wtorek, 10 września 2013

Jak przestać prostować włosy?

Witam serdecznie. Dziś przychodzę z typowym postem-poradnikiem, który może zapewne niektórym z Was się przydać. No bo która z nas nie chciałaby mieć pięknych, zdrowych, lśniących i gładkich włosów? Jestem pewna, że większość z nas tego właśnie chce, a mniejszość po prostu sie tym nie interesuje :) No dobrze, ale jak to osiągnąć? Ktoś kiedyś wymyślił takie wspaniałe urządzenie o nazwie prostownica. Podłączamy do kontaktu, nagrzewa się, przeciągamy nią po pasmach włosów t voila. Cel osiągnięty. Ale czy rzeczywiście?

Ja niestety myślałam przez dłuższy czas, że tak właśnie jest i mam cudowne włosy. Bo nie wiem, czy wiecie, ale przez wiele lat namiętnie romansowałam z tymże urządzeniem. Prostowałam włosy codziennie, po parę razy bo przed każdym wyjściem z domu(ahh, te nieznośne włosy ciągle się odkształcały). Kilkukrotnie przejeżdżałam prostownicą po jednym paśmie włosów i trzymałam ją na nim stosunkowo długo. Co tam ostrzeżania innych, że to niszczy włosy. Przecież wyglądały tak cudownie, były wspaniale miękkie. A że prostownica była najtańsza z najtańszych(chyba 30zł za nią dałam) tym lepiej dla mnie, bo jak się zepsuła mogłam szybko kupić kolejną.
 "To niemożliwe, żeby niszczyła włosy. A jeśli nawet- przecież nie widać tego nawet, a ja wreszcie mogę wyjść z domu i wyglądać jak człowiek! Nie ważne czy niszczy czy nie włosy, jak i tak będę prostować je dalej." - myślałam nie zważając na nic. 

I po 5ciu latach trwania tej gehenny moje włosy zaprotestowały. Stały się sianem, literalnie. Nie pomagały żadne szapony, a ja postanowiłam zrezygnować z prostowania(no, nareszcie mózg się włączył!). Było to trudne, ale udało się! I udaje mi się wciąż, bo włosów nie prostowałam już od marca 2012 roku! 
W lutym powzięłam postanowienie, że przestaję, ale nie było to takie łatwe i kilka razy się złamałam i pomęczyłam włosy.
A jak to się stało, że w końcu całkowicie przestałam uzywać prostownicy?
1. Po pierwsze schowałam ją na samym końcu głębokiej i długiej szuflady, którą rzadko otwierałam, bo się zacinała. Tym samym korzystanie z prostownicy zaczęłam podświadomie łączyć z otwieraniem tego koszaru, co trochę mnie powstrzymywało, ale nie do końca.
2. Po drugie za każdym razem, keidy chciałam sięgnąć po prostownicę wyobrażałam sobie swoje włosy po uderzeniu w nie pioruna. Odstające na wszystkie strony siano. Działało, ale nie do końca..
3. Po trzecie dotykałam i patrzyłam na końcówki swoich włosów. Siano, suchota i rozpięciorzenia(bo rozdwojenia to to nie były). To działało najsilniej, ale nie tak jak..
4. Po czwarte: wyrzuć prostownicę! Albo daj ją koleżance albo sprzedaj. Nieważne jak, pozbądź się tego urządzenia!!

I nie powiem, chciałam parokrotnie podczas tego czasu wyprostować sobie włosy. Ale ze względu na brak urządzenia myślałam najpierw o kupnie prostownicy. A że nie chciałam aż tak bardzo szkodzić włosom patrzyłam na te bardziej profesjonalne egzemplarze, na które nie było mnie stać i tym samym odkłądałam zakup prostownicy.. A teraz wcale nie myślę już o kupnie prostownicy! Czas zrobił swoje, odzwyczaiłam się. Przed wyjściem wolę teraz kilka minut dłużej poczytać książkę czy porobić coś innego a nie marnować czas na prostowanie włosów, z którym schodziło mi ok. 30 min. Nie warto tracić swojego czasu ani niszczyć włosów! 

A Wy prostowałyście kiedyś włosy?

