poniedziałek, 30 września 2013

Podsumowanie wrześniowej pielęgnacji włosów

Witam serdecznie wszystkie czytające! Dziś przychodzę do Was ze zdjęciową aktualizacją-podsumowaniem wrześniowej pielęgnacji włosów. 

Jeśli zaś chodzi o same włosy, to we wrześniu zachowywały się.. znośnie. Wypadały w średniej ilości, czasem się puszyły, czasem były jakieś zbyt obciążone, ale ogółem zachowywały się jak normalne włosy, jakby zapomniały że mają wysoką porowatość i są kręcone(chodzi o manierę, nie o wygląd). I w zasadzie tylko tyle mogę Wam o nich napisać, bo nie przysparzały mi wielkich kłopotów. Nawet odważyłam się użyć kilkakrotnie silikonów i nie skończyło się to wielkim dramatem. Obecnie jednak zmieniłam miejsce zamieszkania, a co za tym idzie woda, w której moje włosy są myte również uległa zmianie- stała się zdecydowanie twarda, wcześniej była twarda w o wiele mniejszym stopniu(nie jestem w ytej kwestii ekspertem, po prostu w Warszawie woda jest tragiczna. Tak więc costawiam Was z filmikami i zdjęciem, oceniajcie same. A, jeszcze jedno- przepraszam za jakość! 
Trzymajcie się ciepło w te jesienne wieczory, pozdrawiam :)



video

video

sobota, 28 września 2013

Recenzja: Organic Shop - Maska do włosów miodowe awokado vel. awokado i miód

Witam serdecznie! Dziś zapraszam Was na zapoznanie się z moją opinią na temat tej rosyjskiej maseczki do włosów, której nazwa nie jest tak jednoznaczna, jakbym tego chciała. Dlaczego? Otóż w wersji polskiej nazwa została przetłumaczona jako "miodowe awokado", natomiast już w wersji angielskiej na opakowaniu jest napisane wyraźnie "awokado i miód". Jak jest naprawdę i czy maseczka polubiła się z moimi rudzielcami? O tym poniżej :)


Cena: Ja za opakowanie o pojemności 250ml w tym sklepie zapłaciłam ponad 20zł, jak więc na taką objętość jest to wysoka kwota. Można kosmetyk zakupić w innej cenie w innym miejscu w sieci, jednak ja kupując planowane inne kosmetyki szukałam opcji najtańszej i ta taką była.


Zapach: Chemiczny, sztuczny, trochę przypomina awokado. Jak dla mojego nosa jest zbyt nieprawdziwy, żeby mógł mi się podobać, ale da się wytrzymać. Nie zostawał na moich włosach całe szczęście.


Opakowanie: Przeźroczyste, eleganckie, poręczne, łatwe w obsłudze i szczelne, czyli jestem na tak, bo jest ładne i funkcjonalne. Naklejki się nie zdzierają mimo użytkowania, naprawdę mi się podoba!


Konsystencja: Gęściutka, przez co trochę trudno się na włosach kosmetyk rozprowadza, ale jakoś da się to zrobić, zwłaszcza że ma przyjaźnie i smakowicie wyglądający zielonkawy kolorek. Ja wolę trochę rzadsze kosmetyki, które łatwiej nałożyć na kosmyki, ale przeżyłam.


Wydajność: Dzięki zbitej, gęstej konsystencji maska starcza na długo. Kupując ją nie byłam do końca przekonana, ale skład i polecenie innej blogerki(dzięki Mariolka ;) przesądziło sprawę. I nie żałuję, bo te 250ml starczyło na 7 użyć, co dla mnie jest nieziemskim wyczynem. 

Dostępność: Internetowe sklepy, chociaż podobno w większych miastach można już spotkać rosyjskie kosmetyki stacjonarnie. Mimo wszystko dostępność jest tragiczna jak dla mnie.


Skład: 
Aqua with infusion of Organic Persea Gratissima (Avocado) Oil -  Woda z dodatkiem Oleju awokado. Chyba wszystkie rosyjskie kosmetyki mają wodę z dodatkiem czegoś na pierwszym miejscu. I nie powiem, podoba mi się to. Olej awokado używam teraz również solo i póki co się dobrze spisuje, w tej mieszance nie było inaczej.
Honey Extract -  Ekstrakt z miodu - Moje włosy miód lubią, w tej mieszance nie jest inaczej. Miód jest humektantem, czyli wiąże wodę we włosie, ale żeby ona się w nim utrzymała potrzeba emolientów, tj. olei, które w tej masce też znajdziemy. Jak miło! A, miód może też rozjaśnić włosy, ale ja niczego takiego nei zauważyłam(niestety), więc ciemnowłose mogą spokojnie używać. 
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - Emolient tłusty, poprawia rozczesywalność, tworzy na włosach film, to ten dobry alkohol
Behentrimonium Chloride - konserwant, substancja antystatyczna
Cetyl Ether - ?
Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - antystatyk, wygładza, wzmacnia włosy, ułatwia rozczesywanie
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - Olej ze słodkich migdałów - Miałam buteleczkę czystego i się nie sprawdził niestety, za to w tej mieszance jakoś nie daje efektu postrzelenia piorunem.
Hydrolyzed Keratin - Hydrolizowana keratyna - proteina, a że hydrolizowana jest, to lepiej wnika we włosa. Moje się z nią lubią(mam półprodukt, więc wiem ;). Miło, że jest przez zapachem!
Parfum - Zapach
Benzyl Alcohol - Alkool Benzylowy - konserwant
Benzoic Acid - Kwas Benzoesowy - konserwant
Sorbic Acid - Kwas sorbinowy - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant

Skład jest moim zdaniem baaardzo dobry. Znajdziemy w masce trzy oleje, ekstrakt z miodu i hydrolizowaną keratynę. Ponadto kilka antystatyków, konserwanty. Co prawda tych ostatnich jest dużo, dlatego NIE POLECAM NAKŁADAĆ NA SKALP, SZCZEGÓLNIE WRAŻLIWCOM I ALERGIKOM, ale na długość jak najbardziej się całość nadaje. Jestem na tak!

