środa, 5 czerwca 2013

Czemu włosy wyglądają jak siano mimo intensywnej i świadomej pielęgnacji? Czyli o tym, co przesusza i puszy moje włosy.

Witam Was serdecznie :) I ostrzegam- ten wpis będzie długi!

Do napisania tego postu skłoniło mnie kilka włosowych eksperymentów, które ostatnio wykonałam, a które niestety okazały się nietrafione, ale również to, że dość rzadko do tej pory(o ile w ogóle) spotykałam w internecie informacje na temat tego, że ten czy tamten składnik/półprodukt może przesuszać włosy. Postanowiłam to zmienić. A informacje tutaj zawarte mogą się przydać tym z Was, które również posiadają wysoko porowate włosy, króre mimo intensywnej pielęgnacji wciąż nie wyglądają dobrze, a czasem nawet gorzej. 
Przypominam jednak, że to, co poniżej napiszę będzie moją bardzo subiektywną opinią. Włosy każdej z nas mogą inaczej reagować na dany produkt!

A więc: CO PRZESUSZA I PUSZY MOJE WŁOSY? Czyli czemu moje włosy wyglądają jak siano mimo intensywnej pielęgnacji.

1. Zioła. Dla moich włosów to najgorsze zło, jakie istnieje. Oczywiście nie wszystkie zioła mają działanie wysuszające, ale ja jeszcze na te nawilżające się nie natknęłam(słyszałam, ale nie używałam- może tak to powiem). Więc większość płukanek rumiankowych, nagietkowych czy jakichśtam innych źle się sprawdza, a raczej nie sprawdza się wcale na moich włosach. Można jednak jakoś się zabezpieczyć przed ich destrukcyjnym wpływem i porządnie(ale porzadnie mówię, nie tak o), czyli przed myciem i po zabezpieczyć włosy a to olejem, a to nawilżającą maską, dopiero potem radze porwać się na ten śmiał wyczyn użycia ziołowej płukanki.

2. Witaminy. Może niektóre z Was wiedzą, a może i nie: witaminy działają wysuszająco. Przynajmniej na moje włosy. Nie spotkałam jeszcze maski/odżywki/innego kosmetyku do włosów, który miałby w składzie witaminy i nie wysuszył moich włosów. Czasem właśnie ze względu na bogactwo ekstraktów z różnych ziół i obecność witamin w kosmetyku decydujemy sie na jego kupno, bo przecież MA TAKI BOGATY SKŁAD. Po czym nakładamy go na kosmyki i jest siano zamiast włosów. I pytamy: ale jak to? dlaczego? Przecież taki dobry, naturalny skład! I dochodzimy do wniosku, że włosomaniactwo to jakaś bzdura, bo szkodzi zamiast pomagać. I ja byłam w tym miejscu niedawno, ale odkryłam co się dzieje- to właśnie niszczycielksi wpływ witamin. To znaczy nie mówię, że szkodzą, broń boże. Przecież witaminy są naszym włosom potrzebne, muszą być im dostarczone.. ale wysoko porowatym włosom lepiej dostarczać je od środka, a jeśli już zdecydujemy się na nakładanie ich na włosy, to proponuję zrobić to razem z humektantami i emolientami. Mniejsze sianko bedzie na nas czekało po spłukaniu miksturki. 

