Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 marca 2014

Recenzja: ZSK Olej organiczny awokado

Witam serdecznie w ten piękny, słoneczny i ciepły, niedzielny poranek!
Dzisiaj postanowiłam podzielić się z moimi wspaniałymi czytelniczkami recenzją oleju, o którym zapewne już kiedyś słyszałyście- jest nim olej awokado.


Cena: Olej zamówiłam przy zbiorczych zakupach z internetowego sklepu zsk. Za 30 ml nie pamiętam ile dokładnie zapłaciłam, obecnie cena wynosi 13zł. Nie wiem czy się zmieniła.


Dostępność: Nie rozglądałam się, jesli mam być szczera, za tym produktem stacjonarnie, bo zwyczajnie nie mam czasu żeby jeździć po mieście i szukać organicznego oleju obecnie. W mniejszych miastach zdecydowanie go jednak nie znajdziecie. 


Konsystencja: Jak to olej- płynny, nie zmienia się w ciało stałe, przynajkniej przy takich temperaturach jakie panują u mnie w domu. Jest jednak takid ość szorstki w dotyku i ciężko go rozprowadzić na włosach.


Opakowanie: Typowe dla produktów z tego miejsca w sieci, zwykła, plastikowa buteleczka bez zbędnych ozdóbek. Jest szczelna i poręczna, chociaż resztki ciężko z niej wydobyć.

Zapach: Troszeczkę śmierdzący.. A raczej przerażająco śmierdzący :) Nie jestem w stanie powiedzieć co mi przypomina, ale jest to coś ohydnego. Po jego nałożeniu miałam problemy z koncentracją, był tak mocny.

Wydajność: Cena jest zależna od używania- można nim prze cież olejować twarz, włosy, ciało, stworzyć do zrobienie kremu.
Ja używałam go jedynie do włosów- olejowałam nim całość i zabezpieczałam końcówki. Wystarczył na miesiąc.

Skład: 100% olej organiczny awokado

Działanie:
Olejowanie całości włosów: niestety nie sprawdził się. Nakładałam na całe włosy rozsądną ilość oleju, tj. 6ml na ok. 1h przed ich myciem. Niestety, nie dość że śmierdział i ciężko się go rozprowadzało na włosach, to jeszcze odejmował im blask, usztywniał(dla tych z Was które mają miękkie włosy i chciałyby je usztywnić- polecam) oraz puszył. I robił jeszcze jedną niespotykaną rzecz, którą ciężko mi opisać- włsoy stawały sie po prostu niesforne. Biorąc w dłonie jeden kosmyk widać było odstające i wywijające się w jakieś dziwne zygzaki pojedyncze włosy. Mam nadzieję, że jasno to przedstawiłam :) W każdym razie były to takie jakby zmierzwione babyhair, ale na długości. Zdecydowanie efekt przeze mnie niepożądany.
Zabezpieczanie końców po umyciu: Tutaj ten olej sprawdził się już lepiej, 3-4 kropelki wtarte w ostatnie 5cm włosów były dla nich zbawienne, końcówki zyskiwały blask(ale tylko jednodniowy), ładniej się układały i nie były tak suche i szorstkie jak przed użyciem oleju, były lepiej nawilżone(tylko odczucie wizualne i dotykowe, ale zawsze coś). W każdym razie jako olej zabezpieczający końcówki działa fajnie, jest wydajny a zapach nie jest aż tak bardoz wyczuwalny, czym byłam zaskoczona, ale najwidoczniej użyte po umyciu odżywki do spłukiwania jakoś zniwelowały ten smrodek. 

A Wy używałyście tego oleju?

sobota, 1 marca 2014

Recenzja: LOVE 2 MIX ORGANIC - Maska dla włosów suchych. Organiczne (jagody) Acai i proteiny pereł

Witam Was serdecznie. Dawno nie pisałam żadnej recenzji(bo jednak trochę czasu z tym schodzi) ale dziś mam dla Was recenzję produktu wyjątkowego, bo niedostępnego w każdej drogerii. Zapraszam do zapoznania się z tekstem.


Cena: Kosmetyk kupiłam.. prawie rok temu w tym sklepie internetowym. Przesyłka doszła szybko, kosmetyki były ładnie zapakowane a ja załapałam się na jakiś rabat. Regularna cena tej maski to ok. 30zł plus koszty przesyłki, więc do najtańszych nie należy, tak więc radzę poszperać w sieci jeśli planujecie ją kupić w celu znalezienia jakiejś promocji.


Zapach: Niespotykany. Kosmetyczny, trochę kremowy, trochę chemiczny. Zdecydowanie jest specyficzny i sztuczny. Osobiście nie przypadł mi do gustu. Jest odrobinę wyczuwalny na włosach. 


Konsystencja: Ani gęsta, ani rzadka. Niestety jest mało "śliska", więc ciężko rozprowadzić ją na włosach, przynajmniej tak było z moimi, które po umyciu szamponem są raczej suche aniżeli nawilżone.

Dostępność: Jak już wspomniałam wcześniej w drogeriach jej nie dostaniecie, raczej w sklepach internetowych. Jeśli mieszkacie w większych miastach polecam wybranie się na targi kosmetyczne bądź zielarnie czy podobnego typu sklepy, tam możecie je dostać stacjonarnie.

Wydajność: Nie jest rewelacyjna, maski użyłam 5-6 razy i to dość oszczędnie nakładając ją na włosy. Odrobinka w opakowaniu wciąż jest, ale za taką cenę.. Cóż, jak dla mnie to nic dobrego.


Opakowanie:  Eleganckie, nie psuje się, ładne dla oka. Wygodny plastik, który jest dość sztywny i mocny, żeby opakowanie było wytrzymałe ale na tyle miękki i plastyczny, żeby beez problemu resztkę kosmetyku z niego wydobyć. Dzięki precyzyjnemu dozownikowi nie miałąm problemów z używaniem maski. Bardzo praktyczne.

Skład: 



Aqua with infusion of Organic Euterpe Oleracea Fruit Extract - woda z ekstraktem z jagód Acai, które mają natłuszczać i nadawać blask. 
Pearl Extract - Ekstrakt z pereł - ma wygładzać i nabłyszczać
Organic Angelica Archangelica Extract - Ekstrakt z arcydzięgla - działanie zmiękczjące
Cetearyl Alcohol - Alkohol cetearylowy - emolient, ma ułatwiać rozczesanie włosów
Behentrimonium Chloride - substancja myjąca, konserwant i antystatyk, nadaje włosom miękkość
Glycerin - Gliceryna - humektant, puszy moje włosy
Cetyl Ether - ?
Divinyldimethicone/Dimethicone Copolymer - Silikon? Zauważyłam go też w kosmetykach do zmywania makijażu, więc domniemywam, że jest łągodny dla skóry
Guar hydroxypropyltrimonium Chloride - Substancja działająca antystatycznie(przeciwdziała elektryzowaniu się włosów, pomaga w ich rozczesaniu)
Organic Prunus Amygdalus Dulcis Oil - Olej ze słodkich migdałów - emolient
Pearl Protein - Proteiny pereł - wygładzają i nabłyszczają. 
Theobroma Cacao Seed Extract - Ekstrakt z nasion kakaowca
Panax Ginseng Extract - Ekstrakt z żeń-szenia - odżywia, wzmacnia włosy, ale może wysuszać
Parfum - Zapach
Benzyl Alcohol - Alkohol benzylowy - konserwant
Benzoic Acid - Kwas benzoesowy - konserwant
Sorbic Acid - Kwas sorbinowy - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant
Beetroot red - Czerwień buraczana - barwnik
Chlorophyllin-cooper complex - ?