Działanie: Czyli najważniejsze, co mam powiedzieć. Otóż od tej maski nie oczekiwałam zbyt wiele. Co prawda miałam malutką, cichutką nadzieję że sprawdzi się ona na moich włsoach, ale nic szczególnie sprecyzowanego to nie było, a ja ja w każdej chwili dodatkowo uciszałam. 
Maskę nakładałam na 20-30min pod folię i ręcznik. Trzy razy nałożyłam jak odżywkę, czyli na 10 min podczas brania prysznicu. Działanie kosmetyku niczym się na włosach nie różniło. Ponadto nie wrzucałam do maski żadnych półproduktów, więc moja opinia jest niczym niezmącona. 
A jaka jest ta moja opinia? No właśnie- maska nie jest zła! Chociaż działa specyficznie.. Z pewnością trudno ją nałożyć na włosy poprzez gęstą konsystencję, o czym już wspominałam. Ale włosy po wyschnięciu są miękkie, da się je rozczesać(nic szczególnie spektakularnego, ale jednak). Ponadto błyszczą się w normie, nie są napuszone. Niestety są bardziej sztywne, przez co gorzej się układają. Raz maska spowodowała ich rozprostowanie, co mi sie nie spodobało. Włosy są lekkie, ale nie pusza się po jej użyciu, są gładkie. Z kolei na drugi dzień.. Włosy są bardziej dociążone! Maskę nakładałam od ucha w dół i dlatego zauważyłam różnicę, bo włosy przy skalpie były bardziej "fruwające", a te na dole były takie zdefiniowane i przyjemnie nie-napuszone, z czego byłam zadowolona. Jeszcze nie spotkałam się z kosmetykiem, który działam podobnie. Ja jestem na tak i dlatego polecam ten kosmetyk tym z Was, które jak ja mają włosy trudne do obciążenia.

A Wy lubicie rosyjskie kosmetyki?

czwartek, 26 września 2013

Podsumowanie wakacyjnego bana zakupowego

...czyli nowe nabytki z ostatnich kilku miesięcy. Bo, jako że studenci mają dłuższe wakacje, moje kończą się teraz. Najwyższa więc pora na przedprzeprowadzkowe podsumowanie, co w moich kosmetycznych(nie tylko włosowych zbiorach) pojawiło się nowego. 
Serdecznie zapraszam.


Od lewej:
1. Szampon Olsson - Nie kupiony, bo zdecydowałam się na współpracę z firmą Olsson(to nie jest polska firma, dlatego mozecie jej nie znać- ja jej wczesniej nei znałam). Szampon, o dziwo, spisuje się dobrze- to słowem wstępu, bo jest nieziemsko wydajny i recenzja pojawi się w październiku.
2. Odżywka Olsson - Również w ramach współpracy się u mnie pojawiła, o niej będę miała chyba trochę mniej pochlebne zdanie aniżeli o szamponie. 
3. La roche Posay - Krem żel suchy w dotyku SPF 50 + - Drugie opakowanie tego kremu, bo Vichy już z półek w aptekach zniknęło. Jednak ten filtr też jest całkiem w porządku i chyba doczeka się nawet osobnej recenzji. 66zł (gratis była również woda termalna, ale oddałam koleżance)
4. La Roche Posay - Pianka oczyszczająca - Przy zakupie kremu z filtrem od La Roche Posay dostałam katalog. Wypełniłam z niego kartę, zatrzymałam paragon i następnego dnia udałam się po odbiór prezentu. 
5. La Roche Posay - Woda termalna - Historia taka sama jak przy piance, tak więc oba kosmetyki nic mnie nie kosztowały :)


Od lewej:
1. Isana - Krem do rąk z 5% mocznikiem - Mój absolutny, tani, wydajny must have. Pojawi się też w denku wrześniowym, tam więcej o nim napiszę. 4,99zł
2. Tisane - balsam do ust - Kolejny must have na jesienno-zimowy okres. Moje usta niestety są bardzo wymagające i to jedyny kosmetyk, który mi pomaga. 10zł
3. Revlon 11- Ivory (do cery tłustej i mieszanej) - Używam go już od ponad roku i bardzo lubię. To wydajny fluid i jeden z niewielu, który wpasowuje się w kolorystykę mojej skóry. I mimo, że staram się prawie nie malować(odkąd zaczęłam regularnie używać kremy z filtrem to nie jest żadnym wyczynem!) to jednak miałam kilka rozmów kwalifikacyjnych i trzeba było jakoś sie pokazać :) 38zł
4. Acne-Derm - Jesień przyszła, tak więc atakuję twarz kwasami. Póki co 20% kwasem azaleinowym Zaletą tego kosmetyku jest to, że kosztuje o wiele mniej od braci mających działać tak samo. 24zł
5. Manhattan - Soft Mat Loose Powder (01 Naturelle) - Kiedyś używałam tego samego pudru, tyle że w kamieniu. Jestem ciekawa, jak się spisze. Poza tym to jeden z niewielu kosmetyków kolorowych, który pasuje do mojej karnacji. 30zł
5. Eau de toilette Gucci Guilty pour femme - Marzył mi się ten zapach od ponad roku, ale że ja zużywam perfumy w ślimaczym tempie(30ml na 1,5 roku) więc musiałam trochę poczekań z ich kupnem. Uzbierałam w międzyczasie wystarczającą kwotę(niestety są nieziemsko drogie), a że z Flesz'em w ostatni weekend była zniżka i zbliżają się moje urodziny- zrobiłam sobie prezent, a co! ;) 215zł

Razem: 387,99zł

Łał, zaskoczyła mnie ta kwota ostateczna. Trochę dużo wydałam.. Ale i tak czuję się usprawiedliwiona. Nie kupiłam niczego "nadprogramowego", tylko najpotrzebniejsze rzeczy + prezent urodzinowy. Jestem z siebie zadowolona, bo to zakupy z 3 czy 4 miesięcy! :) 

A Wy co nowego kupiłyście w ostatnich miesiącach? Czy tak jak ja starałyście się ograniczać?

