zachować r ó w n o w a g ę.
Kolagen i elastyna działa spustoszenie na moich włosach. Użyłam tego półproduktu dwa razy do tej pory na włosy i.. więcej z pewnością teog błędu nie popełnię. To był istny horror, moje włosy były WSZĘDZIE. Nigdy więcej, nigdy.
Proteiny żółtka w każdym do tej pory używanym kosmetyku powodowały na moich włosach puch totalny. Zrziłam sie do nich. Bardzo.
Żelatyna w złym połączeniu niestety również działa destrukcyjnie na moich włosach. Co prawda w dobrym połączeniu(humektantowo-emolientowym) działa całkiem dobrze, ale też np. nigdy spektakularnych efektów u mnie nie spowodowała.
6. Źle użyte substancje nawilżające. Pamiętajmy, że jesli nałożymy na włosy tylko substancje nawilżające, to doczekamy się suchości, szorstkości, sztywności... i napuszenia. Bo niezabezpieczone emolientami substancje nawilżające(humektanty)wiążą się z wodą i jeśli jest jej więcej w naszym otoczeniu, a nie we włosie, to one wraz z wodą z naszego kosmyka umykają. Ja niestety boleśnie się o tym przekonałam, np. kiedy mówiłam wam o mojej mgiełce nawilżającej. Nie róbcie tego same w domu :) I przy humektantach pamiętajcie o emolientach. To tacy bardzo kochający się bracia.
7. Szkodliwe substancje w kosmetykach. Wiele z nas boi się alkoholi w składach. Trochę słusznie, trochę niesłusznie. Miałam co prawda zostawić ich temat na osobny post, ale.. postanowiłam podłączyć go tutaj. Zacznę więc od tych, których nie musimy się bać. Są to:
a) alkohole tłuszczowe:
Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Decyl Alcohol, Mirystyl Alcohol, Palm Alcohol,
b) alkohole polihydroksylowe:
Propylene Glycol, Glycerin, Sorbitol, Xylitol, Fructose
a) alkohole tłuszczowe:
Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Decyl Alcohol, Mirystyl Alcohol, Palm Alcohol,
b) alkohole polihydroksylowe:
Propylene Glycol, Glycerin, Sorbitol, Xylitol, Fructose
One nie zrobią nam krzywdy, nie mają działania wysuszającego, wręcz przeciwnie- najczęściej nawilżają i wygładzają, czasem pełnią też funkcje emulgatorów bądź wpływają na konsystencję substancji
. Tych czterech panów jednak powinnyśmy się bać:
Alcohol Denat - wysusza i podrażnia, ale również wspomaga przenikania innych substancji, więc często można go spotkać np. we wcierkach
. Tych czterech panów jednak powinnyśmy się bać:
Alcohol Denat - wysusza i podrażnia, ale również wspomaga przenikania innych substancji, więc często można go spotkać np. we wcierkach
Alcohol - używany jako konserwant, często spotykany w kosmetykach do włosów firmy Alterra a także tych niemieckich firmy Balea. Działa wysuszająco i destrukcyjnie. U mnie powoduje oprócz wysuszenia również puch. Zdecydowanie nie jestem jego zwolenniczką w składach!
SD(Specially Denatured) Alcohol 40B - mieszanka etanolu z innymi substancjami chemicznymi, wysusza i podrażnia!
SD(Specially Denatured) Alcohol 40B - mieszanka etanolu z innymi substancjami chemicznymi, wysusza i podrażnia!
Isopropyl Alcohol - Niedawno wspominałam o tym, że odżywki b/s Joanna Naturia mają go w składzie. A przecież są tak osławione wśród włosomaniaczek. Niewiele z nich mówi o jego szkodliwym wpływie. Ja, po roku intensywnej pielęgnacji włosów nie doczekałam się spektakularnych efektów i to właśnie te kosmetyki o to obwiniam, bo całą tą serię używałam regularnie podczas tych 12 miesięcy. Dopiero niedawno natknęłam się na ten wpis BlondHairCare i zaczęłam więcej czytać na ten temat. I mnie olśniło. Nigdy więcej nie wrócę do tych odżywek- każda z nich zawiera ten alkohol. To właśnie on wysusza i napusza włosy!