Niestety, nie udało mi się rozszyfrować całego składu, za co przepraszam te z Was, które sa zainteresowane i jednocześnie zwracam się z prośbą do tych z Was, które znają te kosmetyki o podzielenie się swoją wiedza w komentarzach. Jeśli zaś chodzi o moją opinię co do składu- zapowiada się fajnie, nie jest przepakowany silikonami, jak to bywa w kosmetykach znajdujących się na półkach w drogeriach. Znajdziemy tam i olei, i proteiny pereł, i ekstrakt z jagód Acai, czyli wszystko to, co nam obiecuje producent, a także kilka bonusów np. w postaci ekstraktu z kakaowca :) Na koniec jednak producent serwuje nam pakiet konserwantów, ale wybaczam mu to. Ogółem nie jest źle, skład jest bogaty i przyjazny. A jak to się przekłąda na działanie kosmetyku zaraz powiem. 

Działanie:  Niestety nie jest rewelacyjne, zdecydowanie nie doczekałam się efektu "ŁAŁ". Oporna, szorstka w nakładaniu konsystencja utrudnia nakładanie i rozprowadzenie na włosach maski. A po jej spłukaniu i wysuszeniu włosów są one mało plastyczne, trudno się układają, są mało podatne na jakąkolwiek stylizacje. Są rozprostowane, sztywne, brak im nawilżenia, są suche i matowe. Jedyne, co ta maska z moimi włosami zrobiła to odrobinę je wygładziła. I tyle, nic poza tym.. Za tak wysoką cenę i perełki w składzie oczekiwałam czegoś zdecydowanie lepszego, a spotkało mnie jedynie rozczarowanie. 
Dla przypomnienia- moje włosy lubią proteiny. Jednak ta maska ich nie zadowoliła.
Jeśli nie szkoda Wam pieniędzy i czasu poświęconego na szukanie jej- wypróbujcie, może u Was się sprawdzi. U mnie jednak tak się nie stało, czego ogromnie żałuję.

A Wy używałyście tej maski?

niedziela, 5 stycznia 2014

Recenzja: OLSSON Scandinavia - Szampon do wszystkich rodzajów włosów

Witam serdecznie te z Was, które wciąż jeszcze mają ochotę mnie czytać. Dziś mam dla Was recenzję skandynawskiego szamponu, z którą musze przyznać, troszeczkę zwlekałam... Zaraz się dowiecie dlaczego :)


Cena: Zdecydowanie wysoka, bo i stacjonarnie o ile mi wiadomo nie można zakupić tego kosmetyku(mam nadzieję, że jednak kiedyś będzie to możliwe!), ja jednak nie zapłaciłam za szampon, ponieważ nawiązałam kontakt z przedstawicielką(chyba nie przedstawicielem, ale nie pamiętam dokładnie) tej firmy. Mimo wszystko kwota ok. 50zł wydaje się być wysoka jak na szampon do mycia włosów dla przeciętnej kobiety.


Pojemność: 325ml. Więc nie standardowe polskie 200 czy 250ml, troszeczkę więcej.. ale jednak szampon Ziai możemy dostać za 10zł, a jego pojemność to 500ml.


Konsystencja: Szampon jest przeźroczystą, czasami przybierającą odcienie szarości bądź żółci cieczą. Spienienie jej nie wymaga żadnego trudu(niestety z niektórymi myjadłami mam ten problem), bardzo łatwo rozprowadza się go na włosach. Jest jednak bardzo rzadki i trzeba pilnować, żeby z tubki wygodnie postawionej na zakrętce nie wylewało się zbyt wiele kosmetyku(kiedy szmaponu jest niewiele jest to oczywista zaleta, ale kiedy opakowanie jest pełne musiałam uważać).

Zapach: Na początku wydawał mi się sztuczny i przesadnie chemiczny. Ale z czasem, jak do wszystkiego - można się przyzwyczaić. Nie jest wyczuwalny i nie zostaje na włosach, więc dramatu nie ma. Obecnie uważam go za zapach neutralny, kosmetyczny, typowy dla kosmetyków dla alergików. 


Wydajność: Ekstremalnie wysoka! Jestem w szoku, ponieważ obiecałam sobie przyglądać się temu szamponowi od każdej strony(pierwszy raz miałam tak drogi kosmetyk do włosów, który nie był olejemw rękach) i napisać rzetelną recenzję, żeby być naprawde pewną jego działania. No i testowałam, testowałam, a on był i był... Pojechałam w końcu na studia z odlewką 200ml, a ona mimo mycia co dwa dni była i była. Aż nie mogłam w to uwierzyć, bo zwyczajnie 200ml szamponu starcza na maksymalnie miesiąc używania.  Ten szmapon starczył na 5 miesięcy regularnego używania. Nie wiem jak, ale się cieszę!

Opakowanie: Eleganckie, utrzymane w ładnej biało-niebieskiej kolorystyce z czytelną czcionką. Dla osób tylko polskojęzycznych niestety znajdzie się jedynie mała naklejeczka, jak to bywa w przypadku zagranicznych kosmetyków, ale dla anglojęzycznych będzie większa uciecha. Buteleczka jest zrobiona z odpornego, ale miękkiego, ułatwiającego wydobycie kosmetyku ze środka plastiku. Na dodatek jest to nie taki typowy śliski plastik, ale taki.. matowy w dotyku(nie mam pojęcie jak to nazwać, przepraszam), zapobiegający wyślizgnięciu się opakowaniu pod prysznicem. Dobry dla takiej niezdary jak ja.



Skład:
Aqua - Woda
Sodium Laureth Sulfate - Surfaktant anionowy, czyli jeden z najsilniejszych, substancja myjąca
Glycerin - Gliceryna - humektant, moje włosy puszy
Sodium Cocoamphoacetate - Detergent, surgaktant amfoteryczny(ta sama grupa co betaina kokamidopropylowa)
Sodium Chloride - Sól - substancja wysuszająca, zagęszczająca..
Disodium Laureth Sulfosuccinate - Kolejny surfaktant, pochodzi z grupy surfaktantów anionowych
Hydroxypropyl Guar - Substancja antystatyczna
Hydroxypropyltrimonium Chloride - Substancja antystatyczna, filmotwórcza
Zinc Coceth Sulfate - Substancja powierzchniowo czynna.. mająca właściwości przeciwłupieżowe, podobno :)
Panthenol - Pantenol, humektant, ale jego dopuszczalne stężenie jest niewielkie
Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder - Puder z liści aloesu, substancja nawilżająca
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant
Phenoxyethanol - 
Sodium Benzoate - Benzoesan Sodu - konserwant

Jak widnieje duży napis z przodu opakowania szampon nie zawiera parabenów, substancji zapachowych ani koloryzujących.. i to wszystko się zgadza, dodatkowy plus dla producenta za nieokłamywanie klienta! Kolejny za Puder z liści aloesu i panthenol, których to w składzie znajdziemy co prawda mało, ale chociaż są. Dalej niestety nie jest już tak kolorowo, ponieważ drugą substancją po wodzie jest SLeS- jeden z najsilniejszych siarczanów, a jest tutaj ich kilka, jak widać z rozpiski powyżej. I po zobaczeniu tego składu byłam pewna, że nie chcę tego kosmetyku. Ale najpewniej w ramach pomyłki- właśnie jego dostałam. I jak najbardziej NIE ŻAŁUJĘ! 