PS. Pojutrze przeprowadzam się do Warszawy. Nie mam pojęcia czego spodziewać się po studiach, tak więc nie wiem jak często będą pojawiał się wpisy i będę odwiedzała Wasze blogi. Postaram się, żeby było to jak najczęściej, ale nic nie obiecuję. A tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego jesiennego wieczoru.

wtorek, 24 września 2013

Recencja: Equilibra - Szampon aloesowy

Witam serdecznie i zapraszam na recenzję szamponu :)


Cena: Zapłaciłam za niego 16,40zł. Trochę dużo jak na pojemność 250ml, ale jako że szampon ten jest dość osławiony, postanowiłam zainwestować i go przetestować.


Zapach: Szczerze mówiąc.. nie mam pojęcia, czy ten szmapon ma jakiś. Jeśli tak, to nie jest on jednym z tych naprzykrzających się i nieznośnych zapasów odstręczających od używania danego kosmetyku. A jest tak z jednego prostego powodu- nie pamiętam, jaki ten zapach był. 


Dostępność: U mnie w mieście go nie ma, nigdzie. W większych miastach można go podobno kupić w SuperPharm. Jest on też dostępny na doz'ie, skąd ja go zamawiałam(niestety doz'u u mnie w mieście też nie ma). Tak więc jak dla mnie dostępność jest tragiczna.


Opakowanie: Jak widać na zdjęciu powyżej jest to plastikowa buteleczka, nieprzeźroczysta, utrzymana w kolorystyce biało-zielonej. Schludna i praktyczna, cieszy oko i nie wygląda źle na półce w łazience. Zatyczka na górze dobrze działa, nie ma kłopotów z jej otwarciem czy zamknięciem, jedynie dozownik działa gorzej, albo to wina konsystencji szamponu, bo czasem wylewało się go na dłoń zbyt dużo.


Konsystencja: Sama nie wiem czemu, ale myślałam, że ten szampon będzie gęsty! :) A tu otwieram buteleczkę za pierwsyzm razem, przekręcam do góry denkiem a on wylatuje bez problemu! Chociaż się pośmiałam. Przechodząc do rzeczy: zielona ciecz, stosunkowo rzadka, specyficznie rozprowadza się na włosach. 

Wydajność: Szamponu używałam co 2-3 dni z dwoma wyjątkami przez 1,5 miesiąca. Jestem pod wrażeniem, bo nie żałowałam go ani trochę, wręcz czasami nabierałam go za dużo, a i tak te skromne 250ml wystarczyło na dość długo. Jak widać jest on więc wart swojej ceny.

Skład:

Aqua - Woda
Aloe Barbadensis (Leaf Juice) Gel - Żel z liści aloesu - humektant, nawilża, czyli wiąże we włosie wodę, jak miło że jest tak wysoko w składzie!!
Ammonium Lauryl Sulfate - surfaktant anionowy, czyli należący do tej samej grupy co SLS. Teoretycznie jest nieco łagodniejszy, ale ta sama grupa, to ta sama grupa, prawda? 
Lauramidopropyl Betaine - substancja odpowiedzialna za tworzenie piany, czyli betaina kokamidopropylowa
TEA-Lauryl Sulfate - surfaktant kolejny, niestety nie znalazłam informacji o tym z jakiej grupy pochodzi, w każdym razie jest to substancja powierzchniowo czynna i silnie spieniająca
Maris Salt (Sea Salt) - sól morska, czyli zagęstnik i wysuszacz w jednym
Polyquaternium-44 - substancja filmotwórcza!
C12-13 Alkyl Lactate - emolient, emulgator
PEG-6Caprylic Capric Glycerides - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, czyli łagodniejsze myjadło
Polyquaternium-7 - substancja filmotwórcza!
Parfum - Zapach
Phenoxyethanol - Fenoksyetanol - konserwant
Sodium Benzoate - Benzoesan sodu - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant
Sodium Chloride - Chlorek sodu - wpływa na konsystencję kosmetyku
Sodium Dehydroacetate - konserwant
Disodium EDTA - substancja wiążąca jony metali(czyli pomaga radzić sobie z twardą wodą)
CI 42 090(FD&C Blue No 1)  -barwnik niebieski
CI 19 140 (FD&C Yellow No 5) - barwnik żółty

Skład, jest, hmm.
Przepraszam, ale zacznę od końca. Czy tylko mnie zastanawia użycie dwóch barwników, których wymieszanie daje pożądany kolor? No co jak co, ale przecież można było użyć barwnika zielonego zamiast żółtego i niebieskiego.. czyż nie? W każdym razie: Szampon ten zainteresował mnie ze względu obiecywane 20% stężenie Aloesu i co niespotykane u producentów, ten aloes rzeczywiście jest na drugim miejscu w składzie, zaraz po wodzie, a jeszcze przed substancjami myjącymi. To oczywiście na plus. Dalej już mamy surfaktant anionowy, czyli pochodzący z tej samej grupy co SLS. W teorii trochę słabszy, ale jak jest naprawdę to ja nie wiem. Dalej znajdziemy substancje spieniające i niestety filmotwórcze(gdzie ja miałam oczy jak go kupowałam?!). Ponadto po zapachu natrafimy na sporo konserwantów i barwniki. Wg mnie, biorąc pod uwage jedynie skład, gdyby zamiast surfaktantu anionowego dać łagodniejszą substancję myjącą oraz gdyby nie było tylu substancji filmotwórczych, konserwantów i barwników byłby to szampon idealny(pod względem składu, przypominam). A tak mamy, co mamy. 

