piątek, 22 listopada 2013

Recenzja: Olej do włosów Heenara

Witam serdecznie i bez zbędnych wstępów zapraszam na recenzję oleju Heenara.


Cena: Zakupiłam go przez internet. 100ml kosztowało ok 20zł(niestety nie pamiętam dokładnie), a na przesyłkę złożyłam się z koleżanką. Nie jest źle, zwłaszcze że większą pojemność(200ml) bardziej opłaca się kupić. Ale niestety w tym sklepie, w którym zamawiałam, akurat nie było.

Zapach: Niewyczuwalny, przynajmniej dla mnie. Oceniam ten fakt na plus. Bo po umyciu i tak by pięknego zapachu czuć na włosach nie było, a smród bywa uciążliwy.

Dostępność: Sklepy internetowe. Nie wiem, czy w większych miastach można go kupić stacjonarnie, póki co w Warszawie nie znam takiego miejsca. Jakbyście wiedziały- proszę, dajcie znać :)

Opakowanie: Przezroczyste, co mnie się bardzo podoba. Niestety dozownik odrobinę mi nie odpowiada- kiedy nie rozpuścimy do końca oleju ciężko wydobyć olej, trzeba całkowicie rozkręcać opakowanie. Ja jestem leniem i nie chciało mi się oleju do końca rozcieńczać, więc się męczyłam. poza tym po nieustannym zanurzaniu w wodzie napisy zaczynają się marszczyć, są to w końcu tylko papierowe naklejki. Ale nie znikły całkowicie, więc nie będę nadto narzekać. Jednak opakowanie jest szczelne, więc pozostanę neutralna. 

Konsystencja: Olej ten jest na bazie oleju kokosowego, więc w temperaturze pokojowej(ok. 20 stopni Celcjusza) ma konsystencję stałą. Trochę to uciążliwe, ale po zanurzeniu w misce z gorącą wodą z kranu po minucie ma konsystencję ciekłą. Przyjemnie się rozprowadza, nie jest, o dziwo, tłusty!

Wydajność: Buteleczka o pojemności 100ml wystarczyła mi na dokładnie 1,5 miesiąca regularnego olejowania włosów 3 razy w tygodniu. Jestme więc zadowolona.

Skład: 
Cocos Nucifera (Coconut Oil) - Olej kokosowy
 Eclipta Alba(Maka) - Niestety, również przyciemnia włosy
 Emblic Myrobalan (Amla) - Olej Amla (ma właściwości przyciemniające i niestety zauważam efekty działąnia tego skłądniku) 
Herrestis Monniera (Brahmi) - Olej Brahmi
Hibiscus Rosasinesis (Jaswand) - Olej z róży chińskiej
 Azadirachta Indica (Neem) - Olej z Nasion Neem - śmierdzący códotwórca dla skalpu, podobno łagodzi jego swędzenie i różne choroby. Mam czysty olej neem ale okropnie on śmierdzi, a i używać można go w niewielkiej ilości, więc nie chce się skończyć. Jednak w tej mieszance smrodku nie czułam.
Hedychium Spicatum (Kapoorkachli) - 
Lawsonia Alba (Mehendi) - Olej z lawsonii bezbronnej(hennę się z niej robi)
Prunus Amygdalus (Almond) - Olej ze słodkich migdałów
Aloe Barbadensis (Kumari) - Olej z aloesu

Działanie: 
Pomimo, że instrukcja na opakowaniu doradza trzymanie oleju na włosach 10-15 minut ja nakłam go jak każdy olej- na 1-2 godziny. Następnie myłam włosy szamponem z lub bez sls'ów bądź innych mocnych siarczanów. 
Co myślę o tym oleju? Jest genialny! To absolutny hit kosmetyczny nie tylko tej jesieni, ale również całego mojego włosomaniactwa. Pierwszy olej, który działa na moich włosach tak spektakularnie. Co mam na myśli mówiąc "spektakularność"? Otóż: pozostawia moje włosy niesamowicie śliskie i gładkie, miękkie i błyszczące. Jak po hennie! On je naprawdę odżywia. W dotyku są jedwabiste, jak po użyciu silikonów, ale nie kleją się jak po nich, nie mam wrażenia że coś je oblepia- jest to naturalny efekt. Jeśli kiedyś myślałyście, że macie miękkie czy błyszczące włosy to byłyście w błędzie. Ja to zrozumiałam dopiero po użyciu tego cuda. Nie wiedziałam do tej pory co to blask czy miękkość, dopiero z Heenarą je odkryłam. Nawet w centrum handlowym dostałam kilka komplementów od zupełnie mi obcych ludzi! Ten olej naprawdę działa. Oczywiście zapewne nie wszystkim z Was przypadnie do gustu, ale jeśli do tej pory nie znalazłyście tego jednego jedynego, polecam Wam wypróbowanie właśnie tego kosmetyku. 
W ramach wyjaśnienia dodam może jeszcze, że moje włosy przez ostatnie 1,5 roku nienawidził się z olejem kokosowym, jak to wysokoporowate. Ale ostatnio nie dość, że lubią ten kosmetyk(co prawda nie jest to czysty olej kokosowy, ale jednak jest go w nim najwięcej), to i nie zachowują się jak wysokoporowate. Chyba spokojnie mogę powiedzieć, że moje włosy są średnio porowate. Po ponad roku włosomaniactwa.. Ale radość jest ogromna. Więc jeśli chcecie się poddać- nie róbcie tego. Warto czekać!

A Wy używałyście tego oleju? 

piątek, 1 listopada 2013

Podsumowanie październikowej pielęgnacji włosów

Witam Was serdecznie. Nowy miesiąc, nowe postanowienia i obietnice. Moją jest to, żeby już więcej Was na tak długo nie zostawiać. Powoli zaczynam znajdywać równowagę między wszystkimi zobowiązaniami na uczelni i w pracy, a także życiu osobistym i wracam do bardziej regularnego pisania na blogu, bo trochę recenzji i tematów do opisania się nazbierało. A póki co, w zastępstwie denka z tego miesiąca, które to okazało się dwukosmetykowe :) zamieszczam podsumowanie pielęgnacji. 

W październiku poświęcałam swoim włosom, jak na ironię, bardzo mało uwagi. Co prawda dbałam o nie, olejowałam je co najmniej 2 razy w tygodniu(2 na 3 mycia było po olejowaniu włosów), ale nie zaprzątałam sobie nimi głowy. Niestety zaniedbałam trochę skalp, bo wcierałam w niego Jantar tylko w dni, w które myłam włosy, czyli 3 razy w tygodniu. Zapominałam o peelingu, co niestety wpłyneło na niego bardzo źle- swędzi, nawet pojawiły sie białe kropeczki. Ale o to obwiniam też warszawską wodę.  Jednak urozmaiciłam ich pielęgnację i nie wzbraniam się już przed mocniejszymi silikonami czy detergentami. 
Na moich włosach w październiku najczęściej gościły:
Szampon Olsson - Niedługo zamieszczę jego recenzję, bo ciągle nim myję włosy i ciało, a on nie chce się skończyć.
Olej Bhringraj - Używam go od października i zdecydowanie widze poprawę stanu włosów, zarówno wizualnie jak i w dotyku. 

Ponadto- nie chowam włosów przed mrozem pod kurtką, ciągle je przycinam o suwaki, paski torebek- a końcówki nie wymagają podcinania, chociaż to z kolei miało miejsce rok temu. Jestem zadowolona z nich, bo są niesamowicie błyszczące, gładkie, śliskie, miłe i długie. Marzenie, nie wiem co się z nimi dzieje! Zobaczcie same:


Niestety, nie jest aż tak idealnie, bo o ile włosy zaczęły zachowywać się jakby istniały dla mnie a nie ja dla nich, o tyle skalp szaleje. Zakładanie czapki mu nie służy i włosy zaczynają znów, jak to w okresie zimowym, szybciej przetłuszczać. Mam nadzieję, że peeling mu pomoże. Również martwi mnie ich wypadanie, ale postanowiłam nie dramatyzować tym razem z tego powodu. Miałam wiele zawirowań w życiu prywatnym i postanowiłam po prostu im odpuścić i dać czas na regenerację. Jeśli po miesiącu nie bedzie lepiej to będę działać.