41 komentarzy:

  1. ja niestety także prostuje, mam wysokoporowate włosy, są gęste a do tego jeszcze się puszą i często sytuacja wygląda tak, ze prawa strona jest pofalowana, a lewa prosta...no muszę je prostować, natomiast staram się to robić jak najrzadziej, no i na małej temperaturze. Mam profesjonalną prostownicę fryzjerską z Tondeo, z której jest bardzo zadowolona i nie doprowadziła ona moich włosów do siana, choć nie powiem, że włosy są w jakimś super stanie, są po prostu okej:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też kiedyś codziennie prostowałam włosy.. a potem zrobiłam trwałą, potem trwała zeszła i włosy stały się idealnie proste :D więc u mnie problem sam się rozwiązał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jaka przygoda, kto by pomyślał! :D

      Usuń
  3. Prostowałam, tanią prostownicą z allegro :D Ale stwierdziłam, że to bez sensu, kiedy włosy i tak mi się wywijają i żyją wlasnym życiem, a mnie szkoda było pieniędzy na lepszą prostownicę. A potem w ogóle się popsuła, więc jeszcze lepiej dla mnie ;) wyprostowałam raz grzywkę w ciągu ostatnich trzech lat. Potem zaczęłam ją tak podcinać, że mi się nie wywijała i byłam zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prostowałam, prostowałam aż pewnego dnia stwierdziłam, że już nie będę prostować - prostownica leży tam gdzie leżała, ale nawet mnie nie kusi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cały czas prostowałam włosy, aż natrafiłam na blogi włosomaniaczek.
    Prostownica poszła w kąt i postanowiłam ,,przecierpieć'' początkową szopę na głowie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jestem twarda;) Lezy na widoku w lazience na parapercie i codziennie prostuje grzywke, a odkad postanowilam, ze nie bede prostowac reszty ani razu sie nie zlamalam;) Ja mialam wczesniej boba i zawsze chcialam by byl gladki, wiec i powod byl;) Ja na szczescie mialam (mam) prostownice, ktora kosztowala ok. 350 zl i miala tone funckcji, wiec tak zle nie bylo z moimi wlosami;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja nigdy regularnie nie prostowałam ale robiłam coś gorszego-rozjaśniałam;)
    co do Twojego komentarza u mnie to miałaś szczęście,że u Ciebie wypadanie przeszło-ja nadal walczę...

    OdpowiedzUsuń
  8. ja już nie prostuje od roku, kiedyś prostowałam codziennie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. hmmm wiem co prostownica robi z moimi włosami, używam ją od święta,
    Zamknąć w szufladzie na 4 spusty, hmmm nie dam rady. choć uzywanie jej bardzo ograniczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. ja kocham proste włosy,ale tez staram się nie używać zbyt często prostownicy pomimo tego, ze mam naprawdę dobra, ale czytałam gdzieś na blogach i naturalnym prostowaniu przy użyciu naparu z szałwii :)

    OdpowiedzUsuń
  11. używałam tak namiętnie jak Ty z tym ze lat 3 ... mam ale nie używam i ciesze się że zaczęłam pielęgnacje gdyż teraz po naturalnym wysuszaniu same ładnie się układają są lśniące i mięsiste... ..bez prostowania..

    OdpowiedzUsuń
  12. Prostowałam, prostowałam, oczywiście w czasach gimnazjalnych :P na szczęście od zawsze mam problemy ze wstawaniem wcześnie rano i po miesiącu nie miałam już siły, żeby wstać wcześniej tylko po to, żeby je wyprostować. Od tamtego czasu używałam jej sporadycznie. Ostatni raz użyłam jej 3 lata temu. Leży sobie w szafce, nawet w dobrym stanie, ale jakoś mnie nie kusi.

    OdpowiedzUsuń
  13. prostowałam przez 5-6 lat, ale opamiętałam się i kocham swoje fale :D gratuluję odstawienia, prostownica to jedno wielkie zło :>

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś prostowałam codziennie nawet kilka razy tak jak Ty i ten stan trwał kilka lat. Na początku pielęgnacji odstawiłam ją precz na kilka miesięcy, teraz czasem prostuję jednak zachowuję umiar i zabezpieczam włosy. Już nie mam obsesji na punkcie idealnie prostych włosów. Często wystarcza mi wysuszenie na szczotce. Można przestać prostować, ale trzeba mieć porządną motywację ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dawniej prostowałam dosyć często, teraz o wiele wiele rzadziej, ostatnio bodajże dwa miesiące temu - moja zasada: wszystko jest dla ludzi, tylko z umiarem ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. nigdy nałogowo, bo moje włosy się buntują i po 30 min wracały do stany wyjscia. Tak samo z kręcemien godzinka i nie ma nic z loka. Wiec nie wiedząc żadnych efektów wolałam chodzić w kucyku, niż tracić czas na coś czego po dojeździe do szkoły i tak nie było widać. Mam moją prostownicę jeszcze (profesjonalną, ceramiczną, drogą) ale sobie leży. Jak najdzie mnie ochota to wypristuje ale tak 4-5 razy w roku to się zdarza.

