Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aloes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aloes. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Kilka krótkich informacji


Witajcie. Chciałam podzielić się z wami kilkoma informacjami kosmetycznymi i nie tylko.  Najpierw może zacznę od tych stricte kosmetycznych. Otóż wybrałam się na zakupy do Kaufland'u, typowo spożywcze. No ale nie byłabym sobą nie zaglądając przy okazji na dział z kosmetykami. Zaglądam, patrzę i oczom nie wierzę! Znalazłam tam dwie perełki i postanowiłam, że muszę rozgłosić to światu. 

Pierwsze, na co wpadłam, to Żel pod prysznic z firmy K-classic do skóry wrażliwej z pantenolem i aloesem. Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym nie chciała zweryfikować obietnic producenta i sprawdzić, czy te składniki nie znajdują się przypadkiem na samym końcu składu. Odwracam buteleczkę i moim oczom ukazuje się skład. Na pierwszym miejscu oczywiście jest woda, drugie zajmuje Sodium Laureth Sulfate, trzecie Cocamidopropyl Betaine, czwarte Sodium Chloride, ale.. potem jest ekstrakt z liści aloesu, a tuż za nim pantenol. Oniemiałam jeszcze bardziej, kiedy sprawdziłam cenę: 2,50zł. Oczywiście, jako że to była promocja, nie mogłam nie wciąć kosmetyku ze sobą :) Niedługo z pewnością zacznę jego używanie, zarówno do mycia ciała, jak i włosów i z pewnością zdam wam relację.

 

Drugi kosmetyk, którego zobaczenie w sklepie wprawiło mnie chyba w jeszcze większe zdziwienie, to była odżywka do włosów Timotei Złociste Refleksy. Używałam tej odżywki 6-7 lat temu i była niesamowita, niestety producent prawdopodobnie wycofał ją z Polski. Włosy miałam po niej gładkie, mięciutkie(co prawda nie przeszły jeszcze tak wiele jak moje obecne kosmyki, ale uważam, że powinna się i teraz sprawdzić), a regularne używanie poskutkowało ich rozjaśnieniem o 2-3 tony! Teraz, będąc bardziej świadomą włosomaniaczką postanowiłam jednak sprawdzić skład tego cudeńka. Oto, co zobaczyłam: Kilka emolientów, jeden silikon, PEG łatwo zmywalny wodą(im większa liczba tym łatwiej zmyć dany PEG), a pośrodku składu miód i rumianek, a po nich substancja chelatująca włosy. Powiem wam szczerze, że już nie mogę się doczekać, aż zacznę używać tej odżywki, bo strasznie za nią stęskniłam(przez te 6 lat bezskutecznie jej poszukiwałam). W dodatku chyba wrócę do tego sklepu i kupię kilka buteleczek zapasu, bo zajrzałam też na stronę Timotei i w Polsce te produkty powinny chyba być niedostępne. Z kolei wyświetlają się np. na stronie hiszpańskiej producenta. W każdym razie niedługo zacznę walkę o naturalne rozjaśnienie włosów(dążę do żółto-rudych włosów, ale pomarańcz też mnie zadowoli) i z pewnością wykorzystam ten kosmetyk.


Trzecia i już ostatnia kosmetyczna informacja/ciekawostka dotyczy sławnego Hegron'u- odżywki do mycia włosów(której osobnej recenzji możecie się spodziewać niebawem). Otóż zawsze kupowałam tą buteleczkę z różowym korkiem, ale coś mnie zaciekawiło i sięgnęłam też po tą z korkiem fioletowym. Z przodu różnił je tylko napis "do spłukiwania" i "bez spłukiwania". Z kolei z tyłu... składem nie różnią się wcale! To dość śmieszne i trochę niedorzeczne, ale jednak prawdziwe. Więc nie rozumiem też fenomenu włosmaniaczek dzielących się na te preferujące bardziej Hegron'a różowego od fioletowego bądź odwrotnie.




A teraz coś tylko dla blogerek. Do tej pory informacje na innych blogach i stronach internetowych  o "plikach cookies" traktowałam jako denerwujące banerki. Jednak przypadkiem trafiłam na bloga Pompon.'a (której to za pomoc bardzo dziękuję! ;* ). I ona mnie uświadomiła w tej kwestii. Niestety, blogerki też muszą taką informację na blogu zamieścić, m. in. dlatego, że jest taka opcja "Obserwuj bloga", "Archiwum" czy też "Popularne posty". Oczywiście to nie wszystko, ale ja jestem totalnie głupia jeśli chodzi o komputery, blogi i internet, więc tłumaczę to tak najprościej. Po więcej informacji zapraszam oczywiście na blog tej kochanej dziewczyny, gdzie wszystko jest bardziej szczegółowo i profesjonalnie wyjaśnione. Zachęcam też do prześledzenia komentarzy pod tym jej wpisem, jeśli nie znajdziecie satysfakcjonujących informacji. Ja jeszcze może objaśnię laikom totalnym, co i jak trzeba zrobić, żeby informację o plikach cookies na swoim blogu zamieścić. Otóż wchodzimy na stronę, kopiujemy kod napisany czerwoną czcionką, następnie wchodzimy w bloggera i swojego bloga. W głównym menu klikamy "UKŁAD", dodajemy gadżet "HTML" i w jego treści wklejamy ten skopiowany kod. Klikamy zapis i gotowe.  A włosomaniaczce jeszcze raz, z całego serduszka, dziękuję.