3. Silikony i inne oblepiacze. One z kolei puszą moje włosy. Tak, wiem, teoretycznie powinny pięknie je oblepiać, powodować wygładzenie i dawać olśniewający końcowy efekt wizualny. Ale tak nie jest, bo moje włosy mają swoje zdanie na ten temat i nie ma co nawet z nimi dyskutować. Póki co odkryłam, że:
Parafina w czystej postaci puszy moje włosy, jednak w niektórych kosmetykach, np. w olejku Amla Jasmine oraz w odżywce b/s Ziaja do włosów farbowanych.
Gliceryna zarówno w czystej postaci, jak też jako dodatek do innych kosmetyków, czy to maseczek, czy odżywek - i tak puszy moje włosy. Chociaż teoretycznie jest humektantem, to włosów mi nigdy nie nawilżyła ani nie wygładziła, za to namęczyłam się zawsze z jej zmyciem. 
Amodimethicone  to często spotykany silikon w wielu kosmetykach. Ja jednak wiem na pewno, że kiedy użyję go w jakiejkolwiek mieszance składników i tak doczekam się miotełki na włosach.
Dimethicone to również silikon, który często, ale jednak nie zawsze powoduje puszenie się włosów. Efekt, jaki będę miała na włosach zależy od mieszanki, w której został użyty.
Quaternium-91 -  niezależnie od mieszanki ten oblepiacz powoduje puch na moich włosach.
Zapewne są tez inne substancje, które powodują puch na moich włosach, jednak jeszcze nie znam ich na tyle dobrze, abym mogła ze stuprocentową pewnością o nich mówić. Jeśli będę czegoś pewna- zaktualizuję ten post.

4. Oleje. I tutaj są dwie kwestie warte poruszenia: raz, że oleje same w sobie nie nawilżają włosa- są emolientami. One tylko pilnują, żeby woda z naszych włosów nie uciekła. Pamiętam, ze na początku włosomaniactwa o tym nie wiedziałam, więc tak dla wyjaśnienia :) Niektóre z nas często olejują więc włosy i spotykają się ze spektakularnymi efektami. Poprawiony skręt, większa elastyczność, cudowny blask- tak, to wszystko prawda. ALE należy też pamiętać, że olej nie zastąpi nam humektantów, czyli substancji nawilżających, więc samo olejowanie nie nawilży nam włosów. Więc tym samym częste olejowanie i zapominanie o odpowiednim nawilżeniu włosów może spowodować ich przesuszenie. A druga kwestia warta poruszenia to dobór oleju do porowatości. Pewnie jak większość z Was na początku włosomaniactwa zakupiłam olej kokosowy. Nierafinowany, bo jakże by inaczej. No i jako dumna posiadaczka wysoko porowatych włosów(nie taka znowu dumna..) doczekałam się siana na głowie po jego użyciu. Całe szczęście nie katowałam nim dłużej kosmyków, tylko zaczęłam poczukiwać innych olei, tych przeznaczonych do włosów wysoko porowatych(najlepiej też, żeby były wnikające). I puszenie stało się coraz mniej dokuczliwe, chociaż ideału jeszcze nie znalazłam.
Zapomniałam wspomnieć- oczywiście olejek rycynowy WYSUSZA włosy. Kiedyś olejowałam nim skalp, a także długość włosów. Nie idźćcie w moje ślady, bo to może doprowadzić do naprawdę niezłego wysuszenia Waszych kosmyków!

5. Niektóre proteiny, a także ich nadmiar. Moje włosy należą do tych, co proteiny lubią. Ale wszystko ma swoje granice i raz na tydzień muszę je porządnie nawilżyć, a i za użycie emolientowej maski się nie obrażą. Bo proteinki budują nasze włosy i moje po ich użyciu są bardziej gładkie, jakby pełniejsze i bez niedoskonałości :) ALE w nadmiarze powodują przesuszenie i napuszenie, więc trzeba zachować  r ó w n o  w a g ę.
Kolagen i elastyna  działa spustoszenie na moich włosach. Użyłam tego półproduktu dwa razy do tej pory na włosy i.. więcej z pewnością teog błędu nie popełnię. To był istny horror, moje włosy były WSZĘDZIE. Nigdy więcej, nigdy.
Proteiny żółtka w każdym do tej pory używanym kosmetyku powodowały na moich włosach puch totalny. Zrziłam sie do nich. Bardzo.
Żelatyna w złym połączeniu niestety również działa destrukcyjnie na moich włosach. Co prawda w dobrym połączeniu(humektantowo-emolientowym) działa całkiem dobrze, ale też np. nigdy spektakularnych efektów u mnie nie spowodowała.

