poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Inspiracje włosowe: kok


Dziś chciałam podzielić się z Wami inspiracjami włosowymi, czyli po prostu pokazać Wam zdjęcia znalezione w sieci, które bardzo mi się spodobały. I chociaż nigdy nie byłam zwolenniczką koków ostatnio udało mi się parę razy zrobić całkiem przyzwoitego takiego pana, poszukałam więc więcej w internecie i się totalnie zachwyciłam.











Niestety uważam, że w koku nie każdemu do twarzy. Najlepiej sprawdza się on u osób o pociągłych bądź kwadratowych twarzach z mocno zarysowanymi kośćmi policzkowymi. W dodatku ładny profil dodatkowo upiększa taką fryzurę, jak i całą osobę. 
Zdecydowanie nie podobają mi się koki u osób o okrągłych twarzach. Wygląda to, jak dla mnie, dość dziwnie. Możecie to zobaczyć np. tutaj:


Oczywiście to tylko  m o j a  opinia. Każdy może myśleć co innego na ten temat. Dlatego zapytam:

Co wy myślicie na temat koków? Lubicie je? Czy wolicie oglądać u innych?

sobota, 6 kwietnia 2013

Recenzja Maski do włosów Kallos Serical Crema al Latte



Witajcie, dziś przybywam z recenzją produktu, który pewnie większość z Was zna. Jest to osławiona na wizażu i blogach maska. Ja mlecznego Kallosa zaczęłam używać kilka miesięcy po rozpoczęciu pielęgnacji bezsilikonowej. Było to niecały rok temu. I maska ta cudownie odbudowała moje włosy i poprawiła ich kondycję. Niedawno postanowiłam do niej wrócić i zamówiłam kolejne ogromne opakowanie. Jak się u mnie sprawdza ten święty Graal włosomaniaczek? Postaram się dokładnie to opisać :) Zapraszam do czytania.


Cena: Okropnie niska. Za 1 litr kosmetyku zapłacimy w granicach 15zł, ja niestety ostatnio nigdzie nie mogę jej dostać(mieszkam w małym mieście i nawet w hurtowniach fryzjerskich jej nie ma) więc zamawiam w sklepach internetowych, a i tak jest wspaniale bo za 1,5 litrowe opakowanie płacę wraz z przesyłką niecałe 30zł. Niektóre maski o pojemności kilkukrotnie mniejszej tyle kosztują.

Dostępność: Nie zachwyca. Jedynie hurtownie fryzjerskie no i sklepy internetowe. Jednak w tych drugich można dostać ją w naprawdę konkurencyjnych cenach i pojemnościach. Jednak byłoby miło, gdyby można było kupić ją stacjonarnie.

Opakowanie: Bardzo duże i nieporęczne. Trudno je utrzymać w małej, kobiecej rączce, w dodatku nakrętka słabo trzyma się pojemniczka kiedy jest dokręcona, przez co trzeba bardzo uważać i przy przenoszeniu otwartej maski trzymać opakowanie  n i e   z a   z a k r ę t k ę. Inaczej upuścimy słoiczek i wszystko się wyleje. Ponadto krawędź, przez którą trzeba wydobywać produkt jest ostra, więc gdy kończy nam się produkt musimy być dodatkowo jeszcze bardziej ostrożne, żeby się nie skaleczyć.



Wydajność: Ogromnie zachęcająca do kupna. Moje włosy, jak długie są, można zobaczyć na zdjęciach. Jednak dodatkowo dochodzi fakt, że jest ich dużo i potrzebują każdego kosmetyku dużo. Są grube. Ale ta maska jest naprawdę wydajna, opakowanie 1 litr starcza na około 6 miesięcy. Za taką cenę jest idealna.

Zapach: Kiedy kupiłam swoje pierwsze opakowanie przeraziła mnie ta dusząca słodycz, jaka mnie zaatakowała. Jednak wraz z upływem czasu można się przyzwyczaić do tego mleczno-waniliowo-kokosowego zapachu. Teraz, po roku z przerwami używania tej maski muszę przyznać, że zapach wyczuwam, ale jest raczej stonowany i przyjazny. Słodki, lecz nie mdlący. Całkiem przyjemny.

Konsystencja: Nie za gęsta ani nie za rzadka. Nie spłynie sama z ręki i z cudowną łatwością rozprowadzi się ją na włosach. Ot, taka biało-przeźroczysta maź.



