poniedziałek, 30 września 2013

Podsumowanie wrześniowej pielęgnacji włosów

Witam serdecznie wszystkie czytające! Dziś przychodzę do Was ze zdjęciową aktualizacją-podsumowaniem wrześniowej pielęgnacji włosów. 

Jeśli zaś chodzi o same włosy, to we wrześniu zachowywały się.. znośnie. Wypadały w średniej ilości, czasem się puszyły, czasem były jakieś zbyt obciążone, ale ogółem zachowywały się jak normalne włosy, jakby zapomniały że mają wysoką porowatość i są kręcone(chodzi o manierę, nie o wygląd). I w zasadzie tylko tyle mogę Wam o nich napisać, bo nie przysparzały mi wielkich kłopotów. Nawet odważyłam się użyć kilkakrotnie silikonów i nie skończyło się to wielkim dramatem. Obecnie jednak zmieniłam miejsce zamieszkania, a co za tym idzie woda, w której moje włosy są myte również uległa zmianie- stała się zdecydowanie twarda, wcześniej była twarda w o wiele mniejszym stopniu(nie jestem w ytej kwestii ekspertem, po prostu w Warszawie woda jest tragiczna. Tak więc costawiam Was z filmikami i zdjęciem, oceniajcie same. A, jeszcze jedno- przepraszam za jakość! 
Trzymajcie się ciepło w te jesienne wieczory, pozdrawiam :)





sobota, 28 września 2013

Recenzja: Organic Shop - Maska do włosów miodowe awokado vel. awokado i miód

Witam serdecznie! Dziś zapraszam Was na zapoznanie się z moją opinią na temat tej rosyjskiej maseczki do włosów, której nazwa nie jest tak jednoznaczna, jakbym tego chciała. Dlaczego? Otóż w wersji polskiej nazwa została przetłumaczona jako "miodowe awokado", natomiast już w wersji angielskiej na opakowaniu jest napisane wyraźnie "awokado i miód". Jak jest naprawdę i czy maseczka polubiła się z moimi rudzielcami? O tym poniżej :)


Cena: Ja za opakowanie o pojemności 250ml w tym sklepie zapłaciłam ponad 20zł, jak więc na taką objętość jest to wysoka kwota. Można kosmetyk zakupić w innej cenie w innym miejscu w sieci, jednak ja kupując planowane inne kosmetyki szukałam opcji najtańszej i ta taką była.


Zapach: Chemiczny, sztuczny, trochę przypomina awokado. Jak dla mojego nosa jest zbyt nieprawdziwy, żeby mógł mi się podobać, ale da się wytrzymać. Nie zostawał na moich włosach całe szczęście.


Opakowanie: Przeźroczyste, eleganckie, poręczne, łatwe w obsłudze i szczelne, czyli jestem na tak, bo jest ładne i funkcjonalne. Naklejki się nie zdzierają mimo użytkowania, naprawdę mi się podoba!


Konsystencja: Gęściutka, przez co trochę trudno się na włosach kosmetyk rozprowadza, ale jakoś da się to zrobić, zwłaszcza że ma przyjaźnie i smakowicie wyglądający zielonkawy kolorek. Ja wolę trochę rzadsze kosmetyki, które łatwiej nałożyć na kosmyki, ale przeżyłam.


Wydajność: Dzięki zbitej, gęstej konsystencji maska starcza na długo. Kupując ją nie byłam do końca przekonana, ale skład i polecenie innej blogerki(dzięki Mariolka ;) przesądziło sprawę. I nie żałuję, bo te 250ml starczyło na 7 użyć, co dla mnie jest nieziemskim wyczynem. 

Dostępność: Internetowe sklepy, chociaż podobno w większych miastach można już spotkać rosyjskie kosmetyki stacjonarnie. Mimo wszystko dostępność jest tragiczna jak dla mnie.