Działanie: Sama nie wiem, co powiedzieć, bo mam na temat tego kosmetyku dość nieprecyzyjne zdanie. Na początku bałam się jego działania na skalp ze względu na zawartość silnych siarczanów. Ale jak się okazało po niedługim czasie nie miałam czego się obawiać. Jak zapewne wiecie mój skalp jest kapryśny i problematyczny. Nie choruje obecnie, ale kiedyś miałam łupież, a skóra głowy czasem swędzi. Bałam się, że częste mycie skalpu silnymi substancjami znów go podrażni, ale o dziwo tak się nie stało. Wręcz przeciwnie- skóra głowy nie swędziała, nie pojawił się łupież, była bielutka i czyściutka. Zdecydowanie więc tutaj się kosmetyk sprawdził. 
Co do działania na włosy- po angielsku możemy przeczytać, że jest to szampon dla włosów suchych badź normalnych. O ile przyjemnie myje się nim włosy(nigdy żaden kosmetyk do mycia tak mi się nie pienił), bo zaraz po nałożeniu szamponu, umyciu włosów i spłukaniu kosmetyku są nieziemsko śliskie- tak bardzo, że przy kilku pierwszych myciach myślałam, że nie zmyłam oleju, o tyle po umyciu efekt jest taki, jak po innym, tańszym szamponie z sls'em. Chociaż... zapewne nie po wszysktich, ponieważ włosy były lekkie, niczym nie oblepione, dobrze umyte. A te zdrowsze, bliżej skóry głowy dodatkowo bardziej miękkie. Szampon bezproblemowo zmyje olej, krem, maskę czy cokolwiek, czego byśmy wczesniej na włosy nie nałożyły. W dodatku nie podrażni on skóry głowy, nie wysuszy jej ani nie wzmoży swędzenia- jest więc to świetny kosmetyk dla osób z wymagającą skórą głowy. 
Pozostaje mi tylko jedno pytanie, na które do tej pory nie znalazłam odpowiedzi i myślę, że to magia: dlaczego SLS mnie w tym szamponie nie podrażnia?!  Chyba rzeczywiście niektóre droższe kosmetyki są warte swojej ceny.
Biorąc pod uwagę wszystkie dane muszę przyznać, że szampon mimo wysokiej ceny i braku czekoladowego zapachu po powąchaniu którego każdy facet miałby ochotę nas zjeść jest wart uwagi :) Wysoka wydajność, brak podrażnienia skalpu czy plątania włosów z pewnością przemawiają na jego korzyść a dla tych z Was, które szukają odmiany od polskiego, zachodniego czy wschodniego rynku ksometycznego może to być ciekawy zakup.

A Wy używałyście tego szamponu? Co o nim sądzicie?

P.S. Oto strona producenta, gdzie możecie więcej o kosmetyku poczytać: klik

piątek, 22 listopada 2013

Recenzja: Olej do włosów Heenara

Witam serdecznie i bez zbędnych wstępów zapraszam na recenzję oleju Heenara.


Cena: Zakupiłam go przez internet. 100ml kosztowało ok 20zł(niestety nie pamiętam dokładnie), a na przesyłkę złożyłam się z koleżanką. Nie jest źle, zwłaszcze że większą pojemność(200ml) bardziej opłaca się kupić. Ale niestety w tym sklepie, w którym zamawiałam, akurat nie było.

Zapach: Niewyczuwalny, przynajmniej dla mnie. Oceniam ten fakt na plus. Bo po umyciu i tak by pięknego zapachu czuć na włosach nie było, a smród bywa uciążliwy.

Dostępność: Sklepy internetowe. Nie wiem, czy w większych miastach można go kupić stacjonarnie, póki co w Warszawie nie znam takiego miejsca. Jakbyście wiedziały- proszę, dajcie znać :)

Opakowanie: Przezroczyste, co mnie się bardzo podoba. Niestety dozownik odrobinę mi nie odpowiada- kiedy nie rozpuścimy do końca oleju ciężko wydobyć olej, trzeba całkowicie rozkręcać opakowanie. Ja jestem leniem i nie chciało mi się oleju do końca rozcieńczać, więc się męczyłam. poza tym po nieustannym zanurzaniu w wodzie napisy zaczynają się marszczyć, są to w końcu tylko papierowe naklejki. Ale nie znikły całkowicie, więc nie będę nadto narzekać. Jednak opakowanie jest szczelne, więc pozostanę neutralna. 

Konsystencja: Olej ten jest na bazie oleju kokosowego, więc w temperaturze pokojowej(ok. 20 stopni Celcjusza) ma konsystencję stałą. Trochę to uciążliwe, ale po zanurzeniu w misce z gorącą wodą z kranu po minucie ma konsystencję ciekłą. Przyjemnie się rozprowadza, nie jest, o dziwo, tłusty!

Wydajność: Buteleczka o pojemności 100ml wystarczyła mi na dokładnie 1,5 miesiąca regularnego olejowania włosów 3 razy w tygodniu. Jestme więc zadowolona.

Skład: 
Cocos Nucifera (Coconut Oil) - Olej kokosowy
 Eclipta Alba(Maka) - Niestety, również przyciemnia włosy
 Emblic Myrobalan (Amla) - Olej Amla (ma właściwości przyciemniające i niestety zauważam efekty działąnia tego skłądniku) 
Herrestis Monniera (Brahmi) - Olej Brahmi
Hibiscus Rosasinesis (Jaswand) - Olej z róży chińskiej
 Azadirachta Indica (Neem) - Olej z Nasion Neem - śmierdzący códotwórca dla skalpu, podobno łagodzi jego swędzenie i różne choroby. Mam czysty olej neem ale okropnie on śmierdzi, a i używać można go w niewielkiej ilości, więc nie chce się skończyć. Jednak w tej mieszance smrodku nie czułam.
Hedychium Spicatum (Kapoorkachli) - 
Lawsonia Alba (Mehendi) - Olej z lawsonii bezbronnej(hennę się z niej robi)
Prunus Amygdalus (Almond) - Olej ze słodkich migdałów
Aloe Barbadensis (Kumari) - Olej z aloesu

Działanie: 
Pomimo, że instrukcja na opakowaniu doradza trzymanie oleju na włosach 10-15 minut ja nakłam go jak każdy olej- na 1-2 godziny. Następnie myłam włosy szamponem z lub bez sls'ów bądź innych mocnych siarczanów. 
Co myślę o tym oleju? Jest genialny! To absolutny hit kosmetyczny nie tylko tej jesieni, ale również całego mojego włosomaniactwa. Pierwszy olej, który działa na moich włosach tak spektakularnie. Co mam na myśli mówiąc "spektakularność"? Otóż: pozostawia moje włosy niesamowicie śliskie i gładkie, miękkie i błyszczące. Jak po hennie! On je naprawdę odżywia. W dotyku są jedwabiste, jak po użyciu silikonów, ale nie kleją się jak po nich, nie mam wrażenia że coś je oblepia- jest to naturalny efekt. Jeśli kiedyś myślałyście, że macie miękkie czy błyszczące włosy to byłyście w błędzie. Ja to zrozumiałam dopiero po użyciu tego cuda. Nie wiedziałam do tej pory co to blask czy miękkość, dopiero z Heenarą je odkryłam. Nawet w centrum handlowym dostałam kilka komplementów od zupełnie mi obcych ludzi! Ten olej naprawdę działa. Oczywiście zapewne nie wszystkim z Was przypadnie do gustu, ale jeśli do tej pory nie znalazłyście tego jednego jedynego, polecam Wam wypróbowanie właśnie tego kosmetyku. 
W ramach wyjaśnienia dodam może jeszcze, że moje włosy przez ostatnie 1,5 roku nienawidził się z olejem kokosowym, jak to wysokoporowate. Ale ostatnio nie dość, że lubią ten kosmetyk(co prawda nie jest to czysty olej kokosowy, ale jednak jest go w nim najwięcej), to i nie zachowują się jak wysokoporowate. Chyba spokojnie mogę powiedzieć, że moje włosy są średnio porowate. Po ponad roku włosomaniactwa.. Ale radość jest ogromna. Więc jeśli chcecie się poddać- nie róbcie tego. Warto czekać!