Działanie: I tutaj zaczynają się trudności, bo o ile w przypadku odżywek czy masek nigdy nie mam problemu z tym, co chcę powiedzieć, tak w przypadku szamponów zazwyczaj jest mi ciężko sprecyzować swoje zdanie. Na pewno przy pierwszych kilku użyciach byłam pod wrażeniem tego, że szampon pieni się bardzo, ale to baaardzo mocno. Oraz tego, że nie zostawia włosów suchych, ale takie przyjemnie nawilżone, jakby wciąż był na nich olej(ale nie ma, szampon bowiem świetnie domywa wszelkiego rodzaju oleje czy nawet naftę kosmetyczną). Ponadto nie plącze włosów. Niestety tendencją stało sie dla niego również to, że włosy i skalp ciężko było nim umyć. Trudno się go rozprowadzało w pobliżu skalpu, trudno było go spienić(nie lubię metody kubeczkowej). Również fakt, ża czasem myłam nim włosy dwa razy pod rząd nie należy do tych godnych podziwu, bo kilkakrotnie nie byłam pewna, czy wszystko z włosów zostało zmyte(czyt. olej), tak bardzo włosy były wilgotne, nawilżone po jego zastosowaniu. Tak więc taka mała rada na przyszłość, jakbyście zdecydowały się go kupić: nie trzeba myć włosów dwa razy, wszystko zostało z nich zmyte!
Co zaś spotykało mnie po umyciu? Włosy były świeże, lekkie, umyte. Niestety nie były odbite od skalpu, trochę za bardzo do niego przylegały, były potocznie mówiąc przyklapnięte :(  

Sam skalp zaś początkowo musiał chyba przyzwyczaić się do aloesu bądź betainy kokamidopropylowej, więc trochę na drugi dzień przed myciem swędział(ale nie jakoś dramatycznie, po prostu dwa czy trzy razy się musiałam podrapać). Jednak teraz, już pod koniec buteleczki ten efekt zniknął. Mogę więc z pewnością stwierdzić, że szampon nie podrażnił mojego skalpu, nie uczulił mnie, a włosy wypadają w mniejszej ilości. Wcześniej myślałam, że to za sprawą Jantaru, potem obwiniałam zmianę pory roku, ale prawda jest taka, że to chyba ten szmapon się do tego przyczynił.

Czy polecam? Tak, jesli jesteście ciekawe jak działa. Nawet wrażliwcy mogą spróbować, bo jeśli mnie nie uczulił, to już jest dobry znak. Jednak sama nie wiem, czy do niego wrócę, bo jak już wspomniałam ma on silnie myjącą substancję i kilka oblepiaczy... tak więc pokaże czas.

A Wy lubicie ten szmapon?

niedziela, 22 września 2013

Tag: Moja walka o centymetry

Witam serdecznie czytające. Dziś, jak w tytule, tag. Zapraszam, bo ten do tych przyjemniejszych i nienahalnych należy.

Zostałam oTAGowana przez Felice, której za to serdecznie dziękuję.
(o ile mnie przeczucie nie zawodzi to chyba ktoś mnie jeszcze nominował wcześniej, ale przez swoje roztargnienie zgubiłam link, szukałam też w komentarzach pod postami ale mój brak spostrzegawczości jak zawsze daje o sobie znać i po godzinie poddałam się, za co przepraszam)

Zasady TAGu:
1. Napisz, kto Cie oTAGował.
2. Zamieść baner oraz zasady w poście odpowiadającym na TAG.
3. Odpowiedz na wszystkie 6 pytań.
4. Nominuj do udziału przynajmniej 5 innych blogerek.


1. Ile cm mają Twoje włosy obecnie i do jakiej długości dążysz?
Ostatnio na blogu pojawiła się taka informacja. Jeśli nie zauważyłyście to możecie ją znaleźć po prawej stronie, w górnej części bloga. Postaram się regularnie zamieszczać aktualizacje. 

Zależnie od pasma moje włosy mają różną długość.
Długość z 1.09.2013r. wynosi:
Pasmo nad czołem - 61,5cm
Pasmo nad karkiem - 51cm
Pasmo z czubka głowy - 60,5cm

2. Co zmotywowało Cię do zapuszczania i jaka była Twoja startowa długość włosów?
Hmm, ciężko powiedzieć. Bo zapuszczałam włosy od zawsze, tyle że potem nadchodził taki moment, że chciałam coś zmienić w swoim życiu i padało zawsze na włosy :) I potem znów zapuszczałam. Jednak odkąd poznałam się z włosomaniactwem zapuszczam świadomie. Uznam więc datę początkową za marzec 2012r. Moje włosy były wtedy naprawdę dłuuugie, jednak również i baaaardzo zniszczone. Sięgały pasa, nie wiem ile miały centymetrów bo mierzyć włosy zaczęłam niedawno. Teraz już prawie osiągnęłam długość początkową. 

3. Jaki jest Twój miesięczny przyrost(bez wspomagaczy)?
Kilka lat temu farbowałam włosy, tak więc mogę dokładnie powiedzieć, bo z ciekawości mierzyłam odrost. Moje włosy rosną 2-3cm na miesiąc bez żadnych wspomagaczy typu suplementy diety czy wcierki. Zawsze rosły szybko i cieszy mnie to.

4. Jaka jest Twoja ulubiona/ najskuteczniejsza wcierka przyspieszająca przyrost?
Bezsprzecznie- Jantar(stara wersja). Próbowałam kilku innych, ale z podkulonym ogonem, podrażnieniem, wysuszonym skalpem bądź innym złem wracam zawsze do niego, bo nawet nie zależy mi tyle na przyroście, co na nawilżeniu skalpu.