A jak tam Wasze włosy w październiku?

poniedziałek, 21 października 2013

Urodzinowy Haul

Witam Was serdecznie. 
Nadszła jesień, a z nią był tez i czas na moje urodziny. Co prawda nie minęły z jakimś większym hukiem, ale postanowiłam je uczcić wybierając się na maraton po warszawskich drogeriach i uczestnicząc w tutejszych targach kosmetycznych. A oto, co upolowałam:



Od lewej:
1. Pat&Rub - Masło do ciała żurawina i cytryna -  wygrana z rozdania u Kascysko :) Pachnie pięknie, ale jeszcze nie używałam bo mam w zapasie inny nawilżacz do ciała.
2. BingoSpa - maska od włosów z zieloną glinką -  upolowana kilka dni temu w Jasmine. Już jej używałam i baardzo miło ją wspominam. Kosztowałą niestety więcej niż w sklepie internetowym, chyba o 3zł, ale i tak bardziej się opłacało aniżeli dopłacać za przesyłkę!
3. Czarne mydło - Saavon Noir - kupione na targach kosmetycznych za 20zł. Jeszcze nie używałam, ale jestem baardzo ciekawa jak działa.
4. Pat&Rub - Balsam do rąk cynamon, imbir, szłwia - zakochałam się w zapachu, jest oszałamiający. Niestety słabo nawilża rączki, lepiej spisuje się na ciele, któr jest mało wymagające. Kosmetyk również pochodzi z wygranej.
5. Woda różana - kosmetyk/ dodatek do ciast i deserów :) Ja używam jak toniku. Pięknie pachnie, ale działanie nie będę jeszcze oceniać- jest zbyt wcześnie. Na pewno jednak koi podrażnienia. Kosztowała ok. 12zł.
6. Pat&Rub - Różany peeling do ust - Pachnie tak samo jak woda różana, jest sypki i różowy. Użyłam dopiero raz. Zobaczymy, jak się spisze. Kosmetyk pochodzi z wygranej.
7. Tołpa - Odżywka-maska odbudowująca - Dałam jej drugą szansę po tym jak zobaczyłam ją w promocji w Super-Pharm. 15zł - zobaczymy, jak się spisze tym razem. Kiedyś byłam z niej średni zadowolona.
8. LORYS - duo chocolate - Maska do włosów z karmelem. Dałam jej szansę, bo kosztowała 7zł w Jasmine, a ja chciałam żeby moje włosy ładnie pachniały. Użyłam jej raz i muszę powiedzieć, że to nie był dobry zakup...
9. Pervoe Reshenie - Szampon na kwiatowym propolisie - Polowałam co prawda bardziej na balsam, ale na cąłych targach nie znalazłam, więc postanowiłam skusić się na ten szampon. Jeszcze nie używałam. Kosztował 24zł. 
10. Masło Shea naturalne, nierafinowane - Już kiedyś miałam i to nie raz. Uwielbiam je w okresie zimowym, ale nie tylko. Cudownie nawilża okolice oczu, stopy, łokcie, dłonie. Jest niezastąpione! Kosztowało 16zł z 100g. 

Używałyście może któregoś z tych kosmetyków? Jakie macie zdanie na ich temat?

wtorek, 15 października 2013

Recenzja: Stapiz Sleek Line 'Repair & Shine' - Maska do włosów z jedwabiem

Witam Was serdecznie.. w środku tygodnia. Wiem, że najbliższych kilka wolnych chwil bedę miała dopiero w weekend(albo i nie :) więc postanowiłam zebrać się w sobie i napisać planowana już od dawna recenzję maski ze Stapiz'u. Zapraszam do czytania!


Cena: W mojej malutkiej miejscowości opakowanie 250ml kosztowało 12-16zł, teraz będąc w Warszawie kupuję 1litr za 23zł. Jest więc przystępnie, jak na studencki budżet. 


Konsystencja: Gęsta, ale łatwo i przyjemnie rozprowadza się kosmetyk na włosach. Nie spływa z dłoni, jak dla mnie właśnie taka powinna być maska. 


Zapach: Na początku używania tego kosmetyku musiałam zatykać nos, bo nie tolerowałam go. Był sztuczny i chemiczny. Teraz, po już kilku dobrych miesiącach nakłądania maski na włosy przyzwyczaiłam się i jest znośny, ale nie uważam go za nazbyt przyjemny. Po prostu nie musze zatykać nosa. 

Wydajność: Kiedy moje włosy były bardziej zniszcozne wydajność była okropna, bo 250ml wystarczało na 2-3 użycia, a teraz o dziwo poprawiło się to(moje włosy, chyba wreszcie mogę to powiedzieć, są mają średnią porowatość) i starcza na 5-6 użyć. 

Dostępność: Małe, osiedlowe drogerie, sklepy fryzjerskie, sklepy internetowe, drogerie Hebe. 


Opakowanie: Wygodne, chociaż ma takie plastikowe coś zapobiegające wylaniu się kosmetyku, co mnie osobiście nieziemsko denerwuje :) Ale jest szczelne, półprzeźroczyste- więc widac, ile jeszcze kosmetyku nam zostało, nic się nie ściera, solidne. 

Skład: 


Aqua - Woda
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - emolient tłusty, ułatwia rozczesywanie, nadaje blask włosom
Cetrimonium Chloride - Czwartorzędowa sól amoniowa - kationowa substancja powierzchniowo czynna, ułatwia spłukiwanie maski, działa przeciwelektrostatycznie
Isopropyl Alcohol - Alkohol Izopropylowy - WYSUSZA, SAMO ZŁO DLA MOICH WŁOSÓW, JAK JA MOGŁAM GO WCZEŚNIEJ NIE ZAUWAŻYĆ!!?!?!
Isopropyl Myristate - Ciekły wosk - emolient suchy, ułatwia rozprowadzenie kosmetyku na włosach
Helianthus Annus Seed Oil - Olej z nasion słonecznika - emolient, odżywia włosy, zapobiega odparowaniu z nich wody
Cyclopenthasiloxane - silikon sykliczny, inaczej lotny, czyli sam ulatuje z włosa
Dimethiconol - silikon, który można zmyć łagodnym szamponem
Hydrolyzed Silk - Hydrolizowany jedwab - proteiny, moje włosy je lubią
Glycerin - Gliceryna - humektant, moje włosy czasem puszy- tutaj właśnie jesto to loteria, w tej masce raz działa dobrze, raz źle :D
Butylene Glycol - Glikol butylenowy - humektant, wpływa na konsystencję kosmetyku
Malic Acid - kwas jabłkowy. Pierwszy raz spotykam się z nim w kosmetyku do włosów!
Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract - Ekstrakt z nasion słodkich migdałów - odżywia, wzmacnia
Actinidia - KIWI!!
Chinesis Fruit Juice - Sok z przepiórki chińskiej!
Citrus Aurantium Dulcis Juice - Sok z pomarańczy
Citrus Paradisi Juice  - Sok z grejpfruta
Pyrus Malus Juice - Sok jabłkowy
Trideceth-9 - Substancja myjąca
Parfum - Zapach
Alpha-Isomethyl Ionone - Składnik kompozycji zapachowej
Eugenol - Imituje zapach goździków
Geraniol - Imituje zapach peralgonii
Hexyl Cinnamal - Imituje zapach jaśminu
Linalool - Imituje zapach konwalii
Propylene Glycol - Glikol propylenowy - emolient tłusty, zmiękcza, nabłyszcza
Phenoxyethanol - Paraben 
Methylparaben - Paraben 
Ethylparaben - Paraben 

Skład jest interesujący, chociaż ma pewne mankamenty. Znajdziemy tu wiele ekstraktów, olei, soków owocowych, protein, ale też ogrom parabenów i substancji zapachowych. Dlatego uwaga alergicy- ja nie nakładałam maski na skórę głowy i Wam to odradzam!!!