A Wy używałyście tego oleju? 

wtorek, 15 października 2013

Recenzja: Stapiz Sleek Line 'Repair & Shine' - Maska do włosów z jedwabiem

Witam Was serdecznie.. w środku tygodnia. Wiem, że najbliższych kilka wolnych chwil bedę miała dopiero w weekend(albo i nie :) więc postanowiłam zebrać się w sobie i napisać planowana już od dawna recenzję maski ze Stapiz'u. Zapraszam do czytania!


Cena: W mojej malutkiej miejscowości opakowanie 250ml kosztowało 12-16zł, teraz będąc w Warszawie kupuję 1litr za 23zł. Jest więc przystępnie, jak na studencki budżet. 


Konsystencja: Gęsta, ale łatwo i przyjemnie rozprowadza się kosmetyk na włosach. Nie spływa z dłoni, jak dla mnie właśnie taka powinna być maska. 


Zapach: Na początku używania tego kosmetyku musiałam zatykać nos, bo nie tolerowałam go. Był sztuczny i chemiczny. Teraz, po już kilku dobrych miesiącach nakłądania maski na włosy przyzwyczaiłam się i jest znośny, ale nie uważam go za nazbyt przyjemny. Po prostu nie musze zatykać nosa. 

Wydajność: Kiedy moje włosy były bardziej zniszcozne wydajność była okropna, bo 250ml wystarczało na 2-3 użycia, a teraz o dziwo poprawiło się to(moje włosy, chyba wreszcie mogę to powiedzieć, są mają średnią porowatość) i starcza na 5-6 użyć. 

Dostępność: Małe, osiedlowe drogerie, sklepy fryzjerskie, sklepy internetowe, drogerie Hebe. 


Opakowanie: Wygodne, chociaż ma takie plastikowe coś zapobiegające wylaniu się kosmetyku, co mnie osobiście nieziemsko denerwuje :) Ale jest szczelne, półprzeźroczyste- więc widac, ile jeszcze kosmetyku nam zostało, nic się nie ściera, solidne. 

Skład: 


Aqua - Woda
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - emolient tłusty, ułatwia rozczesywanie, nadaje blask włosom
Cetrimonium Chloride - Czwartorzędowa sól amoniowa - kationowa substancja powierzchniowo czynna, ułatwia spłukiwanie maski, działa przeciwelektrostatycznie
Isopropyl Alcohol - Alkohol Izopropylowy - WYSUSZA, SAMO ZŁO DLA MOICH WŁOSÓW, JAK JA MOGŁAM GO WCZEŚNIEJ NIE ZAUWAŻYĆ!!?!?!
Isopropyl Myristate - Ciekły wosk - emolient suchy, ułatwia rozprowadzenie kosmetyku na włosach
Helianthus Annus Seed Oil - Olej z nasion słonecznika - emolient, odżywia włosy, zapobiega odparowaniu z nich wody
Cyclopenthasiloxane - silikon sykliczny, inaczej lotny, czyli sam ulatuje z włosa
Dimethiconol - silikon, który można zmyć łagodnym szamponem
Hydrolyzed Silk - Hydrolizowany jedwab - proteiny, moje włosy je lubią
Glycerin - Gliceryna - humektant, moje włosy czasem puszy- tutaj właśnie jesto to loteria, w tej masce raz działa dobrze, raz źle :D
Butylene Glycol - Glikol butylenowy - humektant, wpływa na konsystencję kosmetyku
Malic Acid - kwas jabłkowy. Pierwszy raz spotykam się z nim w kosmetyku do włosów!
Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract - Ekstrakt z nasion słodkich migdałów - odżywia, wzmacnia
Actinidia - KIWI!!
Chinesis Fruit Juice - Sok z przepiórki chińskiej!
Citrus Aurantium Dulcis Juice - Sok z pomarańczy
Citrus Paradisi Juice  - Sok z grejpfruta
Pyrus Malus Juice - Sok jabłkowy
Trideceth-9 - Substancja myjąca
Parfum - Zapach
Alpha-Isomethyl Ionone - Składnik kompozycji zapachowej
Eugenol - Imituje zapach goździków
Geraniol - Imituje zapach peralgonii
Hexyl Cinnamal - Imituje zapach jaśminu
Linalool - Imituje zapach konwalii
Propylene Glycol - Glikol propylenowy - emolient tłusty, zmiękcza, nabłyszcza
Phenoxyethanol - Paraben 
Methylparaben - Paraben 
Ethylparaben - Paraben 

Skład jest interesujący, chociaż ma pewne mankamenty. Znajdziemy tu wiele ekstraktów, olei, soków owocowych, protein, ale też ogrom parabenów i substancji zapachowych. Dlatego uwaga alergicy- ja nie nakładałam maski na skórę głowy i Wam to odradzam!!!

Działanie: Maskę używam z przerwami od roku. Najpierw zużyłam dwa opakowanie po 250ml, teraz postanowiłam zakupić opakowanie litrowe. Już samo to powinno Wam sporo powiedzieć, jaki mam stosunek do tej maski! Otóż: zdecydowanie nabłyszcza włosy i jest w stanie je dociążyć. Ułatwia rozczesywanie, łatwo ja na włosach rozprowadzić, baz problemu się ją spłukuje. Pamiętacie to zdjęcie?

Było robione własnie po użyciu tej maski solo, był to pierwszy efekt "łał" po roku włosomaniactwa, jaki osiągnęłam. Maska jest więc jedną z moich ulubienic. Zazwyczaj używam jej nakładając ją pod folię i ręcznik na 20minut i wtedy spisuje się świetnie, niestety trzymana krócej działa słabiej. Ponadto czasem, jak już wspomniałam, użyta solo jest w stanie idealnie dociążyć i wygładzić włosy, a innego z kolei dnia nawet uzyta z innymi kosmetykami powoduje szopę :) Jest to więc pewnego rodzaju loteria, bo jeszcze nie odkryłam od czego to zależy. W każdym razie jest to produkt na tyle tani, że możecie go śmiało przetestować. A jak się nie sprawdzi- zachęcam do golenia nim nóg, podzielenia się z przyjaciółką czy mamą. 

A Wy uzywałyście tej maski?

sobota, 28 września 2013

Recenzja: Organic Shop - Maska do włosów miodowe awokado vel. awokado i miód

Witam serdecznie! Dziś zapraszam Was na zapoznanie się z moją opinią na temat tej rosyjskiej maseczki do włosów, której nazwa nie jest tak jednoznaczna, jakbym tego chciała. Dlaczego? Otóż w wersji polskiej nazwa została przetłumaczona jako "miodowe awokado", natomiast już w wersji angielskiej na opakowaniu jest napisane wyraźnie "awokado i miód". Jak jest naprawdę i czy maseczka polubiła się z moimi rudzielcami? O tym poniżej :)


Cena: Ja za opakowanie o pojemności 250ml w tym sklepie zapłaciłam ponad 20zł, jak więc na taką objętość jest to wysoka kwota. Można kosmetyk zakupić w innej cenie w innym miejscu w sieci, jednak ja kupując planowane inne kosmetyki szukałam opcji najtańszej i ta taką była.


Zapach: Chemiczny, sztuczny, trochę przypomina awokado. Jak dla mojego nosa jest zbyt nieprawdziwy, żeby mógł mi się podobać, ale da się wytrzymać. Nie zostawał na moich włosach całe szczęście.


Opakowanie: Przeźroczyste, eleganckie, poręczne, łatwe w obsłudze i szczelne, czyli jestem na tak, bo jest ładne i funkcjonalne. Naklejki się nie zdzierają mimo użytkowania, naprawdę mi się podoba!