Skład: 
Aqua with infusion of Organic Persea Gratissima (Avocado) Oil -  Woda z dodatkiem Oleju awokado. Chyba wszystkie rosyjskie kosmetyki mają wodę z dodatkiem czegoś na pierwszym miejscu. I nie powiem, podoba mi się to. Olej awokado używam teraz również solo i póki co się dobrze spisuje, w tej mieszance nie było inaczej.
Honey Extract -  Ekstrakt z miodu - Moje włosy miód lubią, w tej mieszance nie jest inaczej. Miód jest humektantem, czyli wiąże wodę we włosie, ale żeby ona się w nim utrzymała potrzeba emolientów, tj. olei, które w tej masce też znajdziemy. Jak miło! A, miód może też rozjaśnić włosy, ale ja niczego takiego nei zauważyłam(niestety), więc ciemnowłose mogą spokojnie używać. 
Cetearyl Alcohol - Alkohol Cetearylowy - Emolient tłusty, poprawia rozczesywalność, tworzy na włosach film, to ten dobry alkohol
Behentrimonium Chloride - konserwant, substancja antystatyczna
Cetyl Ether - ?
Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - antystatyk, wygładza, wzmacnia włosy, ułatwia rozczesywanie
Prunus Amygdalus Dulcis Oil - Olej ze słodkich migdałów - Miałam buteleczkę czystego i się nie sprawdził niestety, za to w tej mieszance jakoś nie daje efektu postrzelenia piorunem.
Hydrolyzed Keratin - Hydrolizowana keratyna - proteina, a że hydrolizowana jest, to lepiej wnika we włosa. Moje się z nią lubią(mam półprodukt, więc wiem ;). Miło, że jest przez zapachem!
Parfum - Zapach
Benzyl Alcohol - Alkool Benzylowy - konserwant
Benzoic Acid - Kwas Benzoesowy - konserwant
Sorbic Acid - Kwas sorbinowy - konserwant
Citric Acid - Kwas cytrynowy - konserwant

Skład jest moim zdaniem baaardzo dobry. Znajdziemy w masce trzy oleje, ekstrakt z miodu i hydrolizowaną keratynę. Ponadto kilka antystatyków, konserwanty. Co prawda tych ostatnich jest dużo, dlatego NIE POLECAM NAKŁADAĆ NA SKALP, SZCZEGÓLNIE WRAŻLIWCOM I ALERGIKOM, ale na długość jak najbardziej się całość nadaje. Jestem na tak!

Działanie: Czyli najważniejsze, co mam powiedzieć. Otóż od tej maski nie oczekiwałam zbyt wiele. Co prawda miałam malutką, cichutką nadzieję że sprawdzi się ona na moich włsoach, ale nic szczególnie sprecyzowanego to nie było, a ja ja w każdej chwili dodatkowo uciszałam. 
Maskę nakładałam na 20-30min pod folię i ręcznik. Trzy razy nałożyłam jak odżywkę, czyli na 10 min podczas brania prysznicu. Działanie kosmetyku niczym się na włosach nie różniło. Ponadto nie wrzucałam do maski żadnych półproduktów, więc moja opinia jest niczym niezmącona. 
A jaka jest ta moja opinia? No właśnie- maska nie jest zła! Chociaż działa specyficznie.. Z pewnością trudno ją nałożyć na włosy poprzez gęstą konsystencję, o czym już wspominałam. Ale włosy po wyschnięciu są miękkie, da się je rozczesać(nic szczególnie spektakularnego, ale jednak). Ponadto błyszczą się w normie, nie są napuszone. Niestety są bardziej sztywne, przez co gorzej się układają. Raz maska spowodowała ich rozprostowanie, co mi sie nie spodobało. Włosy są lekkie, ale nie pusza się po jej użyciu, są gładkie. Z kolei na drugi dzień.. Włosy są bardziej dociążone! Maskę nakładałam od ucha w dół i dlatego zauważyłam różnicę, bo włosy przy skalpie były bardziej "fruwające", a te na dole były takie zdefiniowane i przyjemnie nie-napuszone, z czego byłam zadowolona. Jeszcze nie spotkałam się z kosmetykiem, który działam podobnie. Ja jestem na tak i dlatego polecam ten kosmetyk tym z Was, które jak ja mają włosy trudne do obciążenia.

A Wy lubicie rosyjskie kosmetyki?

czwartek, 26 września 2013

Podsumowanie wakacyjnego bana zakupowego

...czyli nowe nabytki z ostatnich kilku miesięcy. Bo, jako że studenci mają dłuższe wakacje, moje kończą się teraz. Najwyższa więc pora na przedprzeprowadzkowe podsumowanie, co w moich kosmetycznych(nie tylko włosowych zbiorach) pojawiło się nowego. 
Serdecznie zapraszam.