5. Jaki suplement spowodował u Ciebie najlepsze efekty?
Kiedyś świetnie działał na mnie DroVit, jednak niedawno wróciłam do niego i się rozczarowałam. Również skrzyp polny(ziółka do zaparzania) dobrze się u mnie sprawdzał jeśli chodzi o przyrost, niestety ze względu na skutki uboczne(za dużo potasu w organizmie) już do niego nigdy nie wrócę. Piłam także drożdże i one także przyspieszyły przyrost włosów, niestety ze wzgledu na ich smak i wpływ na funkcjonowanie układu trawiennego też nie wiem czy do nich wrócę.
Ach, zapomniałabym- najlepiej jeśli chodzi o przyrost i brak skutków ubocznych(przynajmniej tych złych) sprawdził się u mnie len mielony. Smakował świetnie, przyspieszył wzrost włosów, a i pomógł w problemach z żołądkiem.

6. Inne sposoby, które przyczyniły się do wzrostu Twoich włosów?
Szczerze mówiąc nic się nie pojawia w mojej głowie, a chwilkę myślałam :) Jakoś za bardzo na szybszym przyroście mi nie zależy. Cieszy mnie to, co mam, bo uważam że moje włosy same z siebie i tak szybko rosną, nie musze ich jakoś poganiać. Ba, w okresie listopad 2012r. - styczeń 2013r. urosły 10cm! Same z siebie, bo mnie się nawet włosomaniactwa wtedy odechciało.. No cóż- mnie takie geny odpowiadają :D

I teraz pora na wymienienie osób, które wybieram do odpowiedzi na TAG, ale tego nie zrobię. Znów jestem zmuszona przeprosić, ale nie chcę nikogo zmuszać do odpowiedzi. Jeśli którejś z Was podoba się ten TAG i chce się podzielić na swoim blogu odpowiedziami na niego- śmiało! Chętnie poczytamy! 
Mam więc nadzieję, że mi wybaczycie.
A tymczasem- do kliknięcia i przeczytania, czyli widzimy się w komentarzach u Was na blogu i pod tym wpisem. 

A Wy dążycie do przyspieszenia przyrostu włosów?

czwartek, 19 września 2013

Recenzja: Mocznik z ZSK

Witam serdzecznie. Dziś przyszła kolej na recenzję półproduktu z tego sklepu. A jest nim mocznik. Zapraszam.


Cena: 13,50zł za 150g. Fajnie, gdyby byłby tańszy, ale źle nie jest :)

Zapach: Brak i bardzo dobrze, bo przecież chodzi o to, żeby mieszać go z kosmetykami, które juz mają jakiś zapach, dzięki czemu nie gryzą sie one. 

Konsystencja: Sypki proszek, niestety zbryla się, co uważam za jego wadę. Jedyną, jak się zaraz okaże :) Ah, zapomniałabym- mocznik, jeśli świeci słońce bądź mamy zapalone światło cudnie mieni się, jak brokat! Nawet sam jego wygląd jest cudowny.

Zrobiłam zdjęcie z fleszem, ale nie wiem czy udało mi się oddać ten blask..
mój aparat nie jest tak dobry, jak bym chciała.

Opakowanie: Przeźroczyste, szczelne, plastikowe. Jestem na tak!

Wydajność: Zależna oczywiście od częstotliwości, z jaką półprodukt ten stosujemy oraz ilości, jakiej używamy. Ja mam go od kilku miesięcy i już się kończy( albo i dopiero ;). W każdym razie jak zamawiacie to odradzam tę najmniejszą pojemność i cieszę się, że ja jej nie zamówiłam.

Działanie: Od czego by tu zacząć... Chyba od tego, że nie ważne do czego dodamy mocznik - i tak nasze włosy zyskają blask! I to taki oszałamiający blask. Nie mówię o jaśniejszych refleksach, ale o wydobyciu naturalnego blasku, ukrytego potenccjału naszych włosów. I chyba za to przede wszystkim kocham mocznik. Jednak oprócz tego jest on humektantem, który wiąże wodę. Należy pamiętać, żeby nie przesadzać z dodawaniem mocznika w dużej ilości do kosmetyków, bo jego pożądane stężenie, w którym jest humektantem to 2-5%(tak podaje strona, z której go kupowałam), powyżej działa na naszą skórę złuszczająco. Nie, żebym ja używała go w produktach do twarzy czy ciała, ale i tak- z półproduktami należy obchodzić się ostrożnie! Tak więc: niewielka ilość dodana do maski do włosów czy odżywki, a nasze kosmyki staną się niesamowicie błyszczące, nawilżone i pokuszę się nawet o powiedzenie, że będa miały mniejszą tendencję do puszenia się. Jak widzicie niewiele trzeba czasu, nie potrzeba tez być włsomaniaczką żeby dodac włosom blasku. Wystarczy szczypta mocznika!

Z receptur własnych to wymyśliłam jedynie domykającą łuski włosa płukankę. Nie wiem, czy lubicie bawić się w płukanki, w każdym razie nawet jesli jesteście zdecydowanymi ich przeciwniczkami tę płukankę naprawdę, naprawdę polecam. Potrzebujecie:

1 litr wody
2ml łyżeczkę mocznika (może być 1ml lub kilka szczypt, to zależy od Was)
2 łyżki octu jabłkowego (moje mają 7ml)

Wszystkie składniki mieszamy i polewamy mieszanką włosy po spłukaniu odżywki/maski.  
Taka płukanka również nabłyszczy włosy(i to podwójnie, bo nie dość że mocznik cudownie je nabłyszcza, to dodatkowo domknięte łuski włosów sprawiają, że lepiej się one prezentują. I płukanka przez to, że nawilża i domyka łuski(tak, sprawdzałam pH i jest ono ok. 5) sprawia, że włosy zdrowiej wyglądają i łątwiej je rozczesać. 

Ja jestem absolutnie zauroczona działaniem tego półproduktu i jego jedynymi wadami jest to, że nie można go kupić stacjonarnie, więc dochodzą koszta przesyłki, to, że zbryla się oraz fakt, że jest mało stabilny. Oprócz tego- mój ideał!