    Próbowałaś płukanki z szałwii? Mi trochę prostuje włosy (oczywiscie efektu prostownicy nie będzie ale coś widać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam płukanki z szałwii, niestety moje włosy stają się sianem po kontakcie z ziołami.

      Usuń
  17. prostowałam, na szczęście nie codziennie ( raczej z lenistwa, aniżeli z troski o włosy). Prostownicy nie wyrzuciłam, nadal korzystam, ale baaardzo sporadycznie (może 2 razy w roku).

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, prostowałam przez 3 lata codziennie :) Ale oddałam siostrze i już od dawna nie prostuję, pokochałam swoją falowaną naturę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja prostuje włosy od ok. 16 lat i ciężko mi się rozstać z moim urządzeniem, bo nie było ono tanie... Tobie jednak gratuluję i mam nadzieję, że dojdę do tego co Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Też miałam przygodę z prostownicą, ale dotyczyło to tylko grzywki. Teraz ją zapuszczam i jest tak niesforna, że mam ochotę potraktować ją prostownicą... Mam nadzieję, że jakoś wytrzymam. ^^

    OdpowiedzUsuń
  21. O tak, ja prostowałam 10 lat. Od dwóch lat nie prostuję, zdarza mi się tylko prostowanie przodu, przy samej głowie, chciałabym z tego zrezygnować, ale nie lubię tych dziwnych pofalowań. Kolor włosów masz piękny, zawsze taki chciałam, też jestem ruda, ale jaśniejsza, pozdrawiam, Sylwia.

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj tak tak ! Ale zawsze starałam się unikać prostownicy jak najabrdziej tylko się da. Teraz prostuje ,ale tylko wtedy ,gdy muszę albo idę na jakąś imprezę. Czasami uzywam jakieś osłonki na włosy przeciw wysokim temperaturom ,aczkolwiek słabo wierze w ich działanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Prostowalam namietnie ;) Przestalam, kiedy trafilam na blogosfere, polepszylam olejowaniem forme wlosow i stwierdzilam, ze wole walczyc o skret, niz ze zniszeniami po prostownicy ;)Obecnie falowane wlosy podobaja mi sie o wiele bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety nie, ale wolę mieć zdrowe włosy nić proste siano :D

      Usuń
  24. Oj znam to. Pierwsza prostownica kupiona za 40zł w gimnazjum. Miałam długie, puszące się i falowane włosy. Były zdrowe tylko ten puszek... Aż tu. odkryłam narzędzie tortur. Codziennie, czasem kilka razy dziennie. Stan wĺosow przed prostowaniem tragiczny. Włosy się dosłownie sypały. Opamiętałam się po kilku latach. Obcielam włosy. Dostałam od siostry cudo z dobrej firmy. I znów prawie to samo. Dlaczego prawie? Otóż tylko kilka razy w tygodniu, albo nawet w miesiącu. Jednak włosy piękne nie były. Wyrzuciłam to dziadostwo i wytrwale zapuszczam zdrowe włosy. Jest o wiele lepiej chociaż teraz korci mnie ponowne kupno. Taka mała prostownica do zadań specjalnych. Tylko do grzywki. Sięga do linii ust ale tak bardzo przeszkadza. Spinać do góry czy na bok nie lubie bo wtedy twarz mam jak księżyc w pełni:p No ale jeszcze trochę się z nią pomęcze. Włosy szybko rosną. Dam radę!:-)
    Zaakceptujcie swoje naturalne włosy! Szkoda niszczyć tego cuda, które dała nam natura.
    Magdeusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja historia niestety jest bardzo zbliżona do mojej..
      Dlatego w pełni popieram Twój przekaz!