Konsystencja: Gęściutka, przez co trochę trudno się na włosach kosmetyk rozprowadza, ale jakoś da się to zrobić, zwłaszcza że ma przyjaźnie i smakowicie wyglądający zielonkawy kolorek. Ja wolę trochę rzadsze kosmetyki, które łatwiej nałożyć na kosmyki, ale przeżyłam.


Wydajność: Dzięki zbitej, gęstej konsystencji maska starcza na długo. Kupując ją nie byłam do końca przekonana, ale skład i polecenie innej blogerki(dzięki Mariolka ;) przesądziło sprawę. I nie żałuję, bo te 250ml starczyło na 7 użyć, co dla mnie jest nieziemskim wyczynem. 

Dostępność: Internetowe sklepy, chociaż podobno w większych miastach można już spotkać rosyjskie kosmetyki stacjonarnie. Mimo wszystko dostępność jest tragiczna jak dla mnie.


Skład: 
Aqua with infusion of Organic Persea Gratissima (Avocado) Oil -  Woda z dodatkiem Oleju awokado. Chyba wszystkie rosyjskie kosmetyki mają wodę z dodatkiem czegoś na pierwszym miejscu. I nie powiem, podoba mi się to. Olej awokado używam teraz również solo i póki co się dobrze spisuje, w tej mieszance nie było inaczej.
Honey Extract -  Ekstrakt z miodu - Moje włosy miód lubią, w tej mieszance nie jest inaczej. Miód jest humektantem, czyli wiąże wodę we włosie, ale żeby ona się w nim utrzymała potrzeba emolientów, tj. olei, które w tej masce też znajdziemy. Jak miło! A, miód może też rozjaśnić włosy, ale ja niczego takiego nei zauważyłam(niestety), więc ciemnowłose mogą spokojnie używać. 
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - Emolient tłusty, poprawia rozczesywalność, tworzy na włosach film, to ten dobry alkohol
Behentrimonium Chloride - konserwant, substancja antystatyczna
Cetyl Ether - ?
Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - antystatyk, wygładza, wzmacnia włosy, ułatwia rozczesywanie
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - Olej ze słodkich migdałów - Miałam buteleczkę czystego i się nie sprawdził niestety, za to w tej mieszance jakoś nie daje efektu postrzelenia piorunem.
Hydrolyzed Keratin - Hydrolizowana keratyna - proteina, a że hydrolizowana jest, to lepiej wnika we włosa. Moje się z nią lubią(mam półprodukt, więc wiem ;). Miło, że jest przez zapachem!
Parfum - Zapach
Benzyl Alcohol - Alkool Benzylowy - konserwant
Benzoic Acid - Kwas Benzoesowy - konserwant
Sorbic Acid - Kwas sorbinowy - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant

Skład jest moim zdaniem baaardzo dobry. Znajdziemy w masce trzy oleje, ekstrakt z miodu i hydrolizowaną keratynę. Ponadto kilka antystatyków, konserwanty. Co prawda tych ostatnich jest dużo, dlatego NIE POLECAM NAKŁADAĆ NA SKALP, SZCZEGÓLNIE WRAŻLIWCOM I ALERGIKOM, ale na długość jak najbardziej się całość nadaje. Jestem na tak!

Działanie: Czyli najważniejsze, co mam powiedzieć. Otóż od tej maski nie oczekiwałam zbyt wiele. Co prawda miałam malutką, cichutką nadzieję że sprawdzi się ona na moich włsoach, ale nic szczególnie sprecyzowanego to nie było, a ja ja w każdej chwili dodatkowo uciszałam. 
Maskę nakładałam na 20-30min pod folię i ręcznik. Trzy razy nałożyłam jak odżywkę, czyli na 10 min podczas brania prysznicu. Działanie kosmetyku niczym się na włosach nie różniło. Ponadto nie wrzucałam do maski żadnych półproduktów, więc moja opinia jest niczym niezmącona. 
A jaka jest ta moja opinia? No właśnie- maska nie jest zła! Chociaż działa specyficznie.. Z pewnością trudno ją nałożyć na włosy poprzez gęstą konsystencję, o czym już wspominałam. Ale włosy po wyschnięciu są miękkie, da się je rozczesać(nic szczególnie spektakularnego, ale jednak). Ponadto błyszczą się w normie, nie są napuszone. Niestety są bardziej sztywne, przez co gorzej się układają. Raz maska spowodowała ich rozprostowanie, co mi sie nie spodobało. Włosy są lekkie, ale nie pusza się po jej użyciu, są gładkie. Z kolei na drugi dzień.. Włosy są bardziej dociążone! Maskę nakładałam od ucha w dół i dlatego zauważyłam różnicę, bo włosy przy skalpie były bardziej "fruwające", a te na dole były takie zdefiniowane i przyjemnie nie-napuszone, z czego byłam zadowolona. Jeszcze nie spotkałam się z kosmetykiem, który działam podobnie. Ja jestem na tak i dlatego polecam ten kosmetyk tym z Was, które jak ja mają włosy trudne do obciążenia.

A Wy lubicie rosyjskie kosmetyki?

wtorek, 24 września 2013

Recencja: Equilibra - Szampon aloesowy

Witam serdecznie i zapraszam na recenzję szamponu :)


Cena: Zapłaciłam za niego 16,40zł. Trochę dużo jak na pojemność 250ml, ale jako że szampon ten jest dość osławiony, postanowiłam zainwestować i go przetestować.


Zapach: Szczerze mówiąc.. nie mam pojęcia, czy ten szmapon ma jakiś. Jeśli tak, to nie jest on jednym z tych naprzykrzających się i nieznośnych zapasów odstręczających od używania danego kosmetyku. A jest tak z jednego prostego powodu- nie pamiętam, jaki ten zapach był. 


Dostępność: U mnie w mieście go nie ma, nigdzie. W większych miastach można go podobno kupić w SuperPharm. Jest on też dostępny na doz'ie, skąd ja go zamawiałam(niestety doz'u u mnie w mieście też nie ma). Tak więc jak dla mnie dostępność jest tragiczna.


Opakowanie: Jak widać na zdjęciu powyżej jest to plastikowa buteleczka, nieprzeźroczysta, utrzymana w kolorystyce biało-zielonej. Schludna i praktyczna, cieszy oko i nie wygląda źle na półce w łazience. Zatyczka na górze dobrze działa, nie ma kłopotów z jej otwarciem czy zamknięciem, jedynie dozownik działa gorzej, albo to wina konsystencji szamponu, bo czasem wylewało się go na dłoń zbyt dużo.


Konsystencja: Sama nie wiem czemu, ale myślałam, że ten szampon będzie gęsty! :) A tu otwieram buteleczkę za pierwsyzm razem, przekręcam do góry denkiem a on wylatuje bez problemu! Chociaż się pośmiałam. Przechodząc do rzeczy: zielona ciecz, stosunkowo rzadka, specyficznie rozprowadza się na włosach. 

Wydajność: Szamponu używałam co 2-3 dni z dwoma wyjątkami przez 1,5 miesiąca. Jestem pod wrażeniem, bo nie żałowałam go ani trochę, wręcz czasami nabierałam go za dużo, a i tak te skromne 250ml wystarczyło na dość długo. Jak widać jest on więc wart swojej ceny.