6. Źle użyte substancje nawilżające. Pamiętajmy, że jesli nałożymy na włosy tylko substancje nawilżające, to doczekamy się suchości, szorstkości, sztywności... i napuszenia. Bo niezabezpieczone emolientami substancje nawilżające(humektanty)wiążą się z wodą i jeśli jest jej więcej w naszym otoczeniu, a nie we włosie, to one wraz z wodą z naszego kosmyka umykają. Ja niestety boleśnie się o tym przekonałam, np. kiedy mówiłam wam o mojej mgiełce nawilżającej. Nie róbcie tego same w domu :) I przy humektantach pamiętajcie o emolientach. To tacy bardzo kochający się bracia.

7. Szkodliwe substancje w kosmetykach. Wiele z nas boi się alkoholi w składach. Trochę słusznie, trochę niesłusznie. Miałam co prawda zostawić ich temat na osobny post, ale.. postanowiłam podłączyć go tutaj. Zacznę więc od tych, których nie musimy się bać. Są to:
a) alkohole tłuszczowe:
Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Decyl Alcohol, Mirystyl Alcohol, Palm Alcohol, 
b) alkohole polihydroksylowe:
Propylene Glycol, Glycerin, Sorbitol, Xylitol, Fructose
One nie zrobią nam krzywdy, nie mają działania wysuszającego, wręcz przeciwnie- najczęściej nawilżają i wygładzają, czasem pełnią też funkcje emulgatorów bądź wpływają na konsystencję substancji
. Tych czterech panów jednak powinnyśmy się bać:
Alcohol Denat - wysusza i podrażnia, ale również wspomaga przenikania innych substancji, więc często można go spotkać np. we wcierkach
Alcohol - używany jako konserwant, często spotykany w kosmetykach do włosów firmy Alterra a także tych niemieckich firmy Balea. Działa wysuszająco i destrukcyjnie. U mnie powoduje oprócz wysuszenia również puch. Zdecydowanie nie jestem jego zwolenniczką w składach!
SD(Specially Denatured) Alcohol 40B - mieszanka etanolu z innymi substancjami chemicznymi, wysusza i podrażnia!
Isopropyl Alcohol - Niedawno wspominałam o tym, że odżywki b/s Joanna Naturia mają go w składzie. A przecież są tak osławione wśród włosomaniaczek. Niewiele z nich mówi o jego szkodliwym wpływie. Ja, po roku intensywnej pielęgnacji włosów nie doczekałam się spektakularnych efektów i to właśnie te kosmetyki o to obwiniam, bo całą tą serię używałam regularnie podczas tych 12 miesięcy. Dopiero niedawno natknęłam się na ten wpis BlondHairCare i zaczęłam więcej czytać na ten temat. I mnie olśniło. Nigdy więcej nie wrócę do tych odżywek- każda z nich zawiera ten alkohol. To właśnie on wysusza i napusza włosy!
AKTUALIZACJA: Balsamy Forte Sweden Mrs. Potters również zawierają Isopropyl Alcohol! A ja właśnie myślałam, że znalazłam alternatywę dla Joasiek b/s...
Dziękuję za czujność kosodrzewinie79 ;*
KOLEJNA AKTUALIZACJA: chyba napiszę osobny wpis, w którym zrobię spis "zakazanych" dla mnie kosmetyków zawierających wysuszające alkohole, bo dziś właśnie oglądając skład odżywek garniera znów natknęłam się na Isopropyl Alcohol. Jak takowy się pojawi, to podlinkuję go tutaj.