      Usuń
  25. Miałam ten sam problem, z tym że mi doszło jeszcze osłabienie organizmu odchudzaniem

    OdpowiedzUsuń
  26. Włosy jak po uderzeniu pioruna? Haha no cóż zawsze to jakaś metoda :D Ja swoją prostownicę sprzedałam, a drugą (tak miałam nawet dwie :c) oddałam mamie. Szczerze mówiąc kiedy zaczęłam o nie dbać i widziałam jakieś efekty pielęgnacji, a potem przypominałam sobie stan włosów po wyprostowaniu to nawet mnie nie korciło, żeby wyprostować ;)
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
  27. ja też kiedyś notorycznie prostowałam włosy.. sensu to najmniejszego nie miało, bo same się szybko lokowały z powrotem i długie minuty prostowania szły na marne.. a włosy po d.. dostały :/

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja pierwszy raz trafiłam na prostownicę jakieś 10 lat temu - nie trudno się chyba domyślić ze były to wtedy niezbyt zaawansowane technicznie urządzenia :P Namiętnie stosowałam ją przez około 6-7 lat... codziennie :( No i masz babo... siano na głowie. To naprawdę szkodzi włosom - moje są kruche i łamliwe :( Teraz czekać muszę aż naturalki odrosną.

    OdpowiedzUsuń
  29. No proszę! Kto by pomyślał, że to może uzależnić! Niestety nie wiem co oznacza prostowanie włosów, ponieważ moje to chyba najgrubsze druty, których nie da się zawinąć! Czasami mam ochotę 'przyodziać się' w loki niestety kończy się to fiaskiem:( Pozdrawiam Pola <3

    OdpowiedzUsuń
  30. ja tak samo miałam :) nie mogłam po prostu wyjśc z domu z lekko falowanymi włosami bo wydawało mi się, ze to beznadziejnie wygląda :D a prostowałam bo nie miałam ani prostych włosów ani kreconych (o jakich zawsze marzyłam) :D
    do czasu aż nie zepsułam mojej prostownicy i nie musiałam jej oddać na tydzień do naprawy :) to był prawdziwy detoks dla moich włosów i po tym czasie z wielką radością stwierdziłam, że moje nijakie włosy naprawde się kręcą :D
    prostownicy z naprawy już nigdy nie odebrałam... :D

    OdpowiedzUsuń
  31. ja od 5ciu lat prostuję, od czasów gimnazjalnych i nie mogę się od tego oderwać, a bardzo bym chciała, kiedyś mialam piekne proste włoski przede wszystkim zdrowe, odkąd uzywam prostownicy sa beznadziejne, układaja sie na rózne strony, mama mnie kiedys przed nia ostrzegała, że to niszczy wlosy, ale ja nie słuchałam i mam co chciałam.. jednym słowem potrzebuje jakiejś motywacji :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja prostować zaczęłam w 1gimnazjum, raz mi siostra pokazała, no i chodziłam do niej codziennie rano żeby mi wyprostowała, pózniej mi ja dała :) codziennie przed szkołą myłam włosy, suszyłam, a pózniej prostowałam, po jakimś czasie moje wlosy stały sie suche, bez zycia, nie pomagaly zadne odzywki ani szampony, kiedy tylko wyszlam na pole w czasie deszczu - no, wiecie.. zrobilo sie totalne siano, nie bylo ani sladu ze wlosy prostowalam, strasznie zle sie czylam tak... i trwala ta meczarnia 5 lat, teraz z perspektywy czasu bardzo zaluje, mama tez mnie przestrzegala ze prostownica niszczy wlosy, miala rację, kiedys mialam piekne, dlugie, zdrowe włosy, dzis potrzebuja sporo pielegnacji zeby doszly do siebie. Zrobiłam sobie wloncu postanowienie, robie to dla mojej kochanej mamy i dla mojego faceta - KONCZE Z PROSTOWANIEM i jest mi z tym dobrze ;) wcale tak zle nie wygladam, wystarczy tylko spiac jakos wlosy zeby dobrze sie czuc i OK :) radze wam wszystkim nie zaczynajcie uzywac prostownicy, w przyszlosci bedziecie zalowac tak jak ja teraz :)

    OdpowiedzUsuń

Tutaj obowiązuje jedna zasada: NIE CZYTAŁAŚ - NIE KOMENTUJ.
To naprawdę widać. I nie zachęca do odwiedzenia Twojego bloga :)

Poza tym- na wszystkie komentarze i pytania postaram się odpowiedzieć.
Zapraszam do komentowania i dziękuję za każdą opinię.