Działanie: Maskę używam z przerwami od roku. Najpierw zużyłam dwa opakowanie po 250ml, teraz postanowiłam zakupić opakowanie litrowe. Już samo to powinno Wam sporo powiedzieć, jaki mam stosunek do tej maski! Otóż: zdecydowanie nabłyszcza włosy i jest w stanie je dociążyć. Ułatwia rozczesywanie, łatwo ja na włosach rozprowadzić, baz problemu się ją spłukuje. Pamiętacie to zdjęcie?

Było robione własnie po użyciu tej maski solo, był to pierwszy efekt "łał" po roku włosomaniactwa, jaki osiągnęłam. Maska jest więc jedną z moich ulubienic. Zazwyczaj używam jej nakładając ją pod folię i ręcznik na 20minut i wtedy spisuje się świetnie, niestety trzymana krócej działa słabiej. Ponadto czasem, jak już wspomniałam, użyta solo jest w stanie idealnie dociążyć i wygładzić włosy, a innego z kolei dnia nawet uzyta z innymi kosmetykami powoduje szopę :) Jest to więc pewnego rodzaju loteria, bo jeszcze nie odkryłam od czego to zależy. W każdym razie jest to produkt na tyle tani, że możecie go śmiało przetestować. A jak się nie sprawdzi- zachęcam do golenia nim nóg, podzielenia się z przyjaciółką czy mamą. 

A Wy uzywałyście tej maski?

niedziela, 13 października 2013

Inspiracje włosowe: długie i grube fale

Czyli coś, co mi się marzy. I chyba jeszcze długo tylko wśród marzeń pozostanie, niestety. Póki co mogę sobie jedynie popatrzeć na takie piękne włosy na zdjęciach, co jakoś odwodzi mnie od zamiaru ścięcia swoich.
I.. Przepraszam, przepraszam, przepraszam za tak długą nieobecność na blogu. Początek studiów, już ogrom nauki, trzy antybiotyki, dwukrotna przeprowadzka, pobudki o 5.30 i chodzenie spać o 23 przyczyniły się do tego, że fizycznie nie byłam tego w stanie pogodzić z blogowaniem. Ale już wszystko się uspokoiło, nadrabiam więc zaległości w czytaniu Waszych wspaniałych i ciekawych blogów i pisaniu postów. Już Was nie zostawię na tak długo! ;)

Zapraszam do oglądania.





Macie lub chcecie mieć fale czy wolicie proste włosy?

PS. Wybiera się któraś z Was dziś na targi kosmetyczne w Warszawie?

czwartek, 3 października 2013

Wrześniowe zużycia, czyli projekt DENKO - wrzesień 2013


1. Organic Shop - Maska miodowe awokado - Jej recenzja znajduje się na blogu tutaj. Działała okej, dobrze jak na maskę. Była miłym urozmaiceniem, ale nie wiem, czy kupię ponownie.
2. Amla Jasmine - Recenzja tego oleju na blogu pojawiła się już jakiś czas temu(możecie znaleźć ją tutaj), a ja dziękuję że wreszcie mogłam go zużyć. Męczyłam się z nim ok. pół roku, więc jest naprawdę wydajny. Niestety nie działał na tyle dobrze, żebym myślała o dokupieniu kolejnej buteleczki. Nie kupię ponownie.
3. Equilibra szampon aloesowy - Był w porządku, jego recenzję możecie przeczytać tutaj, ale nie wiem, czy kupię ponownie.
4. La Strada - SCANDIN LINE - Odżywka zakwaszająca - Maska z proteimanami mleka i miodu - Moja najukochańsza i niezawodna ulubienica, której recenzję możecie przeczytać tutaj. Zdecydowanie kupię ponownie.
5. Siarczan magnezu (sól epsom) - Jej recenzja pojawi się tutaj niedługo, jednak słowem wstępu powiem, że u mnie spisała się inaczej niż u Anwen. Nie wiem, czy kupię ponownie.
6. Eveline Odżywka do rzęs - Kupiona w promocyjnej cenie w biedronce we wrześniu 2012, skończyła się dopiero teraz. Biorąc więc pod uwagę cenę i wydajnośc jest świetna. Używałam jej głównie pod tusz do rzęs i musze przyznać, że rzęsy mniej się łamały czy kruszyły i były dłuższe, a i tusz lepiej się prezentował. Mam ochotę wypróbować inne kosmetyki tego typu, ale myślę, że kiedyś kupię ponownie.
7. Himalaya Herbals - Odżywka proteinowa miękkość i blask - Jej recenzję możecie znaleźć tutaj. Nie zachwyciłą mnie, wręcz przeciwnie- gdyby to był mój pierwsyz kosmetyk tej firmy nie zdecydowałabym sie na zakup kolejnych. Całe szczęście wiem, że inne kosmetyki lepiej im się udały. Nie kupię ponownie. 
8. Ziaja Sopot Spa - Płyn micelarny - Nie do końca się u mnie sprawdził. Mam  bardzo wrażliwe oczka, które co prawda nie piekły po przyłożeniu do nich wacika nasączonego tym kosmetykiem, ale łzawiły, a sam demakijaż był uciążliwy. Nie kupię ponownie. 
9. Ziaja bloker - Używam go od 2óch lat, to moje drugie opakowanie. Tani, wydajny, na początku wcale nie było plam i się nie pociłam. Ale ostatnio zaczęły pojawiać się pod pachami jakieś takie krostki, cooś zaczęło mnie szczypać, a i plamy na bluzkach były nieestetyczne. Kiedyś uważałam go za kwc, teraz wiem, że nie kupię ponownie.
10. Bioutique - Odżywka indyjska(a raczej próbka) o boskim składzie ale już nie tak wspaniałym działaniu. Wygrałam ją w rozdaniu u Kociambra. Starczyła na jedno niepełne użycie. Nie wiem, czy jest dostępna w Polsce, ale gdyby była i tak nie kupię jej ponownie. 
11. Soraya - Balsem do ciała ujędrniająco-wyszczuplający - Nie śmierdział i był bardzo wydajny, ale to tylko za sprawą wodnistej konsystencji. Niestety ani nie pachniał, ani nie działał spektakularnie, więc nie kupię ponownie.
12. Farmona - Odżywka lniana - Jej pełną recenzję mogłyście przeczytać tutaj. Jak wiecie mnie nie zachwyciła. Nie kupię ponownie.
13. Farmona - Odżywka rumiankowa - Jej recenzja również już znajduje się na blogu, tutaj. Była w działaniu(a także pod względem składu) bardzo podobna do koleżanki wyżej. Nie kupię ponownie.
14. Wibo Tusz do rzęs - Kupiłam, bo myślałam, że to ten osławiony, za którym szaleją blogerki :) Ale to hcyba nie on. Za dużo tuszu zostawało na szczoteczce, kruszył się, szybko zasychał, sklejał rzęsy.. dramat. Nie kupię ponownie.
15. Próbka żelu pod prysznic - Śmierdział i wylałam cały do zlewu. Nie wiem, jak  można kupić całe opakowanie, ja całe szczęście dostałam gratis. Nie kupię ponownie. 
16. Ziaja - krem na dzień i na noc do twarzy z bioolejkiem z avokado - Ja jestem niekwestionowaną fanką kremów Ziai z bioolejkami. Moja skóra je uwielbia, bo świetnie nawilżają i koją podrażnienia, a i portfel nie narzeka, bo są tanie i wydajne. Kupię ponownie. 
17. La Roche Posay - Balsam do ciała - Dobry i wydajny kosmetyk, bo taka próbka malutka starczyła mi na posmarowanie całego ciała. Gdyby nie cena, któa zapewne jest wysoka, kupiłabym go. 
18. La Roche Posay Effaclar Duo - Jego recenzja znajduje się tutaj, słowem przypomnienia powiem jednak, że jest to jeden z lepszych kosmetyków zmniejszający przetłuszczanie się skóry oraz przyczyniający się do znikania wągrów. Kupię ponownie.
19. Linocerm - Krem nawilżający - Rozwarstwił się, śmierdział, całe szczęście że nie kupiłam pełnego opakowania tylko dostałam gratis próbkę. Nie kupię ponownie. 
20. La Roche Posay - Krem nawilżający - Okej, ale szału nie ma. Nie zdecydowałabym się na pełne opakowanie. Nie kupię ponownie. 
21. La Roche Posay - Krem nawilżający - Tak samo, jak wyżej: szału nie robi, cena wygórowana.. Nie kupię ponownie. 
22. Olej arganowy z ZSK - Śmierdział, drogi był.. całe szczęście się skończył. Jego pełną recenzję możecie zobaczyć tutaj. Nie polecam go jednak, ja go ponownie nie kupię. 
23. Linocerm - krem nawilżający - dostałam gratis. Niestety rozwarstwił się i ciężko się go rozprowadzało na twarzy. Nie zpachał, ale lepił się i śmierdział. Nie kupię ponownie. 