AKTUALIZACJA: Balsamy Forte Sweden Mrs. Potters również zawierają Isopropyl Alcohol! A ja właśnie myślałam, że znalazłam alternatywę dla Joasiek b/s...
Dziękuję za czujność kosodrzewinie79 ;*
KOLEJNA AKTUALIZACJA: chyba napiszę osobny wpis, w którym zrobię spis "zakazanych" dla mnie kosmetyków zawierających wysuszające alkohole, bo dziś właśnie oglądając skład odżywek garniera znów natknęłam się na Isopropyl Alcohol. Jak takowy się pojawi, to podlinkuję go tutaj.
8. Zasadowe i kwaśne pH. Skąd my to znamy? Z lakcji chemii!Ale ja nigdy z chemii nie byłam dobra, a na lekcjach wolałam czytać wiersze i opowiadania, byleby nie skupiać sie na tych dziwnych symbolach chińszczyźnianych. Więc musiałam teraz sięgnąć do encyklopedii. I czegóż się dowiedziałam? Otóż: roztwory wodne(ciecze, będzie po ludzku ;) o pH mniejszym od 7 mają odczyn kwaśny. Większe od 7- zasadowy. Równe 7- są obojętne. Co to oznacza dla naszych włosów? Substancje o odczynie zasadowym otwierają łuski włosów, zwiększając tym samym możliwość przenikania innych substancji wgłąb włosa. Występuje to podczas trwałej ondulacji czy innych inwazyjnych dla włosa zabiegach fryzjerskich. Ale też i szampony z silnymi detergentami(SLS i inne surfaktanty anionowe), a także płukanki z niektórymi półproduktami nawilżającymi(mocznik np.) mają odczyn zasadowy. Dla włosów nisko porowatych to pewne ułatwienie, bo umyją sobie głowę takim SLS'em , potem nałożą to, co ma wniknąć wgłąb włosa, potem zakwaszą kosmyki i gotowe. A niestety dla właścicielek włosów wysoko porowatych(w tym i mnie), działanie tych substancji jest niszczące i może powodować puch, bo przeciez łuski jeszcze bardziej są nastroszone, zamiast przylegać do siebie równiutko(na tym również ta wysoka porowatość polega), Ale ale, mogłyście pomyśleć, że jestem więc za używaniem tylko substancji o kwaśnym pH. Również ich nie popieram całkowicie. Bo, o ile płukanki lekko zakwaszające włosa(np. octowa) i domykające tym samym łuski są dla moich kosmyków fajne, tak szampony sieją zniszczenie(np. Facelle, ale jak przypuszczam inny płyny do higieny intymnej, bo powinny posiadać również niższe pH). Ale czytałam także, że i płukanki o niskim pH mogą być złe dla właścicielek włosów wysoko porowatych, widać więc, że każdy jest inny i należy rozpatrywać te kwestie indywidualnie.