Skład:

Aqua - Woda
Aloe Barbadensis (Leaf Juice) Gel - Żel z liści aloesu - humektant, nawilża, czyli wiąże we włosie wodę, jak miło że jest tak wysoko w składzie!!
Ammonium Lauryl Sulfate - surfaktant anionowy, czyli należący do tej samej grupy co SLS. Teoretycznie jest nieco łagodniejszy, ale ta sama grupa, to ta sama grupa, prawda? 
Lauramidopropyl Betaine - substancja odpowiedzialna za tworzenie piany, czyli betaina kokamidopropylowa
TEA-Lauryl Sulfate - surfaktant kolejny, niestety nie znalazłam informacji o tym z jakiej grupy pochodzi, w każdym razie jest to substancja powierzchniowo czynna i silnie spieniająca
Maris Salt (Sea Salt) - sól morska, czyli zagęstnik i wysuszacz w jednym
Polyquaternium-44 - substancja filmotwórcza!
C12-13 Alkyl Lactate - emolient, emulgator
PEG-6Caprylic Capric Glycerides - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, czyli łagodniejsze myjadło
Polyquaternium-7 - substancja filmotwórcza!
Parfum - Zapach
Phenoxyethanol - Fenoksyetanol - konserwant
Sodium Benzoate - Benzoesan sodu - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant
Sodium Chloride - Chlorek sodu - wpływa na konsystencję kosmetyku
Sodium Dehydroacetate - konserwant
Disodium EDTA - substancja wiążąca jony metali(czyli pomaga radzić sobie z twardą wodą)
CI 42 090(FD&C Blue No 1)  -barwnik niebieski
CI 19 140 (FD&C Yellow No 5) - barwnik żółty

Skład, jest, hmm.
Przepraszam, ale zacznę od końca. Czy tylko mnie zastanawia użycie dwóch barwników, których wymieszanie daje pożądany kolor? No co jak co, ale przecież można było użyć barwnika zielonego zamiast żółtego i niebieskiego.. czyż nie? W każdym razie: Szampon ten zainteresował mnie ze względu obiecywane 20% stężenie Aloesu i co niespotykane u producentów, ten aloes rzeczywiście jest na drugim miejscu w składzie, zaraz po wodzie, a jeszcze przed substancjami myjącymi. To oczywiście na plus. Dalej już mamy surfaktant anionowy, czyli pochodzący z tej samej grupy co SLS. W teorii trochę słabszy, ale jak jest naprawdę to ja nie wiem. Dalej znajdziemy substancje spieniające i niestety filmotwórcze(gdzie ja miałam oczy jak go kupowałam?!). Ponadto po zapachu natrafimy na sporo konserwantów i barwniki. Wg mnie, biorąc pod uwage jedynie skład, gdyby zamiast surfaktantu anionowego dać łagodniejszą substancję myjącą oraz gdyby nie było tylu substancji filmotwórczych, konserwantów i barwników byłby to szampon idealny(pod względem składu, przypominam). A tak mamy, co mamy. 

Działanie: I tutaj zaczynają się trudności, bo o ile w przypadku odżywek czy masek nigdy nie mam problemu z tym, co chcę powiedzieć, tak w przypadku szamponów zazwyczaj jest mi ciężko sprecyzować swoje zdanie. Na pewno przy pierwszych kilku użyciach byłam pod wrażeniem tego, że szampon pieni się bardzo, ale to baaardzo mocno. Oraz tego, że nie zostawia włosów suchych, ale takie przyjemnie nawilżone, jakby wciąż był na nich olej(ale nie ma, szampon bowiem świetnie domywa wszelkiego rodzaju oleje czy nawet naftę kosmetyczną). Ponadto nie plącze włosów. Niestety tendencją stało sie dla niego również to, że włosy i skalp ciężko było nim umyć. Trudno się go rozprowadzało w pobliżu skalpu, trudno było go spienić(nie lubię metody kubeczkowej). Również fakt, ża czasem myłam nim włosy dwa razy pod rząd nie należy do tych godnych podziwu, bo kilkakrotnie nie byłam pewna, czy wszystko z włosów zostało zmyte(czyt. olej), tak bardzo włosy były wilgotne, nawilżone po jego zastosowaniu. Tak więc taka mała rada na przyszłość, jakbyście zdecydowały się go kupić: nie trzeba myć włosów dwa razy, wszystko zostało z nich zmyte!
Co zaś spotykało mnie po umyciu? Włosy były świeże, lekkie, umyte. Niestety nie były odbite od skalpu, trochę za bardzo do niego przylegały, były potocznie mówiąc przyklapnięte :(  

Sam skalp zaś początkowo musiał chyba przyzwyczaić się do aloesu bądź betainy kokamidopropylowej, więc trochę na drugi dzień przed myciem swędział(ale nie jakoś dramatycznie, po prostu dwa czy trzy razy się musiałam podrapać). Jednak teraz, już pod koniec buteleczki ten efekt zniknął. Mogę więc z pewnością stwierdzić, że szampon nie podrażnił mojego skalpu, nie uczulił mnie, a włosy wypadają w mniejszej ilości. Wcześniej myślałam, że to za sprawą Jantaru, potem obwiniałam zmianę pory roku, ale prawda jest taka, że to chyba ten szmapon się do tego przyczynił.

Czy polecam? Tak, jesli jesteście ciekawe jak działa. Nawet wrażliwcy mogą spróbować, bo jeśli mnie nie uczulił, to już jest dobry znak. Jednak sama nie wiem, czy do niego wrócę, bo jak już wspomniałam ma on silnie myjącą substancję i kilka oblepiaczy... tak więc pokaże czas.

A Wy lubicie ten szmapon?

czwartek, 19 września 2013

Recenzja: Mocznik z ZSK

Witam serdzecznie. Dziś przyszła kolej na recenzję półproduktu z tego sklepu. A jest nim mocznik. Zapraszam.


Cena: 13,50zł za 150g. Fajnie, gdyby byłby tańszy, ale źle nie jest :)

Zapach: Brak i bardzo dobrze, bo przecież chodzi o to, żeby mieszać go z kosmetykami, które juz mają jakiś zapach, dzięki czemu nie gryzą sie one. 

Konsystencja: Sypki proszek, niestety zbryla się, co uważam za jego wadę. Jedyną, jak się zaraz okaże :) Ah, zapomniałabym- mocznik, jeśli świeci słońce bądź mamy zapalone światło cudnie mieni się, jak brokat! Nawet sam jego wygląd jest cudowny.

Zrobiłam zdjęcie z fleszem, ale nie wiem czy udało mi się oddać ten blask..
mój aparat nie jest tak dobry, jak bym chciała.

Opakowanie: Przeźroczyste, szczelne, plastikowe. Jestem na tak!

Wydajność: Zależna oczywiście od częstotliwości, z jaką półprodukt ten stosujemy oraz ilości, jakiej używamy. Ja mam go od kilku miesięcy i już się kończy( albo i dopiero ;). W każdym razie jak zamawiacie to odradzam tę najmniejszą pojemność i cieszę się, że ja jej nie zamówiłam.

Działanie: Od czego by tu zacząć... Chyba od tego, że nie ważne do czego dodamy mocznik - i tak nasze włosy zyskają blask! I to taki oszałamiający blask. Nie mówię o jaśniejszych refleksach, ale o wydobyciu naturalnego blasku, ukrytego potenccjału naszych włosów. I chyba za to przede wszystkim kocham mocznik. Jednak oprócz tego jest on humektantem, który wiąże wodę. Należy pamiętać, żeby nie przesadzać z dodawaniem mocznika w dużej ilości do kosmetyków, bo jego pożądane stężenie, w którym jest humektantem to 2-5%(tak podaje strona, z której go kupowałam), powyżej działa na naszą skórę złuszczająco. Nie, żebym ja używała go w produktach do twarzy czy ciała, ale i tak- z półproduktami należy obchodzić się ostrożnie! Tak więc: niewielka ilość dodana do maski do włosów czy odżywki, a nasze kosmyki staną się niesamowicie błyszczące, nawilżone i pokuszę się nawet o powiedzenie, że będa miały mniejszą tendencję do puszenia się. Jak widzicie niewiele trzeba czasu, nie potrzeba tez być włsomaniaczką żeby dodac włosom blasku. Wystarczy szczypta mocznika!