A jak tam Wasze denka? 

PS. Na nic nie mam czasu. Dopiero co wróciłam z uczelni, jutro znów cały dzień na niej spędzę. Brak czasu na zakupy, na gotowanie, na ćwiczenia i dbanie o włosy. Ale bloga nie chcę zaniedbywać, tylko na Waszych dawno nie byłam, czego baaardzo żałuję! 
Jak Wy radzicie sobie z pisaniem bloga i jednoczesnym studiowaniem?

poniedziałek, 30 września 2013

Podsumowanie wrześniowej pielęgnacji włosów

Witam serdecznie wszystkie czytające! Dziś przychodzę do Was ze zdjęciową aktualizacją-podsumowaniem wrześniowej pielęgnacji włosów. 

Jeśli zaś chodzi o same włosy, to we wrześniu zachowywały się.. znośnie. Wypadały w średniej ilości, czasem się puszyły, czasem były jakieś zbyt obciążone, ale ogółem zachowywały się jak normalne włosy, jakby zapomniały że mają wysoką porowatość i są kręcone(chodzi o manierę, nie o wygląd). I w zasadzie tylko tyle mogę Wam o nich napisać, bo nie przysparzały mi wielkich kłopotów. Nawet odważyłam się użyć kilkakrotnie silikonów i nie skończyło się to wielkim dramatem. Obecnie jednak zmieniłam miejsce zamieszkania, a co za tym idzie woda, w której moje włosy są myte również uległa zmianie- stała się zdecydowanie twarda, wcześniej była twarda w o wiele mniejszym stopniu(nie jestem w ytej kwestii ekspertem, po prostu w Warszawie woda jest tragiczna. Tak więc costawiam Was z filmikami i zdjęciem, oceniajcie same. A, jeszcze jedno- przepraszam za jakość! 
Trzymajcie się ciepło w te jesienne wieczory, pozdrawiam :)



video

video

sobota, 28 września 2013

Recenzja: Organic Shop - Maska do włosów miodowe awokado vel. awokado i miód

Witam serdecznie! Dziś zapraszam Was na zapoznanie się z moją opinią na temat tej rosyjskiej maseczki do włosów, której nazwa nie jest tak jednoznaczna, jakbym tego chciała. Dlaczego? Otóż w wersji polskiej nazwa została przetłumaczona jako "miodowe awokado", natomiast już w wersji angielskiej na opakowaniu jest napisane wyraźnie "awokado i miód". Jak jest naprawdę i czy maseczka polubiła się z moimi rudzielcami? O tym poniżej :)


Cena: Ja za opakowanie o pojemności 250ml w tym sklepie zapłaciłam ponad 20zł, jak więc na taką objętość jest to wysoka kwota. Można kosmetyk zakupić w innej cenie w innym miejscu w sieci, jednak ja kupując planowane inne kosmetyki szukałam opcji najtańszej i ta taką była.


Zapach: Chemiczny, sztuczny, trochę przypomina awokado. Jak dla mojego nosa jest zbyt nieprawdziwy, żeby mógł mi się podobać, ale da się wytrzymać. Nie zostawał na moich włosach całe szczęście.


Opakowanie: Przeźroczyste, eleganckie, poręczne, łatwe w obsłudze i szczelne, czyli jestem na tak, bo jest ładne i funkcjonalne. Naklejki się nie zdzierają mimo użytkowania, naprawdę mi się podoba!


Konsystencja: Gęściutka, przez co trochę trudno się na włosach kosmetyk rozprowadza, ale jakoś da się to zrobić, zwłaszcza że ma przyjaźnie i smakowicie wyglądający zielonkawy kolorek. Ja wolę trochę rzadsze kosmetyki, które łatwiej nałożyć na kosmyki, ale przeżyłam.


Wydajność: Dzięki zbitej, gęstej konsystencji maska starcza na długo. Kupując ją nie byłam do końca przekonana, ale skład i polecenie innej blogerki(dzięki Mariolka ;) przesądziło sprawę. I nie żałuję, bo te 250ml starczyło na 7 użyć, co dla mnie jest nieziemskim wyczynem. 

Dostępność: Internetowe sklepy, chociaż podobno w większych miastach można już spotkać rosyjskie kosmetyki stacjonarnie. Mimo wszystko dostępność jest tragiczna jak dla mnie.


Skład: 
Aqua with infusion of Organic Persea Gratissima (Avocado) Oil -  Woda z dodatkiem Oleju awokado. Chyba wszystkie rosyjskie kosmetyki mają wodę z dodatkiem czegoś na pierwszym miejscu. I nie powiem, podoba mi się to. Olej awokado używam teraz również solo i póki co się dobrze spisuje, w tej mieszance nie było inaczej.
Honey Extract -  Ekstrakt z miodu - Moje włosy miód lubią, w tej mieszance nie jest inaczej. Miód jest humektantem, czyli wiąże wodę we włosie, ale żeby ona się w nim utrzymała potrzeba emolientów, tj. olei, które w tej masce też znajdziemy. Jak miło! A, miód może też rozjaśnić włosy, ale ja niczego takiego nei zauważyłam(niestety), więc ciemnowłose mogą spokojnie używać. 
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - Emolient tłusty, poprawia rozczesywalność, tworzy na włosach film, to ten dobry alkohol
Behentrimonium Chloride - konserwant, substancja antystatyczna
Cetyl Ether - ?
Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - antystatyk, wygładza, wzmacnia włosy, ułatwia rozczesywanie
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - Olej ze słodkich migdałów - Miałam buteleczkę czystego i się nie sprawdził niestety, za to w tej mieszance jakoś nie daje efektu postrzelenia piorunem.
Hydrolyzed Keratin - Hydrolizowana keratyna - proteina, a że hydrolizowana jest, to lepiej wnika we włosa. Moje się z nią lubią(mam półprodukt, więc wiem ;). Miło, że jest przez zapachem!
Parfum - Zapach
Benzyl Alcohol - Alkool Benzylowy - konserwant
Benzoic Acid - Kwas Benzoesowy - konserwant
Sorbic Acid - Kwas sorbinowy - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant

Skład jest moim zdaniem baaardzo dobry. Znajdziemy w masce trzy oleje, ekstrakt z miodu i hydrolizowaną keratynę. Ponadto kilka antystatyków, konserwanty. Co prawda tych ostatnich jest dużo, dlatego NIE POLECAM NAKŁADAĆ NA SKALP, SZCZEGÓLNIE WRAŻLIWCOM I ALERGIKOM, ale na długość jak najbardziej się całość nadaje. Jestem na tak!