Może poruszę tutaj również kwestię pH lekko kwaśnego. Mówi sie bowiem, że pH 5,5 jest idealne dla naszej skóry, bo sama takie posiada. Twierdzi tak Biosilk(Farouk) i oferuje nam szampony i odżywki z takim właśnie pH. Moja opinia na ten temat? Używałam kiedyś szamponu i odżywki regenerującej. W czasie, kiedy moje włosy były w okropnym stanie. I muszę przyznać, że coś w tym jest, bo z działania byłam bardzo zadowolona i moje suche jak wiór wtedy włosy po użyciu tych kosmetyków wyglądały przyzwoicie i zapach był całkiem przyjazny. Tak miło wspominam te produkty, że rozważam nawet powtórny ich zakup. I tak, wiem jak złe mają opinie na wizażu. Ale moje włosy mają swoje zdanie :)
Ah, no i najważniejsze. Jak sprawdzić pH? Najlepsze i najtańsze są papierki lakmusowe. Dostępne są w internetowych sklepach z półproduktami. Warto więc zakupić je podczas robienia w którymś zamówienia. Ich koszt jest niewielki, a są naprawdę bardzo przydatne. Jednak dla mnie, osoby słabo rozróżniającej jak na kobietę kolory, odróżnienie na skali do nich dołączonej jakie to pH jest dość trudne. Ale wszystko jest możliwe i dla chcącego nic trudnego.
Czyli, gwoli ścisłości: właścicielki włosów wysoko porowatych mogą sobie pozwolić na mycie ich szamponami o zasadowym pH, bo ułatwiają one wnikanie substancji wgłąb włosa, natomiast zarówno właścicielki włosów wysoko, średnio jak i nisko porowatych powinny pamiętać o zakwaszeniu włosów po umyciu płukanką o pH ok. 5,5(wiadomo, że trudno wyważyć akurat takie idealnie). Wszystko to jest kwestią indywidualną i nie każdemu muszą takie płukanki służyć, oczywiście. Jednak teoretycznie powinny przynosić korzyść.
Kilka słów sprostowania: nie wspominałam o innych, również wysuszających zabiegach jak np. farbowanie henną khadi czy prostowaniem włosów, rozjaśnianie, bo.. nie używam ani prostownicy ani lokówki, a henna khadi nie sieje u mnie zniszczenia. Jak mówiłam- to był wpis subiektywny o tym, co źle działa na moje włosy, a nie o tym, co źle działa na włosy w ogóle.
AKTUALIZACJA: Balsamy Forte Sweden Mrs. Potters również zawierają Isopropyl Alcohol! A ja właśnie myślałam, że znalazłam alternatywę dla Joasiek b/s...
Dziękuję za czujność kosodrzewinie79 ;*
KOLEJNA AKTUALIZACJA: chyba napiszę osobny wpis, w którym zrobię spis "zakazanych" dla mnie kosmetyków zawierających wysuszające alkohole, bo dziś właśnie oglądając skład odżywek garniera znów natknęłam się na Isopropyl Alcohol. Jak takowy się pojawi, to podlinkuję go tutaj.
8. Zasadowe i kwaśne pH. Skąd my to znamy? Z lakcji chemii!Ale ja nigdy z chemii nie byłam dobra, a na lekcjach wolałam czytać wiersze i opowiadania, byleby nie skupiać sie na tych dziwnych symbolach chińszczyźnianych. Więc musiałam teraz sięgnąć do encyklopedii. I czegóż się dowiedziałam? Otóż: roztwory wodne(ciecze, będzie po ludzku ;) o pH mniejszym od 7 mają odczyn kwaśny. Większe od 7- zasadowy. Równe 7- są obojętne. Co to oznacza dla naszych włosów? Substancje o odczynie zasadowym otwierają łuski włosów, zwiększając tym samym możliwość przenikania innych substancji wgłąb włosa. Występuje to podczas trwałej ondulacji czy innych inwazyjnych dla włosa zabiegach fryzjerskich. Ale też i szampony z silnymi detergentami(SLS i inne surfaktanty anionowe), a także płukanki z niektórymi półproduktami nawilżającymi(mocznik np.) mają odczyn zasadowy. Dla włosów nisko porowatych to pewne ułatwienie, bo umyją sobie głowę takim SLS'em , potem nałożą to, co ma wniknąć wgłąb włosa, potem zakwaszą kosmyki i gotowe. A niestety dla właścicielek włosów wysoko porowatych(w tym i mnie), działanie tych substancji jest niszczące i może powodować puch, bo przeciez łuski jeszcze bardziej są nastroszone, zamiast przylegać do siebie równiutko(na tym również ta wysoka porowatość polega), Ale ale, mogłyście pomyśleć, że jestem więc za używaniem tylko substancji o kwaśnym pH. Również ich nie popieram całkowicie. Bo, o ile płukanki lekko zakwaszające włosa(np. octowa) i domykające tym samym łuski są dla moich kosmyków fajne, tak szampony sieją zniszczenie(np. Facelle, ale jak przypuszczam inny płyny do higieny intymnej, bo powinny posiadać również niższe pH). Ale czytałam także, że i płukanki o niskim pH mogą być złe dla właścicielek włosów wysoko porowatych, widać więc, że każdy jest inny i należy rozpatrywać te kwestie indywidualnie.
Może poruszę tutaj również kwestię pH lekko kwaśnego. Mówi sie bowiem, że pH 5,5 jest idealne dla naszej skóry, bo sama takie posiada. Twierdzi tak Biosilk(Farouk) i oferuje nam szampony i odżywki z takim właśnie pH. Moja opinia na ten temat? Używałam kiedyś szamponu i odżywki regenerującej. W czasie, kiedy moje włosy były w okropnym stanie. I muszę przyznać, że coś w tym jest, bo z działania byłam bardzo zadowolona i moje suche jak wiór wtedy włosy po użyciu tych kosmetyków wyglądały przyzwoicie i zapach był całkiem przyjazny. Tak miło wspominam te produkty, że rozważam nawet powtórny ich zakup. I tak, wiem jak złe mają opinie na wizażu. Ale moje włosy mają swoje zdanie :)
Ah, no i najważniejsze. Jak sprawdzić pH? Najlepsze i najtańsze są papierki lakmusowe. Dostępne są w internetowych sklepach z półproduktami. Warto więc zakupić je podczas robienia w którymś zamówienia. Ich koszt jest niewielki, a są naprawdę bardzo przydatne. Jednak dla mnie, osoby słabo rozróżniającej jak na kobietę kolory, odróżnienie na skali do nich dołączonej jakie to pH jest dość trudne. Ale wszystko jest możliwe i dla chcącego nic trudnego.
Czyli, gwoli ścisłości: właścicielki włosów wysoko porowatych mogą sobie pozwolić na mycie ich szamponami o zasadowym pH, bo ułatwiają one wnikanie substancji wgłąb włosa, natomiast zarówno właścicielki włosów wysoko, średnio jak i nisko porowatych powinny pamiętać o zakwaszeniu włosów po umyciu płukanką o pH ok. 5,5(wiadomo, że trudno wyważyć akurat takie idealnie). Wszystko to jest kwestią indywidualną i nie każdemu muszą takie płukanki służyć, oczywiście. Jednak teoretycznie powinny przynosić korzyść.
Kilka słów sprostowania: nie wspominałam o innych, również wysuszających zabiegach jak np. farbowanie henną khadi czy prostowaniem włosów, rozjaśnianie, bo.. nie używam ani prostownicy ani lokówki, a henna khadi nie sieje u mnie zniszczenia. Jak mówiłam- to był wpis subiektywny o tym, co źle działa na moje włosy, a nie o tym, co źle działa na włosy w ogóle.
To tak z grubsza i bardzo subiektywnie, bo to, co wysusza moje włosy może dobrze działać u innych, bo każda z nas jest przecież inna :) Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłam ten temat i komuś pomogłam. A przede wszystkim zapisałam wreszcie gdzieś te składniki, które mnie szkodzą i w ten sposób już nigdy nie bedę mogła o nich zapomnieć- fajnie mieć taką listę bazową, którą można wzbogacać i ciągle coś wykreślać, jest to naprawde bardzo przydatne przy pielęgnacji, walce o zdrowe i piękne włosy, a przede wszystkim na zakupach.
A co Wam przesusza i puszy włoski?