A Wy lubicie mocznik?

wtorek, 17 września 2013

Śródmiesięczna aktualizacja włosów

Witam. Po ostatnim podsumowaniu miesięcznej pielęgnacji włosów i pokazaniu zdjęcia kosmyków od razu po potraktowaniu henną pod wpisem pojawiło sie wiele komentarzy, że strasznie są włosy suche, że może obciąż końce, że cośtam, że oboże jak wyglądają. Tak, hiperbolizuję, bo lubię to robić. Ale dla wyjaśnienia pewnych kwestii piszę ten wpis i dodaję zdjęcie porównawcze. Bo moim zdaniem nigdy nie jest tak źle, żeby nie dało się odratować jakoś włosów. I nigdy, przenigdy nie będę za tym, żeby ściąć końce i zapuszczać zdrowe włosy. Jestem osobą, która nie dość, że źle się czuję w krótkich włosach(tak, długość do łopatek to dla mnie włosy krótkie), to i naprawdę fatalnie w takich wygląda. Tak więc jeśli jesteście za ratowaniem włosów a nie ich ścinaniem i pójściem na łatwiznę, to ściskam Was po przyjacielsku, bo się rozumiemy. I jeszcze jedno: tak, zniszczenia postępują w górę włosa, nie zapominajmy o tym! Tyle że ja nie mam zniszczonych końcówek, nie są rozdwojone ani połamane, są a raczej były po prostu suche :)

To tyle, jesli chodzi o wyjaśnianie, a teraz pora na zdjęcia.

Tak włosy wyglądały od razu po Cassii.
Tak, są suche. Ale czy którekolwiek włosy po hennie są super nawilżone? 
A tak wyglądały kilka dni temu, ok. 10 dni po hennie:

I dlatego właśnie uważam, że można odratować każde włosy i warto walczyć. Boże broń przed ścinaniem!! ;)
Taka porównawcza śródmiesięczna aktualizacja włosów wyszła. I przy okazji tag wymyślony w chwili pisania posta, pt. 'poznajcie mnie lepiej'.

A Wy jesteście zwolenniczkami ścięcia włosów czy walki 'mimo wszystko'?

niedziela, 15 września 2013

Recenzja: Himalaya Herbals - Odżywka proteinowa miękkość, delikatność i blask

Witam Was w niedzielny poranek i zapraszam na recenzję odżywki proteinowej.


Cena: Ok. 10zł. Ja dostałam ją w prezencie przy zakupie kosmetyków z tego sklepu, z czego bardzo się ucieszyłam. Zbyt szybko, jak się okazuje..


Zapach: Ziołowo-indyjski, kadzidlany, bazarkowy i tani. Właśnie w tej kolejności. To według mnie, bo domownicy uważają, że pachnie jak drogi kosmetyk, czyli bardzo ładnie. Co się im w tym zapachu podoba to ja nie wiem, widocznie mój nos jest jakiś dziwny, bo ja ten zapach jedynie toleruję.


Konsystencja: Przeokropnie gęsta, co jest niestety ogromną wadą tego kosmetyku.  Trudno bowiem nałożyć i rozprowadzić ją na włosach, ciężko jest także wydobyć ją z opakowania.


Opakowanie: Jeśli zaś mowa o opakowaniu... To jest dopiero dramat! Jest ono zrobione z bardzo sztywnego i mało plastycznego plastiku. Pod prysznicem mogłam wydobyć ze środka odżywkę jedynie za pierwszym razem, ponieważ nie czarujmy się- nie mam tyle w dłoniach siły mimo regularnych ćwiczeń z Mel B czy Jilian Michaels :) Tak więc żeby móc odżywki użyć drugi i trzeci raz byłam zmuszona rozciąć opakowanie(nożem przy pomocy męskiej dłoni, bo sama to bym się bała) i dopiero mogłam odżywki używać. Jednak pomijając niepraktyczność opakowania jego niebanalny kształt i wygodne zamknięcię(przez które jednak odzywka nie chce wylatywać) oraz mały dozownik są w porządku.


Wydajność: Na moje włosy nakładana starczyła na 4 użycia. Jak na pojemność 200ml to jest to dla mnie standardowe zużycie.

Dostępność: Stacjonarnie to trudno ją chyba dostać, w każdym razie ja nigdzie nie widziałam i zostają jedynie sklepy internetowe, gdzie trzeba doliczyć koszt wysyłki.

Skład:

Aqua - Woda
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - emolient tłusty, wygładza, ułatwia rozczesywanie, zmiękcza, tworzy film na włosach
Amodimethicone & Trideceth-12 & Cetrimonium Chloride - Silikon, substancja myjąca/emulgator, substancja powierzchniowo czynna - czyli że te dwie substancje pomagają wniknąć silikonowi we włosa czy też pomagają przy jego spłyukiwaniu?
Behentrimonium Chloride - Konserwant, substancja antystatyczna
Glyceryl Stearate SE - Emulgator
Cetearyl Alcohol & PEG-20 Stearate - Alkohol Cetearylowy(wygładza, zmiękcza, tworzy film na włosach) i substancja filmotwórcza
Hibiscus Rosa-Sinesis Extract - Ekstrakt z róży chińskiej
Avena Sativa Bran Extract - Ekstrakt z owsu zwyczajnego
Hydrolyzed Cicer Seed Extract - Ekstrakt z hydrolizowanych nasion ciecierzycy pospolitej
Lens Esculenta Fruit Extract - Ekstrakt z owocu soczewicy(ale nie jestem pewna)
Fragrance - Zapach
Nelumbium Speciosum Flower Extract - Ekstrakt z kwiatu lotosu - nawilża, działa antyseptycznie
Magnifera Indica Seed - Nasienie mango - łał, jeszcze w zadnym kosmetyku nie spotkałam się z tym składnikiem!
Methylparaben - Paraben metylu - konserwant
Tetrasodium EDTA - Kompleksuje jony metali(że co?), czyli że zwiększa stabilnośc kosmetyku
Propyl Paraben - Paraben propylu - konserwant
Sodium Benzoate - Benzoesan sodu - konserwant