Skład: Aqua(Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride(gdzieś wyczytałam, że jak ten składnik jest w kosmetyku do włosów to można nim je umyć), Dipalmytolyethyl, Hydroxyethylmonium Methosulfate, Parfum(ZAPACH), Benzul Alcohol, Citric Acid, PEG-5 Cocomonium Methosulfate Methylchloroizothiazolonone, Sodium Glutamate, Hydrolized Milk Protein(PROTEINY MLEKA), Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Methylisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate(to ma mycie włosów ułatwić), Hydroxypropyl Guar Dydroxypropyltrimonium Chloride

Kilka antystatyków, substancji podnoszących łuski włosa i ułatwiających zadziałanie produktów, coś co włoski wygładzi iiii PERFUMY. Kilka konserwantów, regulator pH i substancja ułatwiająca mycie(po cholerę w masce? chociaż fajnie, jeśli używamy tego kosmetyku do mycia włosów). nic zachwycającego. Oczywiście znajdziemy osławione proteiny mleczne, ale już po zapachu, więc będą w śladowych ilościach. A za nimi białko mleczne. Nie ma czego podziwiać. W dodatku można kierować się przy zakupie składem na Wizażu, który jest o wiele krótszy od tego zamieszczonego na opakowaniu mojego Kallosa.

Działanie: Kiedyś mnie ta maska zachwycała. Włosy były po niej mięciutkie i dociążone, łatwo je było rozczesać. Teraz już tak pieknie nie ma. Oczywiście o wiele łatwiej mi się z nimi obchodzić, ale nie odżywia włosów, a tego właśnie obecnie potrzebują. Odżywienia, nawilżenia i dociążenia. Oczywiście kosmyki pięknie błyszczą i ładnie się układają(myślę, że właśnie po użyciu tej maski o wiele łatwiej są na układanie podatne), jednak nie jestem już działaniem Kallosa solo tak zachwycona. Niedługo wypróbuję go jako bazę do półproduktów, bo u wielu sprawdził się właśnie tak. No i można go używać na skalp(mojego bardzo wrażliwego nie podrażnił, wręcz ukoił, chociaż po analizie składu mogłoby się wydawać, że będzie inaczej). Jest on również kosmetykiem o wielu zastosowaniach. Czasami używam go oczywiście jako żelu go golenia- sprawdza się świetnie i niewiele go potrzeba. Czasami również myję nim długość włosów(niestety po umyciu nim i skalpu włosy były przyklapnięte) i również jest bardzo fajnie.

Podsumowując: maska nie dociąża włosów, ale je odświeża, pomaga w rozczesaniu, dodaje blasku i sprawia, że kosmyki są bardziej podatne na układanie oraz niesamowicie miękkie. Poza tym jest tania i wydajna, a także ma wiele zastosować. Osobiście kosmetyk polecam, chociażby do wypróbowania. Jeśli się nie sprawdzi w jednym- mała strata, bo można użyć do czegoś innego. A teraz zdjęcia moich włosów po użyciu tego kosmetyku solo, zostawionego na włosach po umyciu na ok. 30 minut.



         

Te zdjęcia pokazują, jaka jeszcze przede mną długa droga do wydobycia fal/skrętu, jak i również uwidaczniają kapryśność moich włosów. Poza tym zdjęcia robione z fleszem- tylko tak mój aparat nie przekłamuje kolorów(chociaż i tak nie udaje mu się oddać wiernie np. koloru czerwonej ściany). W każdym razie włosy przy promieniach słońca bądź sztucznym świetle rzeczywiście tak wyglądają. 

A Wy używałyście kiedyś Kallosa mlecznego? Polubiłyście się z nim? A może dopiero myślicie, żeby go kupić?

czwartek, 4 kwietnia 2013

Skrzyp polny- czy rzeczywiście taki dobry, jak go malują?


źródło

Skrzyp polny jest, jak podaje wikipedia, bardzo powszechnie występującą w Polsce rośliną. Zawiera dużo flawonoidów, alkaloidów, a także krzemionki. Jest również źródłem potasu. Zażywając go wewnętrznie dostarczamy do organizmu również
 ż e l a z o,  f o s f o r   i   m o l i b d e n.

Skrzyp ma właściwości moczopędne, antydegeneracyjne, hemostatyczne, hemopatyczne i ściągające. Czyli tak po ludzku: działa korzystnie na włosy, skórę i paznokcie. a poza tym  przyspiesza produkcję czerwonych krwinek(takich fajnych z nóżkami i rączkami z Było sobie życie), pomaga zahamować krwawienie i pomaga w gojeniu ran. Ta strona podaje dodatkowo, że przyspiesza przemianę materii. Dla kobiet ważny może być fakt, że ma on normować przebieg miesiączki.

Ciekawostką może być, że w zbyt dużych ilościach jest rośliną trującą dla zwierząt(szczególnie koniki i świnki powinny mieć się na baczności).

Pominę przy jakich chorobach zaleca jego stosowanie producent i przejdę po prostu do tego, dlaczego stał się tak popularny wśród ludzi dbających o włosy. Otóż: ma on zbawiennie wpływać na wypadanie włosów. Mówi się, że je hamuje. Przypisuje się mu również zasługi, jakoby wzmacniał włosy(zawiera pierwiastki potrzebne do ich zdrowej budowy), zapobiegał ich rozdwajaniu i hamował przetłuszczanie(stosowany zewnętrznie). Niektórzy twierdzą, że zapobiega siwieniu włosów i przyspiesza ich porost.