Z receptur własnych to wymyśliłam jedynie domykającą łuski włosa płukankę. Nie wiem, czy lubicie bawić się w płukanki, w każdym razie nawet jesli jesteście zdecydowanymi ich przeciwniczkami tę płukankę naprawdę, naprawdę polecam. Potrzebujecie:

1 litr wody
2ml łyżeczkę mocznika (może być 1ml lub kilka szczypt, to zależy od Was)
2 łyżki octu jabłkowego (moje mają 7ml)

Wszystkie składniki mieszamy i polewamy mieszanką włosy po spłukaniu odżywki/maski.  
Taka płukanka również nabłyszczy włosy(i to podwójnie, bo nie dość że mocznik cudownie je nabłyszcza, to dodatkowo domknięte łuski włosów sprawiają, że lepiej się one prezentują. I płukanka przez to, że nawilża i domyka łuski(tak, sprawdzałam pH i jest ono ok. 5) sprawia, że włosy zdrowiej wyglądają i łątwiej je rozczesać. 

Ja jestem absolutnie zauroczona działaniem tego półproduktu i jego jedynymi wadami jest to, że nie można go kupić stacjonarnie, więc dochodzą koszta przesyłki, to, że zbryla się oraz fakt, że jest mało stabilny. Oprócz tego- mój ideał!

A Wy lubicie mocznik?

czwartek, 12 września 2013

Recenzja: SCANDIC LINE LaStrada - Maska z proteinami mleka i miodu, Odżywka zakwaszająca

Witam serdecznie i zapraszam na recenzję mojej ulubionej maski, która towarzyszyła mi przez ostatnich kilka miesięcy :)


Cena: 16zł. Ja kupowałam pół na spółkę z koleżanką, więc około 8zł. Naprawdę niewiele, iwęc jak najbardziej na plus!


Zapach: Intensywny, troche utrzymuje się na włosach, a z pewnością jest w stanie roznieść się po mieszkaniu! Przypomina kawę, czekoladę... cappucino. Pachnie przepięknie, więc kolejny plus. 


Dostępność: Niestety, z tym już gorzej. Jedynie sklepy typowo fryzjerskie, hurtownie. Nie wiem jak jest w dużych miastach, może w drogeriach typu Hebe? 

Konsystencja: Ani za rzadka, ani za gęsta. Łatwo wyjąć kosmetyk z opakowania, nie spływa z rąk, ładnie i przyjemnie aplikuje się go na włosy, nie spływa z nich. Jest w porządku.


Wydajność: Pół litra wystarczyło mi na 2,5miesiąca regularnego używania(prawie co każde mycie miałam maskę na włosach). Jak dla mnie jesto to świetna wydajność, za co kolejny plus. 

Opakowanie: Duże, wygodne, zakręcane szczelnie. Ma duży otwór i bez problemu żeby wygrzebać resztkę maski z dna możemy włożyć w niego całą dłoń. Praktyczne, jestem znów na tak. 


Skład:


Aqua - Woda
Cetearyl Alcohol - Alhokol cetearylowy - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, wygładza włosa, tworzy na nim film
Cetrimonium Chloride - Czwartorzędowa sól amoniowa - nadaje połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, kationowa substancja powierzchniowo czynna
Propylene Glycol - Glikol propylenowy - humektant, nawilża, wygładza i ułatwia rozczesywanie
Panthenol - Pantenol, czyli wit. B5 - nawilża włosy, zmiękcza je, jednak jego stężenie w kosmetyku nie powinno być duże
Phenyltrimethicone - Silikon zmywalny łagodnym szamponem(czyli jest okej, bo ja i tak myję włosy łagodnym szamponem co mycie ;)
Hydrolyzed Milk Protein - Hydrolizowane proteiny mleka - hydrolizowane, czyli lepiej wnikające we włosa. Moje kosmyki uwielbiają proteiny mleka :) Świetnie je odbudowują i uzupełniają luki tam, gdzie trzeba.
Honey Extract (Mel) - Ekstrakt z miodu - humektant, nawilża włosy, może je rozjaśnić, moje włosy go uwielbiają.
Parfum - Zapach
Methylisothiazolinone - Konserwant
Methylchloroisothiazolinone - Konserwant
Lactose - Laktoza 
Benzyl Benzoate - Benzoesan benzylu - zapach, może uczulić!

Skład maski mnie zadowala, nie ma zbyt dużo substancji zapachowych(a jesli już to pod koniec) czy konserwantów. Nie ma parabenów. Ma tylko jeden silikon, w dodatku taki, który moje włosy lubią, a jest on zmywalny delikatnym szamponem. Zawiera to, co obiecuje producent, czyli proteiny mleka i ekstrakt z miodu, ponadto znajdziemy w tej masce laktoze i pantenol. Kosmetyk zawiera jeszcze kilka substancji, w tym dwie powierzchniowo czynne i jeden humektant. Jak dla mnie skład jest świetny, a za takie niewielkie pieniądze!

Działanie: I to jest oczywiście największa zaleta tego kosmetyku! Używałam tej maski na dwa sposoby: albo solo, albo na koniec, po nałożeniu innej maski bądź odżywki. I zawsze sprawdzała się znakomicie. Maska przede wszystkim wygładza moje włosy. Kiedyś miałam problem z odstającymi babyhairs, ale odkąd używam tej maski prawie zapomniałam, że kiedykolwiek moje włosy były niesforne! Ponadto kosmyki są bardziej lśniące i dociążone, przyjemnie nawilżone i odżywione. Nie puszą się! O wiele ładniej się układają, są zdyscyplinowane. A przede wszystkim nie obciąża ona włosów. Są przyjemne w dotyku, gładziutkie jak po silikonach, ale nie strączkują się jak po ich użyciu mają w zwyczaju moje włosy. Nie ma więc kłopotu z nakładaniem maski na włosy bliżej skóry głowy(ale nie na skalp). I jeszcze jedna zaleta maski- domyka łuski włosa, przez co naprawdę ułatwia rozczesanie ich. Ja zwykle rozczesuję włosy grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami, na mokro. Jednak bez jakiejkolwiek odżywki bez spłukiwania to był dramat, a i odżywki pomagały tylko w niewielkim stopniu. A ta maska, nawet po spłukaniu, działała cuda jeśli chodzi o rozczesywanie włosów! Było po prostu bezproblemowo, bo grzebień sunął po włosach i nie wyrywał ich. Jedyne, czemu nie dała rady to 5-6cm końcówkek, które po wyschnięciu były wyraźnie słabiej nawilżone od reszty włosów, ale jej to wybaczam. Moje włosy mimo regularnego używania nie przyzwyczaiły się do niej, więc jest to mój must have w kosmetyczce włosowej i już planuję zakup kolejnego opakowania, bo w tak krótkim czasie podbiła moje serce. Uwielbiam tę maskę!

A Wy używałyście kiedyś tej maski?

niedziela, 8 września 2013

Recenzja: Organiczny Olej Arganowy z ZSK

Witam serdecznie :) Dziś znów recenzja, tym razem oleju z ZSK.


Cena: Za swoje 30ml zapłaciłam 16,50zł + przesyłka. Do najtańszych to ten olej nie należy. 

Zapach: A raczej smrodek. Mój nos po odkręceniu koreczka czuje.. krowie placki. Niestety, nie jest to zapach który uważam za przyjemny, a utrzymuje się baaardzo długo, właściwie przez cały czas trzymaniu oleju na włosach. Nie przyzwyczaiłam się do niego. I ile recenzji czytałam, tak o zapachu nigdzie nie zauważyłam wzmianki ;/ A szkoda, bo bym sie przynajmniej psychicznie przygotowała. Jednym słowem: UWAGA, ŚMIERDZI!

Wydajność: Zależna od tego, ile go nakładamy. Mnie wystarczył na miesiąc. 

