Niedawno zrobiłam zamówienie z kilku sklepów internetowych, które w swojej ofercie miały bogaty asortyment indyjskich kosmetyków. Samymi zakupami planuję pochwalić się w kolejnym wpisie, a dziś chciałabym opisać działanie ostatnio coraz bardziej popularnej wśród blogerek(i nie tylko) henny Khadi.
Myślę, że nie będę tutaj pisać tego, co bez problemu można znaleźć w internecie. Ja ogólnie i bardzo pobieżnie wyjaśnię może tylko kilka kwestii, które akurat dla mnie wydają się istotne. Po pierwsze z założenia Cassia/ Senna jest henną bezbarwną, to znaczy nie zmienia koloru włosów. Producent podaje, że może je rozjaśniać(jako jedyna z ziołowych farb indyjskich, inne mogą jedynie przyciemniać kolor włosów). Ponadto jest ona w pełni naturalna(nie jest chemiczna tylko z roślinek zrobiona), nie niszczy a ma na celu dożywienie włosów. Może je wysuszyć, spowodować ogromny puch, dlatego też po umyciu włosów przed zaplanowanym nałożeniem Cassi proponuje użyć silnie nawilżającej maski. Ponadto przed jej użyciem należy dokładnie oczyścić włosy szamponem z np. SLS'em, a po jej spłukaniu z włosów należy odpuścić sobie ich olejowanie przez jakieś 2 dni, to samo z myciem. A po tych dwóch dniach najlepiej i tak użyć czegoś delikatnego(ja używam odżywki), bo włosy i tak nie są specjalnie brudne czy przetłuszczone.
No a teraz pora na właściwy opis moich działań i wrażeń.
Po pierwsze: należy zwrócić uwagę z jakiego sklepu się zamawia. Ja Cassię zamówiłam najpierw z
tego sklepu, a potem z
tego. I widzę różnicę. Henna z pierwszego sklepu trafiła do mnie w lekko naderwanym opakowaniu(tylko pudełeczko, no ale zawsze). W opakowaniu nie było instrukcji po polsku. A samo rozrabianie Senny szło naprawdę mozolnie- w potach i bólach to za mało powiedziane. Była ona taka jakby zatęchła. Z kolei ta z drugiego sklepu zrobiła na mnie o wiele lepsze wrażenie- starannie zapakowane opakowanie, w nim polska instrukcja, a rozrabiane proszku było o wiele łatwiejsze niż poprzednio. Miałam wrażenie, że ta Cassia jest "świeża".
(nie zrobiłam zdjęć całej instrukcji, tylko temu, co uważałam za istotniejsze i dotyczące Cassii)
Po drugie: Jak się do tego zabrać? Będzie nam potrzebna miska(dość duża, ja za pierwszym razem musiałam zmieniać pojemnik, bo mi się nie zmieściło w mniejszym), łyżka oraz sok z cytryny. Zamiast soku może to być też woda. Ja za pierwszym razem swoją hennę rozrobiłam pół na pół z sokiem z cytryny i wodą, za drugim razem tylko z sokiem z cytryny(z 6 cytryn). Jak się można domyślić rozcinamy opakowanie, przesypujemy proszek do miski i dolewamy wodę/sok z cytryny. A potem dłuuuugo mieszamy. Naprawdę długo, bo ta masa zachowuje się dość dziwnie. Proszek jest jakby odporny na wchłanianie wody i jest w nim wiele grudek. Mi samo wymieszanie Cassi na gładką masę zajęło 40 minut(za drugim razem) i 1h(kiedy robiłam ją pierwszy raz). Następnie zawijamy miskę w reklamówkę foliową, owijamy ręcznikiem i odstawiamy na 12h(ja tak robiłam, podobno można podgrzać na grzejniku, ale tam..), chociaż jak robiłam ją drugi raz wczoraj to czekała ponad 14h i nic jej się nie stało.

Po trzecie: Jak to cholerstwo nakładać? Po odczekaniu tych 12h sięgamy po miskę i... co dalej? Otóż w opakowaniu, choć łatwo to przeoczyć, znajduje się czepek i rękawiczki. Można do kompletu dokupić za jakieś 3zł pędzel, taki do nakładania farby. I za pierwszym razem straciłam dużo henny właśnie na robienie wg. przepisu. A wczoraj postanowiłam, że i tak przeżyję i zaryzykowałam. Nie założyłam rękawiczek, nie używałam pędzelka do nakładania tej dziwnej kupy.