źródło

Ja swoją przygodę ze skrzypem polnym rozpoczęłam rok temu. Początkowo ograniczyłam się do picia zaparzonej wcześniej torebeczki ziółek. Raz, a czasami dwa dziennie. Kurację stosowałam przez trzy miesiące. Potem zrobiłam sobie miesiąc przerwy i postanowiłam, nie wiadomo czemu(bo smak aż nazbyt mi odpowiadał, był taki delikatny i przypominał zieloną herbatę), że zacznę łykać go w formie tabletek. A tak się stało, że zakupiłam wtedy MegaKrzem, który zawierał 150mg ekstraktu z ziela skrzypu, więc brałam ten suplement przez następne dwa miesiące. Jakie zauważyłam efekty?
- zmniejszone wypadanie włosów
- końcówki przestały się rozdwajać
- nie widziałam w tym czasie tylu siwych włosów, co teraz(chociaż o to obwiniam trochę stres, a trochę kolor swoich włosów- podobno rudzielce szybciej siwieją- ale nie wiem w jakim stopniu to prawda, a w jakim tylko mit)
- włosy rosły naprawdę szybko(mój standardowy przyrost to 2,1- 2,3cm, a wtedy rosły ok. 3-4cm)


źródło

I na tym kończą się moje pozytywne spostrzeżenia. Bo płukanki ze skrzypu nie używałam, ale mogę się domyślić, czym by się skończyła- ogromnym sianem na główce, ze względu na fakt, że nie było takich ziół, które by nie miały destrukcyjnie wysuszającego wpływu na moje włosy. Pomyślicie być może, że to wszystko jest warte jakichkolwiek wad, jakie bym teraz nie wymieniła. Otóż nie. A wszystko zaczęło się dosyć niewinnie.. Moje samopoczucie uległo pogorszeniu gdzieś pomiędzy piciem herbatek ze skrzypu(albo może w ich trakcie), a zażywaniem MegaKrzem'u. Postanowiłam więc udać się na badania. Odczekałam swoje na kolejkę, prawie zemdlałam po pobraniu krwi i znów odczekałam kawałek czasu na wyniki tychże badań. Po ich otrzymaniu niby powinnam udać się do lekarza, ale.. nie chciało mi się. Zwłaszcza, że akurat lekarka, do której chodzę nie jest za bardzo "zaangażowana", jeśli wiecie o czym mówię ;) No i z badaniami przywędrowałam do domu i poddałam je analizie. Wyszło, że wszystko niby w normie, parę tam czegoś podwyższone, ale tragedii nie ma. Dałam więc wyniki mamie, bardzo ich ciekawej. Ona z kolei pokazała znajomemu lekarzowi, no bo jak to tak żeby ktoś tego nie sprawdził! I się okazało, że miała rację, bo przeoczyłam, że miałam N A D M I A R   P O T A S U.  Odżywiałam się normalnie, owoców ani warzyw bogatych w ten pierwiastek nie wcinałam(no bo nie lubię pomidorków, a żeby jeść banany byłam za leniwa). Więc skąd ten potas? Przeanalizowałam dokładnie skład MegaKrzemi- ni cholery, przecież nie było. I jakoś tak przypadkiem wpadłam na to, że może to ten skrzyp? Okazało się, że miałam rację. To właśnie to ziółko było odpowiedzialne za moje złe samopoczucie, objawiające się m.in.:
- zawrotami głowy, 
-raz bardzo szybkim, ale często nienaturalnie wolnym biciem serca,
- utratą równowagi
- brakiem koordynacji ruchowej(większym niż zwykle!)
- 'kłuciem' w klatce piersiowej(nie wiedziałam, jak to inaczej nazwać)

I nie przeczę, skrzyp polny jest cudownym naturalnym produktem o jakże wielu pozytywnych aspektach jego zażywania i potrafi zdziałać cuda z włosami, jednak zalecam ostrożność i rozwagę w jego zażywaniu, bo ja widać na moim przykładzie- nawet zioła potrafią zaszkodzić. I możliwe, chociaż  w i e l c e   n i e p r a w d o p o d o b n e, żeby był to efekt placebo, bo nie miałam pojęcia skąd się biorą te wszystkie objawy. A stopniowo, wraz z upływem czasu od zaprzestania zażywania czegokolwiek z potasem- objawy ustąpiły.

Sądzę, że takich sytuacji jak moja jest niewiele. Większość ludzi raczej zmaga się z niedoborem potasu i to jest o wiele częściej spotykane niż jego nadmiar. Jednak jak widać można mieć i to. Także jeszcze raz: ostrożnie :) I chyba bardziej mówię to do siebie, niż do was, bo ciągle nie mogę uwierzyć w swoją głupotę.

A Wy piłyście kiedyś skrzyp polny? Sprawdził się u was? A może robiłyście z niego płukankę?