Skład.. no cóż, zawiera silikon i PEG, czyli substancje filmotwórcze, a także parabeny i inne konserwanty, jednak obok nich przed zapachem możemy znaleźć również ogrom ekstraktów z bardzo ciekawych owoców czy nasion, dzięki czemu odzywka z przeciętnej staje się ponad przeciętną i bardzo interesującą, bo jak wiadomo takie ekstrakty powinny świtnie działaś na włosy. Jeden nawilży, drugi odywki, trzeci doda blasku.. Jednak przez ten fakt nie odważyłam się nałożyć kosmetyku na skórę głowy, bo jeszcze by mnie podrażnienie przywitało a teog nie chciałam. Tak więc skład jest naprawdę ciekawy! Ale czy przekłada się on na działanie?

Działanie: Moje włosy, jak wiecie lub też nie, uwielbiają proteiny. Jedynie jajecznych nienawidzą, a czasem z tymi piwnymi się nie lubią, ale poza tym- uwielbiają je! Myślałam więc, że ta odzywka sprawdzi się na moich włosach wspaniale, ale.. niestety tak się nie stało. Odżywka, jak wpsomniałam już wcześniej , przy nakładaniu sprawiała kłopoty, była bowiem tępa w użyciu, ciężko się ją na włosach rozprowadzało, a mokre włosy z odzywką wydawały się być szorstkie. Ale nic to, trzymałam kosmetyk ok. 15min po cyzm go spłukiwałam. A po wyschnięciu... moje włosy były katastrofą! Suche, szorstkie, bez blasku, sztywne... I nie wiedziałam czy mam się śmiać cyz płakać porównując stan moich włosó w lustrze z nazwą odżywki(patrz tytuł tego wpisu: "Odżywka proteinowa miękkość, delikatność i blask"). I żeby nie było nieporozumień powiem jeszcze, że na kilka myć przed używaniem odzywki włosom nie dawałam ani kropelki protein, tylko emolienty i humektanty. I co dostałam? Przeproteinowanie? Nawet nie, bo ono u mnie wygląda inaczej. Zostałam chyba porażona piorunem i mogłam chodzić jedynie w poplątanym koczku, bo włosów rozczesać się nie dało. Niestety, bo oczekiwałam od tego kosmetyku o wiele, wiele więcej. A zawiodłam się bezgranicznie. 

A Wy używałyście kiedyś tej odżywki?

piątek, 13 września 2013

Ogromne rabaty!!!

Witam serdecznie! Dziś post pisany całkiem przypadkowo, nie był wcześniej planowany, nie dotyczy tego, o czym zwykle piszę, ale i tak czułam, że nie mogę się tym z Wami nie podzielić. 
Otóż.. kupiłam Elle niedawno, za całe 7,99zł. Nie mam w zwyczaju wydawać kasy na gazety, wolę lekturę książki a pieniądze oszczędzać na inne rzeczy, ale raz na ile się skuszę. I to była bardzo dobra decyzja! Zaraz Wam pokażę dlaczego :)


Co jak co, ale niebieski już kolejny sezon jesienny podbija! Lubię to :)

Artykuł i zdjęcia gwiazd ze słwnymi torebkami, a raczej dziełami sztuki. Mam słabość do podziwiania tych klasyków..

.... O ile krzyż w modzie mi nie przeszkadza i mam do niego neutralny stosunek, tak pisanie o papieżu jako o trandsetterze jest ponad moje walory estetyczne.

Przeglad kulturalny- jak najbardziej. Zwłaszcza, że Justina lubię, a do Birdy się przekonałam ostatnio.

Nie słszałam, nie oglądałam.. i muszę nadrobić zaległości!

Outfit jak najbardziej idealny dla mnie!

Zauroczył mnie ten strój.

Chyba pierwsza gazeta, która pisze o retinoidach i kosmetykach, w których one są. Jestem na tak , bo wyjaśnili wszystko w sposó przystępny dla zwykłego zjadacza chleba . Tylko czemu nie ma tutaj Effaclaru K? Ale i tak o wielu kosmetykach nie słszałam, a że na jesień i tak będę używałą kwasów i/lub retinoidów- uwielbiam Elle za ten artykuł! 
O wielu nie słyszałam, a kosmetyki widze pierwszy raz! Ciekawe..

Nie zdążyłam jeszcze przeczytać artykułu, ale coraz głośniej o diecie bezmlecznej się robi. Nie wiem jednak, cyz się do niej przekonam nawet po lekturze tego artykułu, bo mleko to podstawa mojej diety.

Kosmetyk z Bielendy(bardzo lubię tę firmę!), uniwersalny! I pisze o nim gazeta? No proszę, proszę. To Elle staje się coraz lepsze w moich oczach!

Ta karta przekonała mnie o tym, że muszę wrzucić zdjęcia na bloga. Gazeta za 8zł, a karta ze zniżką na 20PLN. Jeśli chcecie coś kupować, to wstrzymajcie się do 5ego :)







I ostatecznie rabaty. Zauważyłyście, jak dużo kosmetyków można ze zniżką kupić w Hebe z tym numerem Elle? Ja co prawda mam zapasy, ale planowałam sobie kupić pare rzeczy na zimę(kurtkę, buty, spodnie) i się okazuje że z tymi rabtami jedną z nnich będę miała za darmo, bo w cenie drugiej! I zazwyczaj kupuję z Avanti, ale tym razem chyba wybiorę Elle, bo Avanti o ile dobrze pamiętam ma rabaty na kilka tygodni później, a tak to zrobię sobie prezent urodzinowy! 