Działanie: Czyli najważniejsze, co mam powiedzieć. Otóż od tej maski nie oczekiwałam zbyt wiele. Co prawda miałam malutką, cichutką nadzieję że sprawdzi się ona na moich włsoach, ale nic szczególnie sprecyzowanego to nie było, a ja ja w każdej chwili dodatkowo uciszałam. 
Maskę nakładałam na 20-30min pod folię i ręcznik. Trzy razy nałożyłam jak odżywkę, czyli na 10 min podczas brania prysznicu. Działanie kosmetyku niczym się na włosach nie różniło. Ponadto nie wrzucałam do maski żadnych półproduktów, więc moja opinia jest niczym niezmącona. 
A jaka jest ta moja opinia? No właśnie- maska nie jest zła! Chociaż działa specyficznie.. Z pewnością trudno ją nałożyć na włosy poprzez gęstą konsystencję, o czym już wspominałam. Ale włosy po wyschnięciu są miękkie, da się je rozczesać(nic szczególnie spektakularnego, ale jednak). Ponadto błyszczą się w normie, nie są napuszone. Niestety są bardziej sztywne, przez co gorzej się układają. Raz maska spowodowała ich rozprostowanie, co mi sie nie spodobało. Włosy są lekkie, ale nie pusza się po jej użyciu, są gładkie. Z kolei na drugi dzień.. Włosy są bardziej dociążone! Maskę nakładałam od ucha w dół i dlatego zauważyłam różnicę, bo włosy przy skalpie były bardziej "fruwające", a te na dole były takie zdefiniowane i przyjemnie nie-napuszone, z czego byłam zadowolona. Jeszcze nie spotkałam się z kosmetykiem, który działam podobnie. Ja jestem na tak i dlatego polecam ten kosmetyk tym z Was, które jak ja mają włosy trudne do obciążenia.

A Wy lubicie rosyjskie kosmetyki?

czwartek, 26 września 2013

Podsumowanie wakacyjnego bana zakupowego

...czyli nowe nabytki z ostatnich kilku miesięcy. Bo, jako że studenci mają dłuższe wakacje, moje kończą się teraz. Najwyższa więc pora na przedprzeprowadzkowe podsumowanie, co w moich kosmetycznych(nie tylko włosowych zbiorach) pojawiło się nowego. 
Serdecznie zapraszam.


Od lewej:
1. Szampon Olsson - Nie kupiony, bo zdecydowałam się na współpracę z firmą Olsson(to nie jest polska firma, dlatego mozecie jej nie znać- ja jej wczesniej nei znałam). Szampon, o dziwo, spisuje się dobrze- to słowem wstępu, bo jest nieziemsko wydajny i recenzja pojawi się w październiku.
2. Odżywka Olsson - Również w ramach współpracy się u mnie pojawiła, o niej będę miała chyba trochę mniej pochlebne zdanie aniżeli o szamponie. 
3. La roche Posay - Krem żel suchy w dotyku SPF 50 + - Drugie opakowanie tego kremu, bo Vichy już z półek w aptekach zniknęło. Jednak ten filtr też jest całkiem w porządku i chyba doczeka się nawet osobnej recenzji. 66zł (gratis była również woda termalna, ale oddałam koleżance)
4. La Roche Posay - Pianka oczyszczająca - Przy zakupie kremu z filtrem od La Roche Posay dostałam katalog. Wypełniłam z niego kartę, zatrzymałam paragon i następnego dnia udałam się po odbiór prezentu. 
5. La Roche Posay - Woda termalna - Historia taka sama jak przy piance, tak więc oba kosmetyki nic mnie nie kosztowały :)


Od lewej:
1. Isana - Krem do rąk z 5% mocznikiem - Mój absolutny, tani, wydajny must have. Pojawi się też w denku wrześniowym, tam więcej o nim napiszę. 4,99zł
2. Tisane - balsam do ust - Kolejny must have na jesienno-zimowy okres. Moje usta niestety są bardzo wymagające i to jedyny kosmetyk, który mi pomaga. 10zł
3. Revlon 11- Ivory (do cery tłustej i mieszanej) - Używam go już od ponad roku i bardzo lubię. To wydajny fluid i jeden z niewielu, który wpasowuje się w kolorystykę mojej skóry. I mimo, że staram się prawie nie malować(odkąd zaczęłam regularnie używać kremy z filtrem to nie jest żadnym wyczynem!) to jednak miałam kilka rozmów kwalifikacyjnych i trzeba było jakoś sie pokazać :) 38zł
4. Acne-Derm - Jesień przyszła, tak więc atakuję twarz kwasami. Póki co 20% kwasem azaleinowym Zaletą tego kosmetyku jest to, że kosztuje o wiele mniej od braci mających działać tak samo. 24zł
5. Manhattan - Soft Mat Loose Powder (01 Naturelle) - Kiedyś używałam tego samego pudru, tyle że w kamieniu. Jestem ciekawa, jak się spisze. Poza tym to jeden z niewielu kosmetyków kolorowych, który pasuje do mojej karnacji. 30zł
5. Eau de toilette Gucci Guilty pour femme - Marzył mi się ten zapach od ponad roku, ale że ja zużywam perfumy w ślimaczym tempie(30ml na 1,5 roku) więc musiałam trochę poczekań z ich kupnem. Uzbierałam w międzyczasie wystarczającą kwotę(niestety są nieziemsko drogie), a że z Flesz'em w ostatni weekend była zniżka i zbliżają się moje urodziny- zrobiłam sobie prezent, a co! ;) 215zł

Razem: 387,99zł

Łał, zaskoczyła mnie ta kwota ostateczna. Trochę dużo wydałam.. Ale i tak czuję się usprawiedliwiona. Nie kupiłam niczego "nadprogramowego", tylko najpotrzebniejsze rzeczy + prezent urodzinowy. Jestem z siebie zadowolona, bo to zakupy z 3 czy 4 miesięcy! :) 

A Wy co nowego kupiłyście w ostatnich miesiącach? Czy tak jak ja starałyście się ograniczać?

PS. Pojutrze przeprowadzam się do Warszawy. Nie mam pojęcia czego spodziewać się po studiach, tak więc nie wiem jak często będą pojawiał się wpisy i będę odwiedzała Wasze blogi. Postaram się, żeby było to jak najczęściej, ale nic nie obiecuję. A tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego jesiennego wieczoru.

wtorek, 24 września 2013

Recencja: Equilibra - Szampon aloesowy

Witam serdecznie i zapraszam na recenzję szamponu :)


Cena: Zapłaciłam za niego 16,40zł. Trochę dużo jak na pojemność 250ml, ale jako że szampon ten jest dość osławiony, postanowiłam zainwestować i go przetestować.


Zapach: Szczerze mówiąc.. nie mam pojęcia, czy ten szmapon ma jakiś. Jeśli tak, to nie jest on jednym z tych naprzykrzających się i nieznośnych zapasów odstręczających od używania danego kosmetyku. A jest tak z jednego prostego powodu- nie pamiętam, jaki ten zapach był. 


Dostępność: U mnie w mieście go nie ma, nigdzie. W większych miastach można go podobno kupić w SuperPharm. Jest on też dostępny na doz'ie, skąd ja go zamawiałam(niestety doz'u u mnie w mieście też nie ma). Tak więc jak dla mnie dostępność jest tragiczna.


Opakowanie: Jak widać na zdjęciu powyżej jest to plastikowa buteleczka, nieprzeźroczysta, utrzymana w kolorystyce biało-zielonej. Schludna i praktyczna, cieszy oko i nie wygląda źle na półce w łazience. Zatyczka na górze dobrze działa, nie ma kłopotów z jej otwarciem czy zamknięciem, jedynie dozownik działa gorzej, albo to wina konsystencji szamponu, bo czasem wylewało się go na dłoń zbyt dużo.