Dostępność: Swoją buteleczkę zakupiłam w tym sklepie. Jednak wiadomo, że w sieci są też i inne sklepy tego typu, a i stacjonarnie można podobno gdzieś wypatrzyć. 

Opakowanie: Typowe dla zsk, czyli buteleczka niczym po wodzie utlenionej z papierowym, zdzierającym się nadrukiem. 


Konsystencja: Płynna. Nie trzymałam oleju w lodówce, tylko w szafce. Ma delikatnie żółtawe zabarwienie. 


Skład: Argania Spinosa Kernel Oil czyli czysty olej arganowy

Działanie: 
*Jako odżywki b/s: użyłam oleju w tym celu kilka razy. 5-6 kropli wtarłam w ręce, roztarłam dłońmi przejechałam po mokrych włosach. Po wyschnięciu były świetne! Idealnie dociążone. Jednak radzę uważać, bo ten sposób sprawdzi się tylko u tych z Was, którym włosy ciągle gdzieś odstają, puszą się i bardzo trudno je dociążyć!
*Jako serum wcierane w końcówki: Działanie oleju zastosowanego w taki sposób mnie niestety zawiodło. Zaraz po wtarciu kilku kropelek końcówki miały ise co prawda świetnie, ale po kilku godzinach stawały się szorstkie i rozcapierzone. Nie wiem, co im nie pasowało, ale po kilku podejściach doszłam do wniosku, że to jednka olej. 
*Jako olej do olejowania: Używałam w tym celu 5ml tego oleju, nakładałam go na co najmniej 1h przed myciem. Nie próbowałam go zmywać odżywką, więc nie wypowiem się w kwestii jego zmywalności. Same włosy jednak od razu dociążał i widać było, że jest na nich olej. Jednak po kilkukrotnym olejowaniu nie zauważyłam różnicy w sensie pozytywnym, niestety w znaczeniu negatywnym dostrzegłam bez problemu, że: włosy stały się bardziej matowe, puszyły się oraz odstawały gdzie popadnie. 

Podsumowując, jak na tak rozsławiony olej, który kosztuje dość sporo zawiodłam się. Śmierdzi on okropnie(a nie jestem taka znowu delikatna, bo zapach kozieradki czy kosmetyków indyjskich wytrzymuję) a na włosach działa słabo. Zabiera im blask i powoduje puch. I to ma być coś wspaniałego? Nie dla mnie. 

A Wy lubicie olej arganowy?

środa, 28 sierpnia 2013

Recenzja: Farmona - Odżywka do włosów rumiankowa, włosy rozjaśniane i blond

Witam serdecznie i zapraszam na recenzję kolejnej odżywki z firmy Farmona, tym razem w wersji rumiankowej. 


Cena: Niewielka, można ją dostać za niecałe 10zł.


Zapach: Inny niż wersji lnianej, o wiele ładniejszy! Pachnie kwiatowo, rumiankowo, kosmetycznie, delikatnie, kremowo i kobieco. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby były perfumy o takim samym zapachu jaki ma ten kosmetyk! Niestety nie utrzymuje się on na włosach. 


Wydajność: Identyczna jak wersji lnianej, starcza na kilka użyć. 


Konsystencja: Również taka sama jak wersji lnianej- wodnista i może spłynąć z ręki. 


Opakowanie: Identyczne jak innych odżywek z tej seri :) Śliski, ale miękki plastik, który może wyśliznąć się z ręki. Wygodny dozownik, bardzo praktyczny bo nie ma kłopotów z otwieraniem nawet mokrymi rękami. Nie jest przeźroczyste więc nie widać, ile kosmetyku zostało. 

Dostępność: Również, jak przy innych odzywkach z tej serii, można je dostać w osiedlowych sklepach kosmetycznych. W Rossmannie nie znajdziecie :)

Skład: 



Aqua - Woda
Behentrimonium Chloride - substancja aktywnie myjąca, konserwant, antystatyk
Cetyl Alcohol - Alkohol cetylowy - emolient tłusty, tworzy film na włosie, przez co pośrednio nawilża
Cetrimonium Chloride -  Czwartorzędowa sól amoniowa - wygładza, zmiękcza włosy, ułatwia spłukiwanie kosmetyku
Propylene Glycol - Glikol propylenowy - promotor przenikania, humektant
Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract - Ekstrakt z kwiatu rumianku - wysusza włosy, rozjaśnia je, nadaje złociste refleksy
Glycerin - Gliceryna - humektant, może puszyć włosy
Inulin - Inulina - substancja kondycjonująca włosy
Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein - ?
Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch - ?
Ceramide 3 - Lipidy - zmiękczają i kondycjonują
Milk Lipids - Lipidy mleka - emolienty
Nutyrospermum Parkii (Shea) Butter - Masło Shea - lubią je szczególnie włosy niskoporowate, odzywia je i nabłyszcza, te o wyższej porowatości może puszyć
Lactic Acid - Kwas l-mlekowy - ma własciwości nawilżające
Hydroxyethylcellulose - Hydroksyetyloceluloza - substancja zagęszczająca
Disodium EDTA - substancja helatująca
Diazolidinyl Urea - konserwant
Iodopropynyl Butylcarbamate - Butylokarbaminian Jodopropynylu - konserwant
Parfum - Zapach
Coumarin - Kumaryna - imituje zapach wysuszonej trawy

Dla objaśnienia: podkreśliłam składniki, które w składzie miała również ta odżywka. Jak widać obie opierają się na tych samych składnikach, jednak w odżywce lnianej było jeszcze pare dodatków, ta jest jakby okrojoną wersją tamtej. Ma kilka konserwantów, substancje zapachowe, ale przed nimi znajdują się substancje aktywne. Niestety i w tej substancje myjące sa na przodzie składu, jest ich więc najwięcej. Ponadto ma kilka substancji, których działania puszącego włosy jestem pewna: gliceryna, rumianek, masło shea. Skład mnie rozczarował, zwłaszcza że, jak wspominałam wcześniej, nie różni się prawie wcale od odżywki lnianej..

Działanie: Jak pamiętacie badź tez nie wersją lnianą zachwycona nie byłam, ale nabłyszczałą włosy i jakoś(ledow bo ledwo, ale zawsze) mogłam z nimi wytrzymać. Niestety, ta odżywka przypomniała mi dlaczego nie lubię kosmetyków o takiej własnie nazwie. Otóż: jest lekka, nie dociąża włosów, a wręcz je puszy, nie nabłyszcza(raczej matowi), sprawia, że są szorstkie w dotyku i tak lekkie, że latają na wszystkie strony. Nie rozjaśnia włosów, mimo że rumianek stoi wysoko w składzie, nie nadaje im złocistych refleksów. Ba, nawet jesli po jej zastosowaniu nakładałam na włosy silnie dociążające kosmetyki, których działania jestem pewna, nie dawały one rady! 
Odżywkę nakładałam albo na 20min. pod folię i ręcznik, albo na 5 min. i spłukiwałam. Obojętnie na ile zostawiona działała tak samo. Ponadto obietnice producenta, jaokby był to produkt dla włosów rozjaśnianych i blond.. no cóż, jesli miał podkreślić jasne włosy- nie udało mu się to, jednak może, MOŻE po dłyższym używaniu i bardziej regularnym(mnie opakowanie wystarczyło na 5 użyć i nie bedę kupowac następnego) udałoby się jakieś jaśniejsze tony z włosów wydobyć. Jednak o ile się orientuję, tak włosy rozjaśniane i blond są z reguły bardziej porowate, tak więc potrzebują dociążenia, którego ta odzywka raczej im nie zapewni. 
Jak dla mnie to jest bubel! 

A Wy używałyście rumiankowej odżywki Farmony?