Jeśli jeszcze Was nie przekonałam do kupna tej gazety to powiem jeszcze, że jest w niej dużo wywiadów, opis jakiegoś filmu, ogrom zdjęć, przepisy(ale nic ciekawego..) tak więc również lektura na podróż :) To było bardzo dobrze wydane 8zł!

A Wy lubicie zakupy z takimi gazetowymi rabatami? 

czwartek, 12 września 2013

Recenzja: SCANDIC LINE LaStrada - Maska z proteinami mleka i miodu, Odżywka zakwaszająca

Witam serdecznie i zapraszam na recenzję mojej ulubionej maski, która towarzyszyła mi przez ostatnich kilka miesięcy :)


Cena: 16zł. Ja kupowałam pół na spółkę z koleżanką, więc około 8zł. Naprawdę niewiele, iwęc jak najbardziej na plus!


Zapach: Intensywny, troche utrzymuje się na włosach, a z pewnością jest w stanie roznieść się po mieszkaniu! Przypomina kawę, czekoladę... cappucino. Pachnie przepięknie, więc kolejny plus. 


Dostępność: Niestety, z tym już gorzej. Jedynie sklepy typowo fryzjerskie, hurtownie. Nie wiem jak jest w dużych miastach, może w drogeriach typu Hebe? 

Konsystencja: Ani za rzadka, ani za gęsta. Łatwo wyjąć kosmetyk z opakowania, nie spływa z rąk, ładnie i przyjemnie aplikuje się go na włosy, nie spływa z nich. Jest w porządku.


Wydajność: Pół litra wystarczyło mi na 2,5miesiąca regularnego używania(prawie co każde mycie miałam maskę na włosach). Jak dla mnie jesto to świetna wydajność, za co kolejny plus. 

Opakowanie: Duże, wygodne, zakręcane szczelnie. Ma duży otwór i bez problemu żeby wygrzebać resztkę maski z dna możemy włożyć w niego całą dłoń. Praktyczne, jestem znów na tak. 


Skład:


Aqua - Woda
Cetearyl Alcohol - Alhokol cetearylowy - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, wygładza włosa, tworzy na nim film
Cetrimonium Chloride - Czwartorzędowa sól amoniowa - nadaje połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, kationowa substancja powierzchniowo czynna
Propylene Glycol - Glikol propylenowy - humektant, nawilża, wygładza i ułatwia rozczesywanie
Panthenol - Pantenol, czyli wit. B5 - nawilża włosy, zmiękcza je, jednak jego stężenie w kosmetyku nie powinno być duże
Phenyltrimethicone - Silikon zmywalny łagodnym szamponem(czyli jest okej, bo ja i tak myję włosy łagodnym szamponem co mycie ;)
Hydrolyzed Milk Protein - Hydrolizowane proteiny mleka - hydrolizowane, czyli lepiej wnikające we włosa. Moje kosmyki uwielbiają proteiny mleka :) Świetnie je odbudowują i uzupełniają luki tam, gdzie trzeba.
Honey Extract (Mel) - Ekstrakt z miodu - humektant, nawilża włosy, może je rozjaśnić, moje włosy go uwielbiają.
Parfum - Zapach
Methylisothiazolinone - Konserwant
Methylchloroisothiazolinone - Konserwant
Lactose - Laktoza 
Benzyl Benzoate - Benzoesan benzylu - zapach, może uczulić!

Skład maski mnie zadowala, nie ma zbyt dużo substancji zapachowych(a jesli już to pod koniec) czy konserwantów. Nie ma parabenów. Ma tylko jeden silikon, w dodatku taki, który moje włosy lubią, a jest on zmywalny delikatnym szamponem. Zawiera to, co obiecuje producent, czyli proteiny mleka i ekstrakt z miodu, ponadto znajdziemy w tej masce laktoze i pantenol. Kosmetyk zawiera jeszcze kilka substancji, w tym dwie powierzchniowo czynne i jeden humektant. Jak dla mnie skład jest świetny, a za takie niewielkie pieniądze!

Działanie: I to jest oczywiście największa zaleta tego kosmetyku! Używałam tej maski na dwa sposoby: albo solo, albo na koniec, po nałożeniu innej maski bądź odżywki. I zawsze sprawdzała się znakomicie. Maska przede wszystkim wygładza moje włosy. Kiedyś miałam problem z odstającymi babyhairs, ale odkąd używam tej maski prawie zapomniałam, że kiedykolwiek moje włosy były niesforne! Ponadto kosmyki są bardziej lśniące i dociążone, przyjemnie nawilżone i odżywione. Nie puszą się! O wiele ładniej się układają, są zdyscyplinowane. A przede wszystkim nie obciąża ona włosów. Są przyjemne w dotyku, gładziutkie jak po silikonach, ale nie strączkują się jak po ich użyciu mają w zwyczaju moje włosy. Nie ma więc kłopotu z nakładaniem maski na włosy bliżej skóry głowy(ale nie na skalp). I jeszcze jedna zaleta maski- domyka łuski włosa, przez co naprawdę ułatwia rozczesanie ich. Ja zwykle rozczesuję włosy grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami, na mokro. Jednak bez jakiejkolwiek odżywki bez spłukiwania to był dramat, a i odżywki pomagały tylko w niewielkim stopniu. A ta maska, nawet po spłukaniu, działała cuda jeśli chodzi o rozczesywanie włosów! Było po prostu bezproblemowo, bo grzebień sunął po włosach i nie wyrywał ich. Jedyne, czemu nie dała rady to 5-6cm końcówkek, które po wyschnięciu były wyraźnie słabiej nawilżone od reszty włosów, ale jej to wybaczam. Moje włosy mimo regularnego używania nie przyzwyczaiły się do niej, więc jest to mój must have w kosmetyczce włosowej i już planuję zakup kolejnego opakowania, bo w tak krótkim czasie podbiła moje serce. Uwielbiam tę maskę!

A Wy używałyście kiedyś tej maski?