Konsystencja: Sama nie wiem czemu, ale myślałam, że ten szampon będzie gęsty! :) A tu otwieram buteleczkę za pierwsyzm razem, przekręcam do góry denkiem a on wylatuje bez problemu! Chociaż się pośmiałam. Przechodząc do rzeczy: zielona ciecz, stosunkowo rzadka, specyficznie rozprowadza się na włosach. 

Wydajność: Szamponu używałam co 2-3 dni z dwoma wyjątkami przez 1,5 miesiąca. Jestem pod wrażeniem, bo nie żałowałam go ani trochę, wręcz czasami nabierałam go za dużo, a i tak te skromne 250ml wystarczyło na dość długo. Jak widać jest on więc wart swojej ceny.

Skład:

Aqua - Woda
Aloe Barbadensis (Leaf Juice) Gel - Żel z liści aloesu - humektant, nawilża, czyli wiąże we włosie wodę, jak miło że jest tak wysoko w składzie!!
Ammonium Lauryl Sulfate - surfaktant anionowy, czyli należący do tej samej grupy co SLS. Teoretycznie jest nieco łagodniejszy, ale ta sama grupa, to ta sama grupa, prawda? 
Lauramidopropyl Betaine - substancja odpowiedzialna za tworzenie piany, czyli betaina kokamidopropylowa
TEA-Lauryl Sulfate - surfaktant kolejny, niestety nie znalazłam informacji o tym z jakiej grupy pochodzi, w każdym razie jest to substancja powierzchniowo czynna i silnie spieniająca
Maris Salt (Sea Salt) - sól morska, czyli zagęstnik i wysuszacz w jednym
Polyquaternium-44 - substancja filmotwórcza!
C12-13 Alkyl Lactate - emolient, emulgator
PEG-6Caprylic Capric Glycerides - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, czyli łagodniejsze myjadło
Polyquaternium-7 - substancja filmotwórcza!
Parfum - Zapach
Phenoxyethanol - Fenoksyetanol - konserwant
Sodium Benzoate - Benzoesan sodu - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant
Sodium Chloride - Chlorek sodu - wpływa na konsystencję kosmetyku
Sodium Dehydroacetate - konserwant
Disodium EDTA - substancja wiążąca jony metali(czyli pomaga radzić sobie z twardą wodą)
CI 42 090(FD&C Blue No 1)  -barwnik niebieski
CI 19 140 (FD&C Yellow No 5) - barwnik żółty

Skład, jest, hmm.
Przepraszam, ale zacznę od końca. Czy tylko mnie zastanawia użycie dwóch barwników, których wymieszanie daje pożądany kolor? No co jak co, ale przecież można było użyć barwnika zielonego zamiast żółtego i niebieskiego.. czyż nie? W każdym razie: Szampon ten zainteresował mnie ze względu obiecywane 20% stężenie Aloesu i co niespotykane u producentów, ten aloes rzeczywiście jest na drugim miejscu w składzie, zaraz po wodzie, a jeszcze przed substancjami myjącymi. To oczywiście na plus. Dalej już mamy surfaktant anionowy, czyli pochodzący z tej samej grupy co SLS. W teorii trochę słabszy, ale jak jest naprawdę to ja nie wiem. Dalej znajdziemy substancje spieniające i niestety filmotwórcze(gdzie ja miałam oczy jak go kupowałam?!). Ponadto po zapachu natrafimy na sporo konserwantów i barwniki. Wg mnie, biorąc pod uwage jedynie skład, gdyby zamiast surfaktantu anionowego dać łagodniejszą substancję myjącą oraz gdyby nie było tylu substancji filmotwórczych, konserwantów i barwników byłby to szampon idealny(pod względem składu, przypominam). A tak mamy, co mamy. 

Działanie: I tutaj zaczynają się trudności, bo o ile w przypadku odżywek czy masek nigdy nie mam problemu z tym, co chcę powiedzieć, tak w przypadku szamponów zazwyczaj jest mi ciężko sprecyzować swoje zdanie. Na pewno przy pierwszych kilku użyciach byłam pod wrażeniem tego, że szampon pieni się bardzo, ale to baaardzo mocno. Oraz tego, że nie zostawia włosów suchych, ale takie przyjemnie nawilżone, jakby wciąż był na nich olej(ale nie ma, szampon bowiem świetnie domywa wszelkiego rodzaju oleje czy nawet naftę kosmetyczną). Ponadto nie plącze włosów. Niestety tendencją stało sie dla niego również to, że włosy i skalp ciężko było nim umyć. Trudno się go rozprowadzało w pobliżu skalpu, trudno było go spienić(nie lubię metody kubeczkowej). Również fakt, ża czasem myłam nim włosy dwa razy pod rząd nie należy do tych godnych podziwu, bo kilkakrotnie nie byłam pewna, czy wszystko z włosów zostało zmyte(czyt. olej), tak bardzo włosy były wilgotne, nawilżone po jego zastosowaniu. Tak więc taka mała rada na przyszłość, jakbyście zdecydowały się go kupić: nie trzeba myć włosów dwa razy, wszystko zostało z nich zmyte!
Co zaś spotykało mnie po umyciu? Włosy były świeże, lekkie, umyte. Niestety nie były odbite od skalpu, trochę za bardzo do niego przylegały, były potocznie mówiąc przyklapnięte :(  

Sam skalp zaś początkowo musiał chyba przyzwyczaić się do aloesu bądź betainy kokamidopropylowej, więc trochę na drugi dzień przed myciem swędział(ale nie jakoś dramatycznie, po prostu dwa czy trzy razy się musiałam podrapać). Jednak teraz, już pod koniec buteleczki ten efekt zniknął. Mogę więc z pewnością stwierdzić, że szampon nie podrażnił mojego skalpu, nie uczulił mnie, a włosy wypadają w mniejszej ilości. Wcześniej myślałam, że to za sprawą Jantaru, potem obwiniałam zmianę pory roku, ale prawda jest taka, że to chyba ten szmapon się do tego przyczynił.

Czy polecam? Tak, jesli jesteście ciekawe jak działa. Nawet wrażliwcy mogą spróbować, bo jeśli mnie nie uczulił, to już jest dobry znak. Jednak sama nie wiem, czy do niego wrócę, bo jak już wspomniałam ma on silnie myjącą substancję i kilka oblepiaczy... tak więc pokaże czas.

A Wy lubicie ten szmapon?

niedziela, 22 września 2013

Tag: Moja walka o centymetry

Witam serdecznie czytające. Dziś, jak w tytule, tag. Zapraszam, bo ten do tych przyjemniejszych i nienahalnych należy.

Zostałam oTAGowana przez Felice, której za to serdecznie dziękuję.
(o ile mnie przeczucie nie zawodzi to chyba ktoś mnie jeszcze nominował wcześniej, ale przez swoje roztargnienie zgubiłam link, szukałam też w komentarzach pod postami ale mój brak spostrzegawczości jak zawsze daje o sobie znać i po godzinie poddałam się, za co przepraszam)

Zasady TAGu:
1. Napisz, kto Cie oTAGował.
2. Zamieść baner oraz zasady w poście odpowiadającym na TAG.
3. Odpowiedz na wszystkie 6 pytań.
4. Nominuj do udziału przynajmniej 5 innych blogerek.


1. Ile cm mają Twoje włosy obecnie i do jakiej długości dążysz?
Ostatnio na blogu pojawiła się taka informacja. Jeśli nie zauważyłyście to możecie ją znaleźć po prawej stronie, w górnej części bloga. Postaram się regularnie zamieszczać aktualizacje. 