Mam nadzieję, że informacje okażą się dla Was przydatne :)

Słyszałyście już o plikach cookies? A może też stęskniłyście się za odżywką Timotei? Wiedziałyście że odżywki Hegrona mają identyczny skład? 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Haul z półproduktami, czyli pierwsze zamówienie z zsk


Wszyscy mają półprodukty- mam i ja. Z zamówieniem półproduktów z tego jakże popularnego wśród blogerek sklepu internetowego zbierałam się już rok. A to nie miałam pieniędzy, a to nie miałam czasu, a to nie chciało mi się przysiąść i ustalić, co warto wypróbować, a co nie, co jest mi niezbędnie potrzebne, a bez czego mogę się obyć. I tak mi się żyło, aż do teraz. Bo w końcu skończyłam z wymówkami, weszłam do sklepu i zrobiłam zamówienie. Przyszło po paru dniach- nie było to wcale tak krótko, jak wszyscy utrzymują. Wiele osób wspomina też o jakichś gratisach przy dużych zamówieniach. Moje nie było takie znowu małe, wydałam w tym sklepie prawie 200zł, ale jakoś obyło się bez darmowych rzeczy. Zawsze mam szczęście :)


Kupiłam:


Hydrolizowany kolagen i elastyna - użyłam tylko raz i doczekałam się puchu na włosach. Co było dziwne, bo moje włosy lubią proteiny, wręcz kochają, a to przecież proteina. I wcześniej kilka razy pod rząd je nawilżałam. Ale cóż poradzić, wariują kochane.
Jestem za to ciekawa efektów na buźce, bo może będzie lepiej.



Ekstrakt z karnityną, argininą i kofeiną -
pokładam w tym produkcie duże nadzieje. Jeśli nie sprawdzi się na włosy, to może chociaż na skórę głowy. Fajne jest to, że ma długi termin ważności- aż rok.

Hydrolizat keratyny - podobno dla wysoko porowatych włosów z reguły nie jest dobry, ale to tylko 15 ml, więc jakoś sobie poradzę. Bo raz, że moje włosy nie stosują się do żadnych reguł, a dwa- moje paznokcie pewnie będą wdzięczne za nasmarowanie ich keratynką.





Mleczko pszczele w glicerynie - Użyte dwa razy i nie do końca się sprawdziło. Mam
jednak buteleczkę 60ml, więc pewnie znajdę dla niego jakieś dobre zastosowanie,w którym będzie się sprawdzało.






Aloes zatężony 10x - Po kilkukrotnym użyciu już go uwielbiam. Dodawałabym go z
chęcią i powodzeniem do wszystkiego, ale można go dodawać dużo, a nie chcę, żeby szybko się skończył.



L-cysteinę - Moja faworytka, chociaż śmierdzi. Ale ostatnio jakoś się na nią uodporniłam źdźebko, więc już niestraszny mi smrodek! L-cysteino- działaj! Bo Twe działanie ubóstwiam!








Mocznik - Moim włosom go trzeba, dużo i ciągle. Bardzo się polubiły z tym panem. Idealnie nabłyszcza i nawilża.




D-panthenol 75% - Nie do końca wiem, co moje włosy o nim myślą. Czas pokaże. Plusem jest to, że wolno go ubywa, bo można go dodawać jedynie w małym stężeniu.









Olej makadamia - jeszcze nieużywany, teoretycznie dobry dla wysoko porowatych włosów.








Olej ze słodkich migdałów - używam w końcówki, kilka kropel po myciu. Nie podoba mi się efekt, więc poszukam innych zastosowań. A miał być dobry.. :)









Olej avokado - jeszcze nieużywany, teoretycznie dobry dla wysoko porowatych włosów.






Olej z kiełków pszenicy - jeszcze nieużywany, teoretycznie dobry dla
wysoko porowatych włosów.








Olej arganowy - jeszcze nieużywany, teoretycznie dobry dla wysoko porowatych włosów.





A także pipetkę, komplet łyżeczek miarowych, zlewkę i butelkę z atomizerem. I oczywiście papierki lakmusowe do sprawdzania ph.




Komplet łyżeczek miarowych - bardzo przydatny, poręczny i wytrzymały. Mają akurat takie pojemności, jakich potrzebuję.  Idealne :)






Papierki lakmusowe - trochę trudne w użytkowaniu, nie mam takiego wyczucia jak większość kobiet jeśli chodzi o kolory i trudno mi określić czasami odczyn, ale poza tym są świetne. Dopiero po ich użyciu zrozumiałam, jak ważną rolę pełni pH w pielęgnacji włosów.




Pipetka - idealna do nabierania, odmierzania i aplikowania wcierek! Mam pewność, że produkt dociera do skóry. Poza tym działa bezproblemowo, jest niesamowicie tania (chyba 70gr), a cieszę się z niech ogromnie.







Nie wszystkiego jeszcze miałam okazję wypróbować, jako że nie chcę robić miszmaszu i chcę wiedzieć dokładnie co poprawiło/pogorszyło stan moich włosów. A to z kolei można osiągnąć testując kolejno składniki, pojedynczo i w przepisach, a nie wrzucać od razu wszystko na głowę ze ślepą naiwnością, że wyjdzie coś pięknego. Trzeba znaleźć umiar i być systematycznym :)
A co do półproduktów, to kiedy poszczególne opakowanka dobiją dna, pojawią się tutaj ich recenzje :)

A wy lubicie półprodukty z zsk? Czy zamawiacie z innego sklepu, który polecacie? A może wolicie te domowe?