Od lewej:
1. Szampon Olsson - Nie kupiony, bo zdecydowałam się na współpracę z firmą Olsson(to nie jest polska firma, dlatego mozecie jej nie znać- ja jej wczesniej nei znałam). Szampon, o dziwo, spisuje się dobrze- to słowem wstępu, bo jest nieziemsko wydajny i recenzja pojawi się w październiku.
2. Odżywka Olsson - Również w ramach współpracy się u mnie pojawiła, o niej będę miała chyba trochę mniej pochlebne zdanie aniżeli o szamponie. 
3. La roche Posay - Krem żel suchy w dotyku SPF 50 + - Drugie opakowanie tego kremu, bo Vichy już z półek w aptekach zniknęło. Jednak ten filtr też jest całkiem w porządku i chyba doczeka się nawet osobnej recenzji. 66zł (gratis była również woda termalna, ale oddałam koleżance)
4. La Roche Posay - Pianka oczyszczająca - Przy zakupie kremu z filtrem od La Roche Posay dostałam katalog. Wypełniłam z niego kartę, zatrzymałam paragon i następnego dnia udałam się po odbiór prezentu. 
5. La Roche Posay - Woda termalna - Historia taka sama jak przy piance, tak więc oba kosmetyki nic mnie nie kosztowały :)


Od lewej:
1. Isana - Krem do rąk z 5% mocznikiem - Mój absolutny, tani, wydajny must have. Pojawi się też w denku wrześniowym, tam więcej o nim napiszę. 4,99zł
2. Tisane - balsam do ust - Kolejny must have na jesienno-zimowy okres. Moje usta niestety są bardzo wymagające i to jedyny kosmetyk, który mi pomaga. 10zł
3. Revlon 11- Ivory (do cery tłustej i mieszanej) - Używam go już od ponad roku i bardzo lubię. To wydajny fluid i jeden z niewielu, który wpasowuje się w kolorystykę mojej skóry. I mimo, że staram się prawie nie malować(odkąd zaczęłam regularnie używać kremy z filtrem to nie jest żadnym wyczynem!) to jednak miałam kilka rozmów kwalifikacyjnych i trzeba było jakoś sie pokazać :) 38zł
4. Acne-Derm - Jesień przyszła, tak więc atakuję twarz kwasami. Póki co 20% kwasem azaleinowym Zaletą tego kosmetyku jest to, że kosztuje o wiele mniej od braci mających działać tak samo. 24zł
5. Manhattan - Soft Mat Loose Powder (01 Naturelle) - Kiedyś używałam tego samego pudru, tyle że w kamieniu. Jestem ciekawa, jak się spisze. Poza tym to jeden z niewielu kosmetyków kolorowych, który pasuje do mojej karnacji. 30zł
5. Eau de toilette Gucci Guilty pour femme - Marzył mi się ten zapach od ponad roku, ale że ja zużywam perfumy w ślimaczym tempie(30ml na 1,5 roku) więc musiałam trochę poczekań z ich kupnem. Uzbierałam w międzyczasie wystarczającą kwotę(niestety są nieziemsko drogie), a że z Flesz'em w ostatni weekend była zniżka i zbliżają się moje urodziny- zrobiłam sobie prezent, a co! ;) 215zł

Razem: 387,99zł

Łał, zaskoczyła mnie ta kwota ostateczna. Trochę dużo wydałam.. Ale i tak czuję się usprawiedliwiona. Nie kupiłam niczego "nadprogramowego", tylko najpotrzebniejsze rzeczy + prezent urodzinowy. Jestem z siebie zadowolona, bo to zakupy z 3 czy 4 miesięcy! :) 

A Wy co nowego kupiłyście w ostatnich miesiącach? Czy tak jak ja starałyście się ograniczać?

PS. Pojutrze przeprowadzam się do Warszawy. Nie mam pojęcia czego spodziewać się po studiach, tak więc nie wiem jak często będą pojawiał się wpisy i będę odwiedzała Wasze blogi. Postaram się, żeby było to jak najczęściej, ale nic nie obiecuję. A tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego jesiennego wieczoru.