Zależnie od pasma moje włosy mają różną długość.
Długość z 1.09.2013r. wynosi:
Pasmo nad czołem - 61,5cm
Pasmo nad karkiem - 51cm
Pasmo z czubka głowy - 60,5cm

2. Co zmotywowało Cię do zapuszczania i jaka była Twoja startowa długość włosów?
Hmm, ciężko powiedzieć. Bo zapuszczałam włosy od zawsze, tyle że potem nadchodził taki moment, że chciałam coś zmienić w swoim życiu i padało zawsze na włosy :) I potem znów zapuszczałam. Jednak odkąd poznałam się z włosomaniactwem zapuszczam świadomie. Uznam więc datę początkową za marzec 2012r. Moje włosy były wtedy naprawdę dłuuugie, jednak również i baaaardzo zniszczone. Sięgały pasa, nie wiem ile miały centymetrów bo mierzyć włosy zaczęłam niedawno. Teraz już prawie osiągnęłam długość początkową. 

3. Jaki jest Twój miesięczny przyrost(bez wspomagaczy)?
Kilka lat temu farbowałam włosy, tak więc mogę dokładnie powiedzieć, bo z ciekawości mierzyłam odrost. Moje włosy rosną 2-3cm na miesiąc bez żadnych wspomagaczy typu suplementy diety czy wcierki. Zawsze rosły szybko i cieszy mnie to.

4. Jaka jest Twoja ulubiona/ najskuteczniejsza wcierka przyspieszająca przyrost?
Bezsprzecznie- Jantar(stara wersja). Próbowałam kilku innych, ale z podkulonym ogonem, podrażnieniem, wysuszonym skalpem bądź innym złem wracam zawsze do niego, bo nawet nie zależy mi tyle na przyroście, co na nawilżeniu skalpu.

5. Jaki suplement spowodował u Ciebie najlepsze efekty?
Kiedyś świetnie działał na mnie DroVit, jednak niedawno wróciłam do niego i się rozczarowałam. Również skrzyp polny(ziółka do zaparzania) dobrze się u mnie sprawdzał jeśli chodzi o przyrost, niestety ze względu na skutki uboczne(za dużo potasu w organizmie) już do niego nigdy nie wrócę. Piłam także drożdże i one także przyspieszyły przyrost włosów, niestety ze wzgledu na ich smak i wpływ na funkcjonowanie układu trawiennego też nie wiem czy do nich wrócę.
Ach, zapomniałabym- najlepiej jeśli chodzi o przyrost i brak skutków ubocznych(przynajmniej tych złych) sprawdził się u mnie len mielony. Smakował świetnie, przyspieszył wzrost włosów, a i pomógł w problemach z żołądkiem.

6. Inne sposoby, które przyczyniły się do wzrostu Twoich włosów?
Szczerze mówiąc nic się nie pojawia w mojej głowie, a chwilkę myślałam :) Jakoś za bardzo na szybszym przyroście mi nie zależy. Cieszy mnie to, co mam, bo uważam że moje włosy same z siebie i tak szybko rosną, nie musze ich jakoś poganiać. Ba, w okresie listopad 2012r. - styczeń 2013r. urosły 10cm! Same z siebie, bo mnie się nawet włosomaniactwa wtedy odechciało.. No cóż- mnie takie geny odpowiadają :D

I teraz pora na wymienienie osób, które wybieram do odpowiedzi na TAG, ale tego nie zrobię. Znów jestem zmuszona przeprosić, ale nie chcę nikogo zmuszać do odpowiedzi. Jeśli którejś z Was podoba się ten TAG i chce się podzielić na swoim blogu odpowiedziami na niego- śmiało! Chętnie poczytamy! 
Mam więc nadzieję, że mi wybaczycie.
A tymczasem- do kliknięcia i przeczytania, czyli widzimy się w komentarzach u Was na blogu i pod tym wpisem. 

A Wy dążycie do przyspieszenia przyrostu włosów?

czwartek, 19 września 2013

Recenzja: Mocznik z ZSK

Witam serdzecznie. Dziś przyszła kolej na recenzję półproduktu z tego sklepu. A jest nim mocznik. Zapraszam.


Cena: 13,50zł za 150g. Fajnie, gdyby byłby tańszy, ale źle nie jest :)

Zapach: Brak i bardzo dobrze, bo przecież chodzi o to, żeby mieszać go z kosmetykami, które juz mają jakiś zapach, dzięki czemu nie gryzą sie one. 

Konsystencja: Sypki proszek, niestety zbryla się, co uważam za jego wadę. Jedyną, jak się zaraz okaże :) Ah, zapomniałabym- mocznik, jeśli świeci słońce bądź mamy zapalone światło cudnie mieni się, jak brokat! Nawet sam jego wygląd jest cudowny.

Zrobiłam zdjęcie z fleszem, ale nie wiem czy udało mi się oddać ten blask..
mój aparat nie jest tak dobry, jak bym chciała.

Opakowanie: Przeźroczyste, szczelne, plastikowe. Jestem na tak!

Wydajność: Zależna oczywiście od częstotliwości, z jaką półprodukt ten stosujemy oraz ilości, jakiej używamy. Ja mam go od kilku miesięcy i już się kończy( albo i dopiero ;). W każdym razie jak zamawiacie to odradzam tę najmniejszą pojemność i cieszę się, że ja jej nie zamówiłam.

Działanie: Od czego by tu zacząć... Chyba od tego, że nie ważne do czego dodamy mocznik - i tak nasze włosy zyskają blask! I to taki oszałamiający blask. Nie mówię o jaśniejszych refleksach, ale o wydobyciu naturalnego blasku, ukrytego potenccjału naszych włosów. I chyba za to przede wszystkim kocham mocznik. Jednak oprócz tego jest on humektantem, który wiąże wodę. Należy pamiętać, żeby nie przesadzać z dodawaniem mocznika w dużej ilości do kosmetyków, bo jego pożądane stężenie, w którym jest humektantem to 2-5%(tak podaje strona, z której go kupowałam), powyżej działa na naszą skórę złuszczająco. Nie, żebym ja używała go w produktach do twarzy czy ciała, ale i tak- z półproduktami należy obchodzić się ostrożnie! Tak więc: niewielka ilość dodana do maski do włosów czy odżywki, a nasze kosmyki staną się niesamowicie błyszczące, nawilżone i pokuszę się nawet o powiedzenie, że będa miały mniejszą tendencję do puszenia się. Jak widzicie niewiele trzeba czasu, nie potrzeba tez być włsomaniaczką żeby dodac włosom blasku. Wystarczy szczypta mocznika!

Z receptur własnych to wymyśliłam jedynie domykającą łuski włosa płukankę. Nie wiem, czy lubicie bawić się w płukanki, w każdym razie nawet jesli jesteście zdecydowanymi ich przeciwniczkami tę płukankę naprawdę, naprawdę polecam. Potrzebujecie:

1 litr wody
2ml łyżeczkę mocznika (może być 1ml lub kilka szczypt, to zależy od Was)
2 łyżki octu jabłkowego (moje mają 7ml)

Wszystkie składniki mieszamy i polewamy mieszanką włosy po spłukaniu odżywki/maski.  
Taka płukanka również nabłyszczy włosy(i to podwójnie, bo nie dość że mocznik cudownie je nabłyszcza, to dodatkowo domknięte łuski włosów sprawiają, że lepiej się one prezentują. I płukanka przez to, że nawilża i domyka łuski(tak, sprawdzałam pH i jest ono ok. 5) sprawia, że włosy zdrowiej wyglądają i łątwiej je rozczesać. 

Ja jestem absolutnie zauroczona działaniem tego półproduktu i jego jedynymi wadami jest to, że nie można go kupić stacjonarnie, więc dochodzą koszta przesyłki, to, że zbryla się oraz fakt, że jest mało stabilny. Oprócz tego- mój ideał!