Brałam Cassię w dłonie, jak maseczkę do włosów i tak ją nakładałam, pasmo po paśmie. Wszystko potrwało ok. 30min. razem ze sprzątaniem łazienki. Ah, no i najważniejsze: warto założyć na ubranie jakiś
stary ręcznik, taki co wam się już nie przyda, bo możliwe, że się Cassia nie dopierze(mi się doprała, ale z trudem). A jak już odżywkę nałożymy, należy nałożyć na głowę foliowy czepek, o którym już wcześniej wspominałam. Dodatkowo radzę nałożyć ze dwie, szczelnie zawiązane foliówki(za pierwszym razem tego nie zrobiłam i zaczęła mi henna po karku spływać). Jak już to zrobimy to nakładamy, znów
s z c z e l n i e ręcznik- też najlepiej taki "na straty. I gotowe. Teraz pozostaje tylko umyć rączki, szyję i uszy i nasmarować je kremem, żeby się nie wysuszyły.
Po czwarte: czas trzymania Senny na włosach. Mówi się, że powinno to trwać ok. 2h. Inni mówią, że 4. Jeszcze inni, że 30min. Ja z kolei trzymam hennę na włoskach 5-6h. I od razu uprzedzam, nie jest to tak przyjemne jak chodzenie w masce na włosach po ich umyciu przez 15minut. Dlaczego? Otóż dlatego, że to naprawdę ciąży. Mnie każdorazowo bolała głowa i kark już po 20 minutach. Próbowałam oprzeć głowę o ścianę, położyć się(spać jest w międzyczasie najlepiej, bo się człowiek tak nie męczy), ale i tak było to bardzo męczące. Porównywalnie to tak jakby sobie człowiek wziął encyklopedię, taką ważącą ok. 2kg i próbował ją nosić na głowie przez kilka godzin. Naprawdę, jest to ciężkie.
Po piąte(swoją drogą dziwnie to już brzmi, no ale trudno): efekty. No więc zdejmujemy z siebie to wszystko po określonym czasie, spłukujemy(długo, bardzo długo) z włosów, a potem czyścimy wannę. I czekamy, aż włoski wyschną. Ze względu na to, że senna wysusza włosy, moje schną wtedy o wiele krócej niż zwykle. I po wyschnięciu widzimy i czujemy: grube, puszyste, świeże, czyste włosy i ich dużą objętość. Poza tym, co dziwne, końcówki są totalnie wyschnięte, ale rozdwojenia jakoś znikają. No i pojawia się blask, jednak takie rzeczy tylko przy świetle- sztucznym bądź dziennym. A dodatkowo u mnie Cassia diametralnie poprawia kondycję włosów. Są one po niej niesamowicie odżywione, to taka bomba proteinowych oblepiaczy, która powoduje, że moja porowatość z bardzo wysokiej zmierza ku średniej(za co jestem jej dozgonnie wdzięczna). A efekty utrzymują się do miesiąca. Jednak ja, ze względu na: słabą dostępność, wysoką cenę, wysuszenie włosów nie będę używać Cassi raz na miesiąc. Raczej raz na dwa miesiące. Wiąże się to również i z tym, że podobno zbyt częste nakładanie jej na włosy powoduje ich rozprostowywanie się, a ja dążę do czegoś innego.
Podsumowując Cassia na moich włosach sprawdza się bardzo dobrze. Odżywia je, pogrubia, dodaje blasku oraz zmniejsza ich porowatość. Mam nadzieję, że z czasem też je odrobinę rozjaśni, chociaż akurat zmiany koloru to ja u siebie nie widzę. Mam już zrobiony jej zapas i na pewno ponownie jej użyję.
Polecam tą specyficzną odżywkę szczególnie dla włosów wysoko porowatych, które lubią proteiny. Aczkolwiek
blondynki powinny uważać- podobno może pojawić się u nich po zastosowaniu Cassi zielony kolor włosów!
A to efekty wizualne:
 |
| Moje włosy po pierwszej Cassi z 2.03.2013r |
 |
| Tak moje włosy wyglądały przed Cassią, kilka dni temu |
 |
Włosy teraz, po drugiej cassii, zrobione z lampą- cudny blask, zdjęcie z 20.04.2013r.
A teraz porównanie koloru:
  |
| Z lampą(po prawej) |
Kucyk po hennie:
No i jeszcze jedno: ze względu na mój słaby aparat i różne oświetlenie trudno określić, czy Cassia zmieniła kolor moich włosów.
|
A Wy używałyście kiedyś Cassi? Podobały się wam efekty?