niedziela, 21 lipca 2013

Płukanka nagietkowa

Witam wszystkich i zapraszam do poznania moich wrażeń ze stosowania płukanki nagietkowej.


Czemu nagietek? Kiedyś, najprawdopodobniej na jakimś blogu przeczytałam, że nagietek pomaga uwydatnić naturalnie rudy kolor włosów. No cóż, chciałam się o tym przekonać. Dodatkowo zachęciło mnie kilka opinii, jakoby taka płikanka dodatkowo nawilżałą włosy. Tego też byłam ciekawa!

Przepis
2 saszetki zalewałam ok. 200ml gorącej wody(jak się zagotowała to czekałam minutkę i wtedy).
Po 10 minutach wlewałam do 300-600ml chłodnej wody z kranu. Mieszałam i polewałam taką płukanką włosy. Czasem było to ostatnie, co robiłam z włosami, czasem nakładałam na nie potem jeszcze jakąś maskę, którą potem spłukiwałam. 


Cena: Opakowanie w aptece kosztowało mnie ok. 5zł. Zawierało 20 saszetek. 


Zapach: Ja nie wyczuwałam żadnego, za co dodatkowy plus. 


Wydajność: 20 saszetek starczyło na 10 płukanek. 


Żeby zapobiec przesuszeniu...: Zioła, jak jżz kiedyś pisałam, wysuszają włosy. U mnie nie ma znaczenia czy są to typowe suche zioła, czy też te wydzielające śluz jak np. siemię lniane. Każde, bezwzględnie powoduje susz. Więc, żeby nie spotkało mnie to znów postanowiłam jakoś się przed tym suszem zabezpieczyć. Najpierw nakładałam na włosy po ich umyciu maskę, potem robiłam tę płukankę, a potem kolejną maskę, tym razem zakwaszającą. Czasem nakładałam najpierw jedną maskę, potem drugą, potem robiłam płukankę, a potem nakłądałam maskę zakwaszającą(żeby domknąć łuski włosa). I co? I powiem Wam, że takie kompleksowe działanie zabezpieczyło moje włosy przed niewątpliwym przesuszeniem, które z pewnością by wystąpiło. Taka mała uwaga: muszą to być dwie maski, które wasze włosy lubią, jesli tak jak i moje Wasze mają również niesamowicie dużą skłonność do bycia przesuszonymi.  
A jakie efekty dała mi płukanka?  Z pewnością zwiększyła objętość, mimo że nie polewałam nią skalpu. Włosów było wyraźnie więcej, stały się jeszcze grubsze :) Niestety, kosztem niesforności- wiele włosków odstawało, gdzie nie potrzeba, kiedy pominęłam jakąś partię kosmyków i nie "zakwasiłam" jej dodatkowo maską. Również, jeśli nie zadbamy o nawilżenie włosów, użyjemy płukanki i po prostu wysuszymy włosy potem.. możemy spodziewać się, że będą one suche. Jednak kolejna zaletą stosowania płukanki nagietkowej jest to, że dodaje włosom blasku. Rozczarował mnie jedynie brak wzmocnienia koloru, na który liczyłam. Więc blondynki mogą jej śmiało uzywać i nie powinny obawiać się rudawej poświaty. Ja  mimo wszystko do płukanki chyba już nie wrócę... Ale i tak nie wspominam jej najgorzej- chyba tylko ze względu na prewencyjne nawilżenie włosów.. :)

A Wy lubicie płukankę nagietkową?

26 komentarzy:

  1. może gdyby się miało jasne rude włosy to by coś dało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nigdy nie próbowałam płukanki nagietkowej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. te kwiatki rosną u mnie w ogródku

    OdpowiedzUsuń
  4. W wielu miejscach czytałam, że nagietek wydobywa rude refleksy z włosów :) Sama planuję spróbować, ale może zrobię mocniejszy wywar :) I kupię suszone kwiaty a nie herbatę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawe :) nie słyszałam o takiej płukance. Jeśliby podkreśliła w jakikolwiek sposób rude włosy, to chętnie bym jej spróbowała. Ale jak mówisz, że nic takiego nie zauważyłaś... to nie będę narażać moich włosów na wysuszenie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a brązowa Shauma nie ma przypadkiem w składzie kokosa ?

      Usuń
    2. no właśnie tak mi się wydawało. A moje włosy nie lubią kokosa ;p
      chociaż, skoro Twoich nie puszyły... może kiedyś spróbuję :)

      Usuń
  6. zdecydowanie ta płukanka nie jest dla mnie, ale bardzo fajny pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja raczej nie spróbuję, bo niestety mam suche włosy i nie chciałabym ocieplenia koloru, a słyszałam, że dosyć mocno potrafi ocieplić odcień.

    OdpowiedzUsuń
  8. ojej jak zwiększyła objętość to chcę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawa ta płukanka:)
    pozdrawiam
    http://kosmetycznawyspa.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  10. A u mnie nagietkowa płukanka bardzo podkreśliła rudości. Mam kolor włosów ciemny blond, który rok temu farbowałam khadi ciemny brąz (czyli henna z indygo), dlatego ja bym nie polecała tej płukanki blondynkom, które nie chcą mieć rudych refleksów...

    Pozdrawiam:)
    Roulina/czeszesie.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie stosowałam płukanki nagietkowej, jakoś się tak z ziółkami nie lubią moje włosy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie stosowałam, ale jak wysusza to nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie lubię, no po prostu nie lubię ziołowych płukanek :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy nie próbowałam takiej płukanki, choć zapewne niedługo się skuszę ;) Chwilowo staram się wykorzystać te zioła, które mam w swoim koszyczku ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja muszę w końcu wypróbować płukankę z octu jabłkowego ;p Słyszałam już wiele razy że jest świetna

    OdpowiedzUsuń
  16. kiedy bd recenzja wcierki jantara nowej wersji? czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie napisałam i jest już na blogu :)

      Usuń
  17. U mnie dawniej płukanki ziołowe nie wysuszały włosów, ale ostatnio nie mogę ich do nich dopuszczać.
    O niej myślałam, ale w sumie po Twojej recenzji moje myśli od niej się oddaliły.
    Większą objętość mogę osiągnąć stosując mniej przesuszające produkty :D

    OdpowiedzUsuń
  18. jakiej maski 'zakwaszającej' używasz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SCANDIC 'Mleko i miód'- ma bardzo przyzwoity skład.

      Usuń

Tutaj obowiązuje jedna zasada: NIE CZYTAŁAŚ - NIE KOMENTUJ.
To naprawdę widać. I nie zachęca do odwiedzenia Twojego bloga :)

Poza tym- na wszystkie komentarze i pytania postaram się odpowiedzieć.
Zapraszam do komentowania i dziękuję za każdą opinię.