A Wy lubicie mocznik?

wtorek, 17 września 2013

Śródmiesięczna aktualizacja włosów

Witam. Po ostatnim podsumowaniu miesięcznej pielęgnacji włosów i pokazaniu zdjęcia kosmyków od razu po potraktowaniu henną pod wpisem pojawiło sie wiele komentarzy, że strasznie są włosy suche, że może obciąż końce, że cośtam, że oboże jak wyglądają. Tak, hiperbolizuję, bo lubię to robić. Ale dla wyjaśnienia pewnych kwestii piszę ten wpis i dodaję zdjęcie porównawcze. Bo moim zdaniem nigdy nie jest tak źle, żeby nie dało się odratować jakoś włosów. I nigdy, przenigdy nie będę za tym, żeby ściąć końce i zapuszczać zdrowe włosy. Jestem osobą, która nie dość, że źle się czuję w krótkich włosach(tak, długość do łopatek to dla mnie włosy krótkie), to i naprawdę fatalnie w takich wygląda. Tak więc jeśli jesteście za ratowaniem włosów a nie ich ścinaniem i pójściem na łatwiznę, to ściskam Was po przyjacielsku, bo się rozumiemy. I jeszcze jedno: tak, zniszczenia postępują w górę włosa, nie zapominajmy o tym! Tyle że ja nie mam zniszczonych końcówek, nie są rozdwojone ani połamane, są a raczej były po prostu suche :)

To tyle, jesli chodzi o wyjaśnianie, a teraz pora na zdjęcia.

Tak włosy wyglądały od razu po Cassii.
Tak, są suche. Ale czy którekolwiek włosy po hennie są super nawilżone? 
A tak wyglądały kilka dni temu, ok. 10 dni po hennie:

I dlatego właśnie uważam, że można odratować każde włosy i warto walczyć. Boże broń przed ścinaniem!! ;)
Taka porównawcza śródmiesięczna aktualizacja włosów wyszła. I przy okazji tag wymyślony w chwili pisania posta, pt. 'poznajcie mnie lepiej'.

A Wy jesteście zwolenniczkami ścięcia włosów czy walki 'mimo wszystko'?

niedziela, 15 września 2013

Recenzja: Himalaya Herbals - Odżywka proteinowa miękkość, delikatność i blask

Witam Was w niedzielny poranek i zapraszam na recenzję odżywki proteinowej.


Cena: Ok. 10zł. Ja dostałam ją w prezencie przy zakupie kosmetyków z tego sklepu, z czego bardzo się ucieszyłam. Zbyt szybko, jak się okazuje..


Zapach: Ziołowo-indyjski, kadzidlany, bazarkowy i tani. Właśnie w tej kolejności. To według mnie, bo domownicy uważają, że pachnie jak drogi kosmetyk, czyli bardzo ładnie. Co się im w tym zapachu podoba to ja nie wiem, widocznie mój nos jest jakiś dziwny, bo ja ten zapach jedynie toleruję.


Konsystencja: Przeokropnie gęsta, co jest niestety ogromną wadą tego kosmetyku.  Trudno bowiem nałożyć i rozprowadzić ją na włosach, ciężko jest także wydobyć ją z opakowania.


Opakowanie: Jeśli zaś mowa o opakowaniu... To jest dopiero dramat! Jest ono zrobione z bardzo sztywnego i mało plastycznego plastiku. Pod prysznicem mogłam wydobyć ze środka odżywkę jedynie za pierwszym razem, ponieważ nie czarujmy się- nie mam tyle w dłoniach siły mimo regularnych ćwiczeń z Mel B czy Jilian Michaels :) Tak więc żeby móc odżywki użyć drugi i trzeci raz byłam zmuszona rozciąć opakowanie(nożem przy pomocy męskiej dłoni, bo sama to bym się bała) i dopiero mogłam odżywki używać. Jednak pomijając niepraktyczność opakowania jego niebanalny kształt i wygodne zamknięcię(przez które jednak odzywka nie chce wylatywać) oraz mały dozownik są w porządku.


Wydajność: Na moje włosy nakładana starczyła na 4 użycia. Jak na pojemność 200ml to jest to dla mnie standardowe zużycie.

Dostępność: Stacjonarnie to trudno ją chyba dostać, w każdym razie ja nigdzie nie widziałam i zostają jedynie sklepy internetowe, gdzie trzeba doliczyć koszt wysyłki.

Skład:

Aqua - Woda
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - emolient tłusty, wygładza, ułatwia rozczesywanie, zmiękcza, tworzy film na włosach
Amodimethicone & Trideceth-12 & Cetrimonium Chloride - Silikon, substancja myjąca/emulgator, substancja powierzchniowo czynna - czyli że te dwie substancje pomagają wniknąć silikonowi we włosa czy też pomagają przy jego spłyukiwaniu?
Behentrimonium Chloride - Konserwant, substancja antystatyczna
Glyceryl Stearate SE - Emulgator
Cetearyl Alcohol & PEG-20 Stearate - Alkohol Cetearylowy(wygładza, zmiękcza, tworzy film na włosach) i substancja filmotwórcza
Hibiscus Rosa-Sinesis Extract - Ekstrakt z róży chińskiej
Avena Sativa Bran Extract - Ekstrakt z owsu zwyczajnego
Hydrolyzed Cicer Seed Extract - Ekstrakt z hydrolizowanych nasion ciecierzycy pospolitej
Lens Esculenta Fruit Extract - Ekstrakt z owocu soczewicy(ale nie jestem pewna)
Fragrance - Zapach
Nelumbium Speciosum Flower Extract - Ekstrakt z kwiatu lotosu - nawilża, działa antyseptycznie
Magnifera Indica Seed - Nasienie mango - łał, jeszcze w zadnym kosmetyku nie spotkałam się z tym składnikiem!
Methylparaben - Paraben metylu - konserwant
Tetrasodium EDTA - Kompleksuje jony metali(że co?), czyli że zwiększa stabilnośc kosmetyku
Propyl Paraben - Paraben propylu - konserwant
Sodium Benzoate - Benzoesan sodu - konserwant

Skład.. no cóż, zawiera silikon i PEG, czyli substancje filmotwórcze, a także parabeny i inne konserwanty, jednak obok nich przed zapachem możemy znaleźć również ogrom ekstraktów z bardzo ciekawych owoców czy nasion, dzięki czemu odzywka z przeciętnej staje się ponad przeciętną i bardzo interesującą, bo jak wiadomo takie ekstrakty powinny świtnie działaś na włosy. Jeden nawilży, drugi odywki, trzeci doda blasku.. Jednak przez ten fakt nie odważyłam się nałożyć kosmetyku na skórę głowy, bo jeszcze by mnie podrażnienie przywitało a teog nie chciałam. Tak więc skład jest naprawdę ciekawy! Ale czy przekłada się on na działanie?

Działanie: Moje włosy, jak wiecie lub też nie, uwielbiają proteiny. Jedynie jajecznych nienawidzą, a czasem z tymi piwnymi się nie lubią, ale poza tym- uwielbiają je! Myślałam więc, że ta odzywka sprawdzi się na moich włosach wspaniale, ale.. niestety tak się nie stało. Odżywka, jak wpsomniałam już wcześniej , przy nakładaniu sprawiała kłopoty, była bowiem tępa w użyciu, ciężko się ją na włosach rozprowadzało, a mokre włosy z odzywką wydawały się być szorstkie. Ale nic to, trzymałam kosmetyk ok. 15min po cyzm go spłukiwałam. A po wyschnięciu... moje włosy były katastrofą! Suche, szorstkie, bez blasku, sztywne... I nie wiedziałam czy mam się śmiać cyz płakać porównując stan moich włosó w lustrze z nazwą odżywki(patrz tytuł tego wpisu: "Odżywka proteinowa miękkość, delikatność i blask"). I żeby nie było nieporozumień powiem jeszcze, że na kilka myć przed używaniem odzywki włosom nie dawałam ani kropelki protein, tylko emolienty i humektanty. I co dostałam? Przeproteinowanie? Nawet nie, bo ono u mnie wygląda inaczej. Zostałam chyba porażona piorunem i mogłam chodzić jedynie w poplątanym koczku, bo włosów rozczesać się nie dało. Niestety, bo oczekiwałam od tego kosmetyku o wiele, wiele więcej. A zawiodłam się bezgranicznie. 

A Wy używałyście kiedyś tej odżywki?