8. Zasadowe i kwaśne pH. Skąd my to znamy? Z lakcji chemii!Ale ja nigdy z chemii nie byłam dobra, a na lekcjach wolałam czytać wiersze i opowiadania, byleby nie skupiać sie na tych dziwnych symbolach chińszczyźnianych. Więc musiałam teraz sięgnąć do encyklopedii. I czegóż się dowiedziałam? Otóż: roztwory wodne(ciecze, będzie po ludzku ;) o pH mniejszym od 7 mają odczyn kwaśny. Większe od 7- zasadowy. Równe 7- są obojętne. Co to oznacza dla naszych włosów? Substancje o odczynie zasadowym otwierają łuski włosów, zwiększając tym samym możliwość przenikania innych substancji wgłąb włosa. Występuje to podczas trwałej ondulacji czy innych inwazyjnych dla włosa zabiegach fryzjerskich. Ale też i szampony z silnymi detergentami(SLS i inne surfaktanty anionowe), a także płukanki z niektórymi półproduktami nawilżającymi(mocznik np.) mają odczyn zasadowy. Dla włosów nisko porowatych to pewne ułatwienie, bo umyją sobie głowę takim SLS'em , potem nałożą to, co ma wniknąć wgłąb włosa, potem zakwaszą kosmyki i gotowe. A niestety dla właścicielek włosów wysoko porowatych(w tym i mnie), działanie tych substancji jest niszczące i może powodować puch, bo przeciez łuski jeszcze bardziej są nastroszone, zamiast przylegać do siebie równiutko(na tym również ta wysoka porowatość polega), Ale ale, mogłyście pomyśleć, że jestem więc za używaniem tylko substancji o kwaśnym pH. Również ich nie popieram całkowicie. Bo, o ile płukanki lekko zakwaszające włosa(np. octowa) i domykające tym samym łuski są dla moich kosmyków fajne, tak szampony sieją zniszczenie(np. Facelle, ale jak przypuszczam inny płyny do higieny intymnej, bo powinny posiadać również niższe pH). Ale czytałam także, że i płukanki o niskim pH mogą być złe dla właścicielek włosów wysoko porowatych, widać więc, że każdy jest inny i należy rozpatrywać te kwestie indywidualnie.
Może poruszę tutaj również kwestię pH lekko kwaśnego. Mówi sie bowiem, że pH 5,5 jest idealne dla naszej skóry, bo sama takie posiada. Twierdzi tak Biosilk(Farouk) i oferuje nam szampony i odżywki z takim właśnie pH. Moja opinia na ten temat? Używałam kiedyś szamponu i odżywki regenerującej. W czasie, kiedy moje włosy były  w okropnym stanie. I muszę przyznać, że coś w tym jest, bo z działania byłam bardzo zadowolona i moje suche jak wiór wtedy włosy po użyciu tych kosmetyków wyglądały przyzwoicie i zapach był całkiem przyjazny. Tak miło wspominam te produkty, że rozważam nawet powtórny ich zakup. I tak, wiem jak złe mają opinie na wizażu. Ale moje włosy mają swoje zdanie :)
Ah, no i najważniejsze. Jak sprawdzić pH? Najlepsze i najtańsze są papierki lakmusowe. Dostępne są w internetowych sklepach z półproduktami. Warto więc zakupić je podczas robienia w którymś zamówienia. Ich koszt jest niewielki, a są naprawdę bardzo przydatne. Jednak dla mnie, osoby słabo rozróżniającej jak na kobietę kolory, odróżnienie na skali do nich dołączonej jakie to pH jest dość trudne. Ale wszystko jest możliwe i dla chcącego nic trudnego.
Czyli, gwoli ścisłości: właścicielki włosów wysoko porowatych mogą sobie pozwolić na mycie ich szamponami o zasadowym pH, bo ułatwiają one wnikanie substancji wgłąb włosa, natomiast zarówno właścicielki włosów wysoko, średnio jak i nisko porowatych powinny pamiętać o zakwaszeniu włosów po umyciu płukanką o pH ok. 5,5(wiadomo, że trudno wyważyć akurat takie idealnie). Wszystko to jest kwestią indywidualną i nie każdemu muszą takie płukanki służyć, oczywiście. Jednak teoretycznie powinny przynosić korzyść.

