Witam serdecznie wszystkie czytające! To pierwszy na moim blogu post tego typu. Przedstawię Wam w nim moją włosową dietę w tym miesiącu, czyli jakie kosmetyki najczęściej widziały moje włosy.
Wcierki
Jantar - 10ego kwietnia zakończyłam miesięczną kurację nim, o czym mogłyście dokładniej poczytać
tutaj
Kozieradka - od 11ego kwietnia codziennie aplikuje na skalp wcierkę z tego ziółka. Niedługo napisze o tym, jak sprawdziła (bądź nie) się u mnie.
Olejowanie/maskowanie przed myciem
Amla Jasmine - używam jej już kilka tygodni. Jest bardzo wydajna, ale niewiele mogę na razie o niej powiedzieć. Z pewnością napiszę o niej osobną recenzję.
Oliwa z Oliwek - najzwyklejsza z Biedronki. Jej też planuję poświęcić osobny wpis.
Domowa maseczka z miodu, jogurtu naturalnego i oliwy z oliwek - przepis na nią podawałam już
tutaj. Jest to maska, którą chyba zawsze będę lubić. Idealnie nawilża i poprawia skręt.
Mycie włosów
Barwa Naturalna - Szampon piwny z kompleksem witamin - użyłam go kilkakrotnie w celu silniejszego oczyszczenia włosów, jako że posiada SLS. Została go trochę więcej niż połowa.
Alterra Dusch-Shampoo - Używałam go na przemian z odżywką. Świetnie sprawdził się do mycia skalpu. Więcej możecie przeczytać o nim
tutaj.
Hegron Creme Spoeling - odżywka do mycia włosów. Planuję poświęcić jej i jej siostrze z zakrętką fioletową osobny wpis.
Odżywianie po myciu
Bioetika Crema di Essenza - nawilżająca maska do włosów. Mam o niej mieszane zdanie. Kiedyś o niej dokładniej napiszę.
Kallos Crema al Latte - pisałam o nim
tutaj i opinii nie zmieniam. Jedna z lepszych masek, zawsze niezawodna.
BingoSpa maska z zieloną glinką - świetna maseczka, idealnie wygładza włosy, świetna do wzbogacania. Pisałam o niej
tutaj.
Ziaja Masło Kakaowe - Wygładzająca maska do włosów - użyłam jej tylko dwa razy po myciu, dwa razy przed. Bardzo niewydajna. Napiszę o niej coś więcej już niedługo.
Natur Vital Hair Loss - użyłam jej 3 razy, nie polubiłyśmy się. Mimo bogactwa składników moje włosy są po niej sianem.
Płukanki
Płukanka z l-cysteiną - zrobiłam ją dwa razy i efekty nie zrobiły szału natychmiast. Dopiero po paru dniach było co podziwiać.
Płukanka miodowa - pisałam o niej
tutaj. Nawilża i używana regularnie gwarantuje złociste refleksy, ale trzeba przygotowywać ją ostrożnie. Jak damy za dużo miodu sklei włosy. No i trzeba dodać coś co obniży delikatnie pH, bo sama w sobie ma zasadowe.
Płukanka octowa - ja robię ją z octu jabłkowego. Napiszę o niej i o samym occie coś więcej już wkrótce.
Odżywka bez spłukiwania
Ziaja do włosów farbowanych - oporna, gęsta konsystencja, wcale nie ułatwia rozczesywania.
Joanna Naturia len i rumianek - obwiniam ją o ciągłe wysuszenie włosów i puch, chociaż konsystencję ma świetną no i ułatwia rozczesywanie. Nie ma to jak po roku regularnego stosowania dowiedzieć się, że może wysuszać(nie taki znowu dawny wpis blondhaircare mnie oświecił)
Zabezpieczanie końców
Oliwka pielęgnacyjna HiPP - wielofunkcyjna oliwka, niesamowicie wydajna. Już mi się kończy, ale z pewnością wybiorę się po kolejne opakowanie i napiszę jej osobną recenzję. Świetnie sprawdza się do zabezpieczania końcówek- przestały mi się rozdwajać(i to ją za to obwiniam;)!
Marion - Kuracja z olejkiem arganowym 7 efektów - użyłam kilka razy, kiedy chciała osiągnąć efekt ŁAŁ, ale jakoś się zawiodłam. Tanie i wydajne silikonowe serum, kiedyś fajnie dociążało, ale teraz szału nie robi i wolę go nie używać.
Ponadto raz odżywiłam włosy Cassią. No i czasem do płukanek czy masek dodaję różnych półproduktów, najczęściej jest to pantenol, mocznik bądź aloes zatężony dziesięciokrotnie(z zsk). Ale ogólnie to właśnie tak wyglądała moja pielęgnacja. A teraz zdjęcie z dziś, tj. 2.04.2013r.
Wersja "prostowłosa"- zanim zdążą się pofalować(zaraz po umyciu, jeszcze troszke morke, zdj. z 1.05.2013r.):
Włosy zaczynają wreszcie wyglądać jak zdrowe i odzyskały dzięki Cassi blask. Niestety w kwietniu więcej miały 'bad hair days' aniżeli 'good hair days', ale nie zaszkodziło to ich strukturze, jedynie w wyglądzie się to objawiało.
Już niedługo postaram się zrobić im jakieś zdjęcie w świetle naturalnym, jeśli pogoda pozwoli ;) Ale pocieszające jest to że wreszcie widzę jakieś efekty moich starań o nie. Cyfrówka niekoniecznie je uwieczni, ale na żywo i w dotyku widzę różnicę z tym, co było na przykład przed rokiem. Poza tym: włosy cieszą się, że nie ma już mrozów, tak jak i ja!
A na koniec mam do was pytanie, bo dowiedziałam się że znajomi mojej mamy sprowadzają rosyjskie kosmetyki i mogłabym je dostać po okazyjnych cenach. Mogłybyście polecić mi jakiś delikatny rosyjski szampon i dociążającą maskę/odżywkę bez silikonów(w odżywkach Natura Organica widziałam quaternium, a niby takie naturalne)? Spędziłam w sieci wiele godzin przeglądając oferty różnych sklepów internetowych i szukając opinii innych włosomaniaczek o produktach takich firm jak Love 2 Mix, Natura Organica, Reshenie, Natura Siberica i.. sama nie wiem. Mam ochotę wykupić cały asortyment, ale wiadomo: raz, że fundusze nie pozwalają, a dwa, że nie zdążyłabym ich zużyć przed końcem terminów ważności. Więc proszę was o radę w tej kwestii: jaki rosyjski kosmetyk do pielęgnacji włosów mógłby się u mnie sprawdzić?
A jak Wasze włosy sprawowały się w kwietniu?