Kilka słów sprostowania: nie wspominałam o innych, również wysuszających zabiegach jak np. farbowanie henną khadi czy prostowaniem włosów, rozjaśnianie, bo.. nie używam ani prostownicy ani lokówki, a henna khadi nie sieje u mnie zniszczenia. Jak mówiłam- to był wpis subiektywny o tym, co źle działa na moje włosy, a nie o tym, co źle działa na włosy w ogóle.

To tak z grubsza i bardzo subiektywnie, bo to, co wysusza moje włosy może dobrze działać u innych, bo każda z nas jest przecież inna :) Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłam ten temat i komuś pomogłam. A przede wszystkim zapisałam wreszcie gdzieś te składniki, które mnie szkodzą i w ten sposób już nigdy nie bedę mogła o nich zapomnieć- fajnie mieć taką listę bazową, którą można wzbogacać i ciągle coś wykreślać, jest to naprawde bardzo przydatne przy pielęgnacji, walce o zdrowe i piękne włosy, a przede wszystkim na zakupach.

A co Wam przesusza i puszy włoski?

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Facelle, Wasch-lotion Sensitive - Recenzja płynu do higieny intymnej

Witam wszystkie czytające mnie w tej chwili osoby. Dziś przygotowałam dla Was recenzję taniego myjadła, bardzo popularnego wśród włosomaniaczek. Zapraszam.


Cena: Ten płyn często jest w promocji i mozna go kupić już za około 5zł. Jest to bardzo zachęcająca kwota, która szczególnie zachęca do jego przetestowania, bo w końcu jak się nie sprawdzi, to nie wyrzucamy fortuny w błoto.






Dostępność: Tylko drogerie Rossmann.

Zapach: Delikatny, chemiczno-kosmetyczny. Nie jest nahalny i nie utrzymuje się długo na włosach czy też podczas ich mycia, na ciele również go nie czuć. Nie jest ani ładny, ani nieprzyjemny, dla mnie pozostaje bardziej neutralny. 

Opakowanie: Wygodne w użyciu, aczkolwiek nieszczelne. Posiada fajny dozownik i wszczelną przykrywkę, ALE cała nakrętka jest nieszczelna i jeśli raz stawiamy ją na dół denkiem, a raz do góry denkiem, to wszędzie będzie woda. Jak dla mnie to duża wada. No i nie widać, ile kosmetyku zostało w środku, trzeba go rozcinać, żeby wydobyć resztkę, przy czym można podczas wykonywania tej cyznności sie skaleczyć. Miłe dla oka, ale niepraktyczne.


Konsystencja: Przezroczysta, lejąca ciecz, która może spłynąć z dłoni. Przy odrobinie wysiłku można natomiast nieźle spienić ten płyn!


Wydajność: Dość duża i naprawdę przyzwoita. Używałam go co dwa dni do mycia zarówno włosów, jak i całego ciała(łącznie z twarzą). I starczył mi na ponad miesiąc. Jak na tak niewielką cenę i wszechstronne zastosowanie jest to z pewnością kosmetyk wart uwagi.

Skład:


Aqua - Woda
Lauryl Glucoside - surfaktant niejonowy, czyli należący do tych myjących skutecznie, ale bardzo łagodnych
Cocamidopropyl Betaine - silniejszy od poprzednika spieniacz, najmocniejszy z surfaktantów amfoterycznych - MNIE CZASAMI UCZULA ;/
Lactic Acid - Kwas L-mlekowy - obniża pH, przyspiesza porost włosów(podobno)
Glycerin - gliceryna - humektant, nawilża i wygładza włosy - MOJE PUSZY :D
Sodium Chloride - sól - najtańsza substancja zagęszczająca, może wysuszać, ale ułatwia również wnikanie innym składnikom we włosa
Sodium Benzoate - sól sodowa kwasu benzoesowego - konserwant
Coco-Glucoside - znów łagodny surfaktant niejonowy, dobrze myjący ale łagodny
Glyceryl Oleate - monogliceryd kwasu oleinowego - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, niby myje , ale jest też emolientem... ogólnie to chyba tutaj pod postacią emulgatora się kryje :)
Sorbitol -  Sorbitol - humektant, wpływa na konsystencję kosmetyku
Urea - Mocznik - humektant, moje włoski go bardzo lubią, bo pięknie je nabłyszcza(mówię tutaj o działaniu solo na włosy)
Propylene Glycol - Glikol Propylenowy - humektant, konserwant, wpływa na konsystencję kosmetyku, promotor przejścia
Allantoin - Allantoina  - łagodzi podrażnienia, nawilża, wygładza
C12-15 Alkyl Lactate - emolient, w skórze rozkłada się do kwasu l-mlekowego
Parfum - Zapach
Serine - wygładza, nawilża, uelastycznia, wpływa na konsystencję kosmetyku
Sodium Lactate - sól sodowa kwasu mlekowego - nawilża
Butylene Glycol - ułatwia przenikanie innym składnikom wgłąb włosa, wygładza i zmiękcza
Chamomilla Recutita Flower Extract - Ekstrakt z kwiatu rumianku - łagodzi, koi, MOJE WŁOSY WYSUSZA
Persea Gratissima Fruit Extract - Ekstrakt z avokado - wygładza, nawilża
Ethoxydiglycol - humektant, środek rozpuszczający
Bisabolol - Bisabolol - jest w rumianku, ma działanie antyseptyczne, łagodzi podrażnienia
Potassium Sorbate - sorbinian potasu - konserwant

Jak widzimy skład nie jest zły. W zasadzie dla tych mniej wymagających mógłby być idealny, bo nie zawiera mocnych detergentów, ma kilka substancji łagodzących... Ale u mnie sie nie sprawdza. Kilka składników działa źle na moja skórę głowy i włosy, podejrzewam o to sól, betainę kokomidoproylową i rumianek. Mimo teoretycznego działania łagodzącego, kojącego i nawilżającego, jakie powinny nam zagwarantować takie składniki jak m. in. gliceryna czy mocznik, to jednak, najprawdopodobniej przez niskie pH kosmetyku oraz szkodliwe działanie tych substancji akurat na moje włosy(gliceryna- pfe), płyn Facelle nie miał okazji się wykazać i puszył moje włos. 
A dla przypomnienia- włosy wysoko porowate mogą nie lubić się z niskim pH, które może dodatkowo je wysuszać. Teoretycznie wysokie, zasadowe pH jest jeszcze gorsze bo otwiera łuski włosa, ale jednak co za dużo, to nie zdrowo(znowu to mówię ;) i tutaj nadmiar dobroci powoduje puch, jakby mnie piorun strzelił.

Działanie:
*Twarz: Trudno go spienić myjąc samą buzię, ponadto jest to dośc trudne zadanie, staje sie on dziwnie śliski, szybko z niej spływa. Myje, ale ja i tak mam wrażenie, że niedomywa mi jej do końca. Nie powodował wyskakiwanie niespodzianek. 
*Ciało: Łatwo go spienić, nie trzeba go dużo, aby umyć całe ciało. Nie wysusza, nie musze potem używać żadnego balsamu, nie powoduje uczucia ściągniętej skóry.
*Włosy: Skusiłam się na zakup tego płynu, bo czytałam o nim wieeeele pochlebnych opinii, zaówno na wizażu, jak i przeróżnych blogach. W końcu zobaczyłam go w cenie promocyjnej więc postanowiłam wrzucić go do koszyka. O ile używany do mycia twarzy i ciała nawet się sprawdził, tak co do mycia nim włosów mam mieszane uczucia. Raz: jest tępy w użyciu. Przypomina mi tym trochę Alterrę Dusch-Shampoo, którego recenzję możecie przeczytać tutaj. Nie jest to może tak okropna oporność jak szamponu Alterry, ale trudno go rozprowadzić na włosach. Mimo wszystko naprawdę dobrze się pieni, przynajmniej z wodą w moim miejscu zamieszkania(średniej wielkości miasteczko). Jednak trochę plącze włosy, pozostawia je wysuszone i konieczne jest nałożenie jakiejś maseczki bądź odżywki. Ale i tak po użyciu tego myjadła włosy są sztywne, trochę spuszone i suche, rozprostowane. Efekt bardzo mi się nie podoba, więc chyba więcej go nie zakupię.
*Skóra głowy: Jak pewnie wiecie moja skóa głowy jest bardzo wrażliwa, mam z nią wiele problemów. Kiedy używałam tego myjadła wróciło swędzenie skalpu. Nie pojawił się łupież, białe kropeczki. Włosy nie były przyklapnięte, skóra głowy nie była wysuszona. Mycie skóry głowy tym kosmetykiem nie wpłynęło też na przedłużenie badź skrócenie okresu świeżości moich włosów. Ale swędzenie było, więc tutaj również nie jestem tym specyfikiem oczarowana.

Podsumowując, używałam tego kosmetyku chyba na wszystkie możliwe sposoby. Służył mi jako żel do mycia twarzy, ciała, szampon do włosów, a także płyn do higieny intymnej. Jest to przyzwoite myjadło, ale nie stało się moim ideałem, znam o wiele lepsze kosmetyki w tych kategoriach. Mimo, iż stosunek ceny do wydajności jest naprawdę korzystny, to jednak wysuszenie włosów, ich sztywność, rozprostowanie oraz swędzenie skalpu jest czymś, czego nie mogę wybaczyć i na co nie mogę przymknąć oczu. Więcej do niego nie wrócę. Aczkolwiek polecam wypróbować, bo jak już mówiłam jest tani i wszechstronny, a może u Was akurat się sprawdzi :)

Używałyście kiedyś tego kosmetyku?

sobota, 1 czerwca 2013

Podsumowanie majowej pielęgnacji włosów

Minął kolejny miesiąc, więc przyszła pora na ponowne rozliczenie z tego, co robiłam z włosami. Trochę ta moja pielęgnacja różniła się od kwietniowej, ale kilka elementów pozostało takich samych :)

Wcierki
Kozieradka - wcierałam ją kilka razy dziennie w skalp, przez miesiąc. Niestety, zawiodłam się na niej. Więcej mogłyście o niej przeczytać tutaj.
Jantar - po nieudanej próbie zwalczenia problemu wypadających włosów za pomocą kozieradki wróciłąm z podkulonym ogonem do Jantaru. Niedługo znów zdam Wam relację, jak mi idzie walka z wypadaniem...

Olejowanie
Amla Jasmine - ten olejek wciąz mi towarzyszy, a mimo reglarnego stosowania nie jestem jeszcze w połowie buteleczki. Jak będę pewna jego działania napiszę osobną jego recenzję.
Oliwa z Oliwek - wróciłam do olejowania długości włosów samą oliwą z oliwek, tłoczoną na zimno. Jest tania, wydajna, ogólnie dostępna, a moje włosy ją po prostu lubią. Kiedy przetestuję różne jej zastosowania- podzielę się z Wami wrażeniami. 
Olejek rycynowy - zaczęłam wcierać go regularnie przed każdym myciem w skalp, jako część walki z wypadaniem.
Isana - Kakaowe masło do ciała - trzy razy kremowałam nim włosy przed myciem. Dam Wam znać, co o nim sądzę już niebawem ;)

Mycie
Barwa Naturalna - Szampon piwny - użyłam go kilka razy(3 lub 4), zawiera SLS. Oczyszczam nim mocniej włosy.
Facelle - Płyn do higieny intymnej - używam go regularnie co mycie jako delikatnego szamponu. Napisze w osobnej recenzji, czy moje włosy i skóra głowy się z nim polubiły, czy też nie.

Odżywianie po myciu
Bioetika Crema di Essenza idratante - wydajna i tania, ale więcej do niej nie wrócę, bo moje włosy z kokosem się nie lubią. Opisałam ją dokładniej tutaj.
Ziaja masło kakaowe wygładzająca maska - niewydajna i słabo działająca, więcej mozna o niej przeczytać tutaj.
Odżywcza jajeczna maseczka Joanna z Apteczki Babuni - bubel :) Jak ktoś jest zainteresowany, dlaczego tak uważam, to odsyłam tutaj.

A jako że tamte maseczki się skończyły hurtowo mogłam się zabrać za testowanie kolejnych:
Biovax maseczka do włosów słabych i wypadających - wróciłam do niej po kilkumiesięcznej przerwie. Bardzo ją lubię, ale jestem ciekawa, jak będzie się spisywać na już zdrowych włosach.
Biovax maseczka do włosów blond - ma przyjazny skład, a działania jeszcze nie jestem pewna. Żałuję jedynie, że te maseczki z Biowax'u mają taką słabą wydajność :(
Seboradin maska do włosów suchych, zniszczonych farbowaniem i rozjaśnianiem - użyłam jeden raz i zadowolona nie byłam. Ale kto wie, może jeszcze mnie zaskoczy.


Odżywka bez spłukiwania
Ziaja odżywka do włosó farbowanych - chciałam ją zdenkować i udało mi się to. Używałam je po każdym myciu i moje włosy były zadowolone. Więcej pisałam o niej tutaj.

Zabezpieczanie końcówek
Oliwka HiPP - czyli tak samo jak było w kwietniu. Jestem jej wierna już od ponad pół roku, dzięki niej mogę zapuszczać włosy bez obaw o rozdwojone końce. 

W tym miesiącu byłam bardziej konsekwentna i używałam kilku kosmetyków naprzemiennie, żeby być pewną ich działania i móc należycie je zrecenzować.
Moje włosy nie były kapryśne, ale szału też nie było. Przestałam je myć co dwa dni- teraz mogę myć je nawet co 3 dni! Jest to dla mnie naprawdę duży sukces, a nie wiem nawet, czym spowodowany! Niestety, mój skalp znów zaczął swędzieć, a włosy wypadają w ogromnych ilościach. To znaczy mieszczą się w granicach normy, bo nie przekraczają liczebnością setki, ale są to już górne granice normy(80-90). Mam nadzieję, że czerwiec będzie bardziej łaskawszy, wetchnie w moje włosy życie i sprawi, że będą chciały zostać ze mną a nie spłynąć w odmentach brudnych rur.

Moje włosy w maju(przepraszam, trochę słaba jakość zdjęć- mój aparat jest naprawdę kiepski):

29 maj 2013

31 maj 2013

A co mnie szczególnie zaciekawiło, to takie jakby odrosty: jak myślicie, czy to możliwe, że Cassia tak rozjaśniła resztę moich włosów? Przypominam, że ostatnio nakładałam ją w kwietniu. To by wskazywało też na duży przyrost. A może to wspólne działanie Cassii i miodu?
 Ale jako sprostowanie powiem, że normalnie w lustrze nie widać żadnych pseudo odrostów- tylko mój aparat je widzi :D
No i na tych dwóch zdjęciach widać, jak duże znaczenie przy moim kolorze włosów ma kwestia oświetlenia. 29ego maja moje włosy były bardziej czerwone, a 31ego maja bardziej pomarańczowo-wypłowiałe. W sumie to się cieszę, bo chociaż nie mam z nimi nudno, ale i tak wciąż powraca do mnie myśl, ażeby przefarbować się na czarno...
Wiem, głupi pomysł, no ale już za długo ich nie niszczyłam i chcę odmiany.

A jak tam Wasze